Castle Burn: The Crown League – recenzja. Nowa dynamiczna gra strategiczna

Rozgrywka w stylu Clash Royale, przyjemna oprawa graficzna i prostota w opanowaniu podstaw mechaniki. Taka na pierwszy rzut oka wydaje się nowa gra strategiczna wydana przez Bluehole PNIX, zatytułowana Castle Burn. Czy rzeczywiście jest warta zainteresowania? Sprawdziliśmy to dla Was.

Pamiętacie jeszcze grę Clash Royale albo milion bliźniaczo podobnych produkcji, które zalało rynek gier mobilnych? Jeśli nie – macie okazję zrozumieć, czym zachwycali się gracze kilka lat temu, a jeśli tak – to zaświadczamy, że formuła nadal trzyma się nieźle i daje sporo frajdy. Castle Burn to prosta gra strategiczno-zręcznościowa, skupiona wokół szybkich pojedynków w duchu produkcji RTS (Real Time Strategy).

Zasady są banalne – zadaniem gracza jest zniszczenie stojącej po przeciwnej stronie mapy fortecy przeciwnika. Korzystając z dostępnych kart, wzywamy do walki jednostki bojowe – do naszej dyspozycji są ogry, łucznicy, krasnoludy, czy smoki. Każde użycie karty wiąże się z kosztem w postaci punktów many, które pozyskujemy z fortecy i pobliskich źródeł magii. Te drugie pojawiają się na mapie w różnych miejscach, a gracze, stawiając na ich miejscach sanktuaria, mogą pozyskiwać manę, potrzebną do rekrutowania jednostek i stawiana innych budynków (np. wież łuczniczych czy domów). Prościej mówiąc – mana jest odpowiednikiem drewna, złota czy innego surowca wydobywanego w klasycznych grach RTS.

 

Początek każdej rozgrywki wygląda podobnie, gracze rozpoczynają od zapewniania sobie podstawowego przypływu surowców, a następnie ruszają na stronę przeciwnika i walczą o dominację na mapie. Strategie są różne, dlatego najprościej samemu zagrać w Castle Burn i ocenić, w jakim scenariuszu czujemy się najlepiej. Niektórzy gracze stawiają na ofensywę, inni wolą otoczyć swoją stronę działami i wieżyczkami, a są też tacy stawiający wszystko na jedną kartę, rzucając się od razu na bazę wroga. W walce pomagają nam liderzy, czyli specjalne jednostki o unikatowych cechach. Chociaż jest ich obecnie osiem, to do walki możemy wybrać tylko jedną. Jeanne potrafi zwiększać swoją prędkość, Leon chroni jednostki przed obrażeniami, a Aella wysyła szybką i śmiercionośną salwę z łuku. Liderzy są jedynymi jednostkami, które po śmierci nie znikają, a odradzają się, czekając na ponowne wykorzystanie. Każdy pojedynek trwa średnio od trzech do siedmiu minut i kończy się, gdy forteca jednego z graczy pada.

 

Chociaż zasady gry są proste do opanowania, to poznanie wszystkich tajników gry to nie lada wyzwanie. Każda jednostka w grze ma swoje słabe i mocne strony, doskonale radzi sobie z pewnym rodzajem przeciwnika, ale jest bezwartościowa w zwarciu z drugim. Dla przykładu wilkołak jest dobrym wyborem przeciwko zwinnym i mało wytrzymałym jednostkom (jak łucznicy czy czarodziejki), ale nie radzi sobie w otwartym pojedynku z wytrzymałymi bohaterami, takimi jak np. minotaur.

 

Bardzo satysfakcjonujące jest to, że przegrane mecze nie odbierają nam dużej liczby punktów, dlatego ciężko o poczucie stania w miejscu czy długiego i mozolnego przechodzenia do wyższej ligi. Wręcz przeciwnie, rozwój jest dynamiczny, talia zapełnia się dość szybko, dzięki nagrodom otrzymywanym za rozegrane pojedynki, a dodatkowo wszystko usprawniają kryształy, którymi jesteśmy obdarowywani za rozwiązywanie zadań.

Są to proste polecenia, które wykonują się raczej same podczas rozgrywki, ale jest ich na tyle, że po dłuższej chwili jesteśmy w stanie zakupić za nie w sklepie dodatkowy pakiet kart. Jakby tego było mało, gra przewiduje także inne tryby zabawy.

Poza treningiem, grą rankingową i nie-rankingową, możemy sprawdzać się w specjalnych rajdach, w których wyposażeni w unikalną talię naszym zadaniem jest jak najdłuższe odpieranie napływających fal przeciwników.

Dla sieciowych weteranów warto zaznaczyć, że gra dosyć dobrze radzi sobie z dobieraniem przeciwników. W walkach rankingowych nie zdarzyło mi się czekać więcej niż kilka sekund na wylosowanie rywala i bardzo rzadko znacząco odbiegali ode mnie siłą swoich kart, czy to na moją czy własną korzyść.

Castel Burn w ciekawy sposób bawi się tłem fabularnym produkcji. Chociaż już od samego początku mamy do czynienia z klasyczną grą sieciową, które zazwyczaj nie rozpieszczają złaknionych epickich opowieści graczy, tak twórcy Castle Burn poszli o krok dalej. W menu głównym gry możemy dotrzeć do zakładki „Stories” – gdzie poza historią gry, opowiadającą o tym, jak rozpoczęła się cała liga korony, możemy obejrzeć mapę świata, a także przeczytać osobne historie na temat każdego z liderów, którymi sterujemy w potyczkach.

Żeby jednak nie było za łatwo, gra wymusza na graczach wykonanie specjalnych zadań, w zamian za odblokowanie kolejnych kawałków opowieści. Np. żeby dowiedzieć się, czy dla Jeanne sednem sukcesu jest ciężka praca, czy talent (stanowi to temat rozdziału drugiego), musimy między innymi rozegrać pojedynek treningowy, używając jej karty jako liderki.

Świetnym rozwiązaniem są powtórki! Każdy rozegrany mecz możemy na spokojnie obejrzeć, widząc tym razem także połowę mapy przeciwnika. W ten sposób z łatwością przeanalizujemy własne błędy albo ciekawe posunięcia rywala. Co więcej, dostępne są także statystyki, podsumowujące liczbę włączonych do walki kart, zbudowanych konstrukcji, zebranych punktów many itd. Twórcy pokusili się nawet o infografiki, obrazujące zużycie surowców w różnych etapach pojedynków itd.
Powtórki są szczególnie interesującą funkcją, ponieważ poza oglądaniem własnych meczów, istnieje możliwość odtwarzania rozgrywek liderów. Szczęśliwie odkryłem tę opcję na samym wstępie zabawy z grą i dzięki podpatrzonej taktyce wygrywałem spotkanie za spotkaniem, aż do czasu przejścia na kolejny poziom ligi, gdzie znalazło się więcej podobnych do mnie spryciarzy.

Strona audiowizualna stoi na co najmniej przyzwoitym poziomie. Niektórych może uwierać pewna doza infantylności i mangowej stylistyki, ale gra – co najważniejsze – jest bardzo czytelna, a interfejs jest na tyle jasny i klarowny, że nie trzeba się go uczyć. Nie przypominam sobie sytuacji, w której poczułbym się chociaż na moment zagubiony czy skonfundowany, czego nie można powiedzieć o każdej mobilnej produkcji. Muzyka podtrzymuje heroiczny klimat produkcji, a dźwięki – zwłaszcza budowniczych stawiających domki i sanktuaria – przywodzą na myśl klasyczne gry RTS, takie jak Warcraft czy Age of Empires.

WERDYKT

Castle Burn nie przeciera szlaków ani nie wyznacza nowych trendów. Nie jest to gra przełomowa, ale zwyczajnie bardzo przyzwoita produkcja sieciowa, która może pochłonąć na wiele godzin. Począwszy od jasnych i klarownych zasad pojedynkowania, przez przyjemny stopień rozwoju, aż po wizualną przystępność produkcji. Dodatkowe tryby, fabularne dodatki i namiastka ducha gier RTS – wszystko to składa się na pozytywną ocenę dzieła studia Delusion. Gra jest bardzo emocjonująca, pojedynki wymagają maksymalnego skupienia, nawet chwilowe rozkojarzenie może przechylić szalę zwycięstwa na konkretną stronę. Ciężko nam doszukać się specjalnych wad Castle Burn, dlatego gorąco polecamy wszystkim fanom sieciowych zmagań, zwłaszcza w stylu Clash Royale.

WADY

  • Nie znaleźliśmy

ZALETY

  • Łatwa w opanowaniu
  • Przyjemna oprawa audiowizualna
  • Pojedynki są emocjonujące
  • Dodatkowa zawartość stanowi zaletę gry (inne tryby, tło fabularne)

 

Castle Burn: The Crown League

  • Wydawca Bluehole PNIX
  • Producent Delusion Studio
  • Platforma Android, iOS
  • Ocena 8+/10
  • Cena 0 zł (mikropłatności)
iOS
Android

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane