Harry Potter: Hogwarts Mystery. Recenzja kontrowersyjnej gry ze świata Harrego Pottera

Fani długo czekali na grę tego typu, łączącą przygodowy tryb gry w stylu Telltale Games z elementami RPG. Studio Jam City odpowiedziało na tę potrzebę, ale zrobiło to w nietypowym stylu. O Harry Potter: Hogwarts Mystery ostatnio było głośno, dlatego przygotowaliśmy dla was artykuł badający kontrowersyjną grę dokładniej.

Na wstępie warto nakreślić, czym w ogóle jest Harry Potter: Hogwarts Mystery. To gra przygodowa delikatnie zmiksowana z elementami RPG – mamy tu więc długie dialogi, odkrywanie sekretów i eksplorację zamku, ale również kilka statystyk i walkę turową. Najważniejsze jest jednak to, że opowiadamy w grze ciekawą historię – nowego ucznia Hogwartu, który ma do przejścia całą edukacyjną drogę czarodziejów. Niestety, jest to jeden z niewielu plusów nowej gry studia Jam City.

List z Hogwartu

Na początku możemy wybrać płeć naszej postaci oraz dom Hogwartu (przypomnijmy, że są cztery). Byłoby świetnie, gdyby Tiara Przydziału (magiczny kapelusz, który decyduje o naszym losie) zadawałaby różne pytanie i to na podstawie osobowości odpowiadającego osądzałaby o naszej przyszłości. Możemy też delikatnie dostosować postać do własnych preferencji. Mowa tutaj oczywiście o kilku częściach twarzy, kolorze skóry czy ubraniu i akcesoriach. Nie jest to kreator postaci rodem z Simsów, mamy po kilka opcji do wyboru i horrendalne ceny, często wyrażane także w diamentach (waluta premium).

Sama gra działa ściśle według pewnego schematu. Na każdy rok nauki przypada około dziesięciu rozdziałów historii, w których na przemian będziemy poznawać dalsze losy bohaterów i uczęszczać na lekcje. Teoretycznie to właśnie uczenie się magii jest właściwą stroną rozgrywki, ale w praktyce można je uznać najwyżej za przykry obowiązek. Niestety, żeby grać w Harry Potter: Hogwarts Mystery potrzeba jest mnóstwo samozaparcia i determinacji. Cały problem tkwi w oczywiście w systemie energii.

Gra, która nie radzi sobie w byciu grą

Po pierwsze, jedyne czego gra oczekuje od nas podczas odbywania lekcji to klikanie na ekranie w podświetlone obiekty czy ludzi. Jeśli jest to Profesor Snape, to możemy zobaczyć aktywność typu „Obserwuj”, której „wyklikanie” kosztuje cztery punkty energii. Efektem jest mały tekst komentujący tę czynność. Jeśli wszystko pójdzie pomyślnie, to załadujemy tym samem pasek postępu lekcji.

Naszym ogólnym celem jest zdobycie gwiazdek (zazwyczaj pięciu), zanim upłynie określony czas – np. osiem godzin. Ponieważ punktów energii mamy trochę ponad dwadzieścia, a każdy punkt regeneruje się aż cztery minuty, to wyklikana lekcja eliksirów trwa cztery godziny realnego czasu. Jeśli nie zdążymy – niestety, gra zmusza do powtórzenia całej operacji (w ramach kary odbierane są także punkty, tak żebyś pamiętał). Po drugie, żeby odbyć faktyczną lekcję, musimy najpierw ją odblokować.

Problem w tym, że odblokowywanie to także zajęcia! Oznacza to, że czeka nas podwójna robota. Różnica polega na tym, że o ile podczas „fabularnych” zajęć możemy zobaczyć jakąś ciekawą scenkę, te odblokowujące polegają wyłącznie na klikaniu. Możemy więc dodać kolejne godziny potrzebne do ruszenie tej gry do przodu. Przy zdobyciu każdej gwiazdki, gra przerywa nam „zabawę” mini-grą. Są trzy – trafienie kółkiem do celu, odrysowanie wzoru zaklęcia, oraz quiz. Przy poprawnie wykonanej czynności gra nagradza nas dodatkowymi punktami, pieniędzmi, diamentami, albo energią.

Jak można łatwo zauważyć, mikrotransakcje niszczą tę grę. Energię możemy oczywiście kupić za realne pieniądze, ale koszt swobodnego przejścia lekcji można ocenić na co najmniej osiem złotych (nie licząc zajęć „poprzedzających”, o których wspominałem wyżej). Nie jest to oczywiście koniec kłopotów, bo twórcy gry na tym polu popisali się dość wybitnie. Jeśli jakimś cudem wydamy zdobyte diamenty, aby przyśpieszyć jakąś misję, to możemy się nieźle zdziwić. Po zrobieniu wymaganych lekcji teoretycznie możemy ruszyć dalej z fabułą, ale czasami gra wymagana od nas odczekania np. pięciu godzin, ponieważ „aktualnie oczekujemy, aż nasz przyjaciel odnajdzie poszukiwaną książkę w bibliotece”. Możemy przejść do misji automatycznie, ale za diamenty.

Opowieść podobna do tego, co znamy z książek

W końcu jednak da się przejść do opowieści, więc może nieco o fabule. Historia została osadzona przed wydarzeniami znanymi z cyklu J.K Rowling. Nie wygląda jakby to miało znaczenie, bo historia nie wydaje się być bardzo związana z siedmioczęściową opowieścią o Harrym Potterze (nikt tak naprawdę jeszcze nie wie, bo żadnemu graczowi nie udało się jeszcze ukończyć gry), ale warto wspomnieć, że jej początek poprzedza fabułę książek o 8 lat. Co prawda, w grze możemy spotkać znajome postacie (głównie profesorów, tu nie ma żadnej różnicy), np. Bill Weasley’a czy Nimfadorę Tonks.

Sama historia gry dotyczy Przeklętego Skarba, mitycznego pomieszczenia w Hogwarcie owianego wieloma legendami. Tak się składa, że starszy brat głównego bohatera (bądź siostra, zależy to od płci naszej postaci) szukał owej komnaty, narażając wszystkich uczniów na niebezpieczeństwo, przy okazji łamiąc wiele szkolnych zasad. W efekcie został wydalony ze szkoły, a następnie zaginął. W Hogwarcie mówiono nawet, że oszalał. Co najgorsze, jego zła reputacja przeszła na głównego bohatera gry. Próbujemy więc dowiedzieć się czegoś więcej o zaginionym bracie i odnaleźć kryptę.

Misje fabularne w większości polegają na dialogach, krótkich mini grach oraz klikaniu i zdobywaniu diamentów, tak samo jak w przypadku lekcji. Fabuła kręci się wokół kilku postaci i łudząco przypomina to co już dobrze znamy. Nasz protagonista to nowy Harry Potter – naznaczony nie blizną, lecz spuścizną po starszym bracie/starszej siostrze. Nasz przyjaciel to typowy mol książkowy, przywodzący na myśl Hermionę, nie mówiąc o tchórzliwym Gryfonie, który nawet wygląda troszeczkę jak Neville Longbottom. Snape nadal jest tak samo zawzięty (nawet gdy jesteśmy w Slytherinie) – a nasz bohater łamie zasady i szwenda się po zamku niczym znany okularnik. Takich kalek jest dużo więcej (czasem niemal 1:1), ale żeby nie psuć wam zabawy, oszczędzę więcej spoilerów. Podoba mi się jednak to, że niektóre oryginalne pomysły autorki książek zostały w ciekawy sposób rozwinięte. Na przykład lekcje latania na miotle (potraktowane w książkach, filmach i grach tylko jako pretekst dla rozgrywek Quidditcha) zostały wzbogacone o ćwiczenie manewrów czy sztukę pielęgnacji mioteł.

Elementy RPG skupiają się na trzech statystykach: Odwadze, Empatii i Wiedze. Teoretycznie powinny mieć one wpływ na rozgrywkę, ale poza bardzo okazjonalnymi pojedynkami nie mają większego znaczenia i rozwijamy je w takim samym tempie. Sama walka to prosta wariacja na temat gry „kamień, papier, nożyce”, więc w dużym stopniu polega tylko na szczęściu. Jest także system nawiązywania przyjaźni, ale w obecnej formie to tylko kuriozalna mini-gra, polegająca na wybieraniu podczas rozmowy takich odpowiedzi, jakie chce usłyszeć od nas rozmówca.

 

Strona audiowizualna jest nie najgorsza, ale brakuje w niej magii…

Strona audiowizualna stoi za to na przyzwoitym poziomie. Stylistyka pasuje do klimatu Harrego Pottera, ale nie wprowadza w zachwyt. Dość komicznie wygląda fakt, że wszyscy uczniowie Hogwartu wyglądają jakby byli w jednym wieku. Niestety postacie i lokacje nie mają zbyt wielu szczegółów, a szczególnie kiepsko wypadają błonia roztaczające się wokół zamku. Lokacji nie jest też specjalnie dużo, więc bardzo szybko znamy już wszystkie i zaczynamy się nudzić.

Zamek ma spory potencjał – nie został jednak wykorzystany. Nie możemy wszak mówić o prawdziwej eksploracji, ponieważ nie poruszamy nawet postacią, a jedynie odwiedzamy dane lokacje (np. salę główną). Nie ma też żadnej interakcji, jedyne obiekty, na jakie możemy niekiedy „tapnąć” to uczniowie (wtedy krótko komentują obecną sytuację), albo niektóre punkty na mapie, np. zapalmy zgaszoną pochodnię i dostajemy dodatkowy punkt energii. Twórcy mocno wzorowali się na wizerunku zamku, który znamy z filmów. Muzyka jest za to przyjemna i również nawiązuje do oryginału, czyli kompozycji Johna Williamsa. Utworów jest niestety mało i dość szybko zaczynają się nudzić.

WERDYKT

Należałoby podsumować najnowszą grę ze świata Harrego Pottera, chociaż ciężko to nazwać grą. Ilość energii sprawia, że często włączamy grę, żeby przez jedną minutę wykorzystać całą energię, co jest dodatkowo irytujące, gdy zdamy sobie sprawę, że tak naprawdę nic nie zrobiliśmy. Harry Potter: Hogwarts Mystery to wyciągacz pieniędzy, który nie oferuje wiele w zamian. Fabuła jest w miarę interesująca, ale decyzje, jakie podejmujemy, nie porażają ogromem zmian w historii. Ciężko wskazać na chociaż jeden element gry, który miałby kogoś zachęcić do grania. Wątek Hogwartu i nauki został potraktowany po macoszemu, fabuła nie zachwyca, grafika i lokacje także. W obecnej formie Harry Potter: Hogwarts Mystery to wyjątkowo kiepska produkcja, która dzięki popularności marki stara się zarobić jak najwięcej. Nie polecamy, a zwłaszcza fanom Harrego Pottera.

WADY

  • To prawie nie jest gra
  • Zdarzają się glicze

ZALETY

  • Niektóre pomysły ze świata Harrego Pottera zostały ciekawie rozwinięte
  • Muzyka jest całkiem udana

Harry Potter: Hogwarts Mystery

  • Wydawca Jam City, Warner Bros., Portkey Games
  • Producent Jam City
  • Platforma Android, iOS
  • Cena 0 zł (mikropłatności)
  • Ocena 3/10
iOS
Android

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane