Honor 10 – test i recenzja. Piękny jak zorza, szybki jak P20

Honor 10 miał swoją chińską, cichą premierę w kwietniu tego roku, a oficjalną światową – na początku maja. Od razu wszedł też do sprzedaży w Polsce, przyprawiając fanów marki Huawei o lekki ból głowy. Co wybrać – smartfon Huawei P20, tańszy model P20 Lite, a może właśnie Honora 10? Bohater naszej dzisiejszej recenzji bez wątpienia wygrywa w kategorii „wzornictwo”, czarując swoją obudową z refleksami zorzy polarnej. W środku też mu niewiele brakuje do najlepszych, pokusa może być więc bardzo duża…

To Huawei czy Honor? Takie pytanie można było sobie zadawać od początków istnienia marki Honor stworzonej przez Huawei jako oddzielny, ale wciąż wspierany koncepcyjnie projekt. O ile początkowo istniało przekonanie, że Honor będzie bardziej przystępną cenowo i prostszą wersją popularnych modeli Huawei, to kolejne premiery modeli obydwu marek burzyły ten porządek rzeczy. Wprowadzony do Polski w maju Honor 10 tylko pogłębia dezorientację. Smartfon ma wiele wspólnego z tegoroczna linią Huawei P20, przy czym pod względem specyfikacji i cenowym mieści się między wariantem P20 Lite a podstawowym P20. Bliżej mu do tego drugiego, chociaż nie jest to jego bliźniak. Jakby tego było mało, na rynku jest też smartfon Honor View 10, o bardzo podobnej specyfikacji do Honora 10, ale nieco większy, nieznacznie droższy i oficjalnie niedostępny w Polsce.

Gdy Honor 10 wchodził do Polski, jego cena została ustalona na 1999 zł, teraz można go już mieć od około 1850 zł (a jeszcze taniej na Allegro). Huawei P20 kosztuje natomiast w oficjalnej sprzedaży około 2700 zł, a mniej oficjalnej – około 2300 zł. Różnica jest więc spora i biorąc pod uwagę  inne czynniki – może Honor 10 powinien zaistnieć na rynku jako P20 Lite? Cóż, zostawmy politykę chińskiego producenta na boku i skupmy się na samym urządzeniu.

 

 

Wzornictwo i wykonanie

Co jest podstawą sukcesu w popularności smartfonu? Oczywiście wygląd – najwyraźniej z takiego założenia wyszli projektanci nowych smartfonów Huawei, które w tegorocznej serii P20 zachwycają efektownym designem połyskujących, szklanych obudów. Designerzy odpowiedzialni za markę Honor (może to ci sami?) również doszli do takiego wniosku i efekt jest wręcz zachwycający. Na rynku popularnych smartfonów z Androidem Honor 10 wyróżnia się przepięknym tyłem, przyciągającym wzrok i budzącym zainteresowanie osób postronnych. Obudowa Honora 10 wykonana jest ze szkła określanego przez producenta mianem Aurora Glass, czyli powłok szklanych składających się z 15 warstw nanooptycznych, które tworzą efekt zorzy polarnej. Są cztery warianty kolorystyczne Honora 10, a dwa najbardziej efektowne to Phantom Blue (niebieski) i Phantom Green (zielony). Do moich rąk trafił ten pierwszy. Są jeszcze dwa mniej efektowne, ale wciąż ładne odmiany  Glacier Grey (szara) i Midnight Black (czarna).

 

Niebieska obudowa w modelu Phantom Blue mieni się różnymi odcieniami – od błękitu do granatu – w zależności od oświetlenia i kąta padania światła. Pojawiają się też nutki fioletu. Plusem jest to, że mimo odblaskowej powierzchni nie jest to tzw. „lustro”, a struktura o lekkim zamgleniu. Sprawia to, że odciski palców są mało widoczne, podobnie jak rysy. A te mimo wykorzystania szkła Gorilla Glass (nieznanej generacji) jednak się pojawiają, dobrze jest więc nosić dołączone do zestawu przezroczyste etui. Trochę odbiera ono blasku obudowie, ale tylko trochę.

Pomijając wygląd tylnej części obudowy, Honor 10 niemal nie różni się od dziesiątków tegorocznych smartfonów z ekranami typu FullView. Stosunkowo wąskie ramki z boku, niewielka na dole i jeszcze mniejsza na górze, ale z wcięciem notch. Oryginalność jest w tym niezbyt duża, ale takie są trendy i Honor 10 wpisuje się w nie idealnie.

Przyciski i porty na krawędziach obudowy zostały rozmieszczone w sprawdzony sposób. Na prawej znajduje się klawisz zasilania i regulacja głośności. Na górnej znajdziemy wartościowy dodatek – emiter podczerwieni. Na lewej kryje się szufladka na dwie karty nanoSIM (brak za to czytnika microSD), a na dolnej umieszczony jest wyjście jack 3,5 mm, port USC typu C i głośnik.

Ergonomia smartfonu jest niemal wzorowa. Ekran jest dość duży – 5,84 cala – ale dzięki smukłym kształtom obudowa świetnie lezy w dłoni i nie ma prawie żadnych problemów z dosięgnięciem przycisków lub czytnika linii papilarnych pod ekranem. Bez problemu udaje mi się sięgać kciukiem pod ekran i z powrotem do klawisza zasilnia i regulacji głośności, wszystko bez przesuwania smartfonu w dłoni.

Czytnik linii papilarnych i skanowanie twarzy

Jak z dumą zakomunikował producent, Honor 10 jest pierwszym na świecie smartfonem wyposażonym w ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych. Czytnik jest zatopiony pod szkłem przedniego panelu i wygląda to niezwykle efektownie. A jak działa? Niestety, niezbyt dobrze.

Gdy dokonywałem pierwszej konfiguracji po wyjęciu smartfonu z pudełka, nie mogłem nawet przebrnąć przez proces dodawania odcisku palca. Smartfon ciągle nakazywał ponowić poszczególne kroki. W końcu się udało, ale używanie czytnika było istną męczarnią, musiałem więc zamiast tego stosować kod PIN. Wkrótce jednak pojawiła się aktualizacja oprogramowania, która naprawiała działanie tej funkcji. I faktycznie – odtąd czytnik reaguje o wiele lepiej. Dalej jednak jego czułość odbiega od ideału, często trzeba ponowić odczyt, by odblokować smartfon. Czytnika nie wystarczy musnąć, dla największej pewności trzeba przytrzymać palec, a nawet lekko docisnąć. Z czasem można się do tego przyzwyczaić, ale trudno mówić o dużym komforcie.

Na szczęście w odwodzie pozostaje rozpoznawanie twarzy, znane już z modeli Huawei z serii P20. Zasada działania jest identyczna, można tak ustawić, by po przesunięciu smartfonu przed twarz następowało automatyczne odblokowanie do pulpitu. Działa to całkiem dobrze, więc gdy stosujemy obydwa sposoby blokowania – czytnik i rozpoznawanie twarzy – komfort użytkowania jest dość wysoki. W porównaniu do P20 Pro, w którym też testowałem tę funkcję, w Honorze 10 rozpoznawanie twarzy działa gorzej, np. smartfon nie radzi sobie w ciemnościach, ale ogólnie jest nieźle. Nie mam niestety porównania do P20 i P20 Lite.

Ekran

Pod względem parametrów ekranu Honor 10 bardzo przypomina P20 Lite. Tak jak i najniższy model Huawei ma wyświetlacz IPS FullView o rozdzielczości FHD+ (1080 x 2280), przekątnej 5,84 cala i proporcjach 19:9. Być może jest to dokładnie ta sama matryca, co zastosowana w P20 Lite.

Ekran ma zaokrąglone krawędzie i zajmuje 86 proc. powierzchni przodu telefonu. Przed zarysowaniem chroni go nieznana wersja Gorilla Glass. Nie zdziwiłbym się, gdyby była to trzecia generacja szkła firmy Corning, czyli niezbyt nowa i średnio wytrzymała, bo niestety po dwóch tygodniach na ekranie pojawiło się kilka rysek.
Kolorystyka, a także głębia czerni robią pozytywne wrażenie. Barwy są nasycone, ale naturalne, biel czysta, a wysoki poziom luminancji bieli – około 500 cd/m2 – sprawia, że ze smartfonu można dość komfortowo korzystać w pełnym słońcu.

W ustawieniach ekranu znajdziemy opcje znane ze smartfonów Huawei: zmianę trybu koloru i temperatury barwowej, ochronę wzroku (filtr światła niebieskiego), menu zarządzana aplikacjami, które mogą uruchamiać się w trybie pełnoekranowym, możliwość wyłączenia wcięcia (z wcięciem jednak lepiej) czy zmiany rozdzielczości na HD+ (w celu oszczędzania energii).

Procesor i pamięć

Honor 10 powstał w dwóch wariantach różniących się pamięcią wewnętrzną – 64 lub 128 GB. Pozostałe parametry pozostają jednak takie same. Sercem smartfonu jest znany już dobrze układ Hisilicon Kirin 970, który zadebiutował w Huawei Mate 10 Pro, później trafił do P20 i P20 Pro, a teraz wybrany został przez markę Honor. Wykorzystanie tego SoC stawia Honora 10 na równi z P20, natomiast w modelu P20 Lite znalazł się słabszy układ Kirin 659, co stanowi najistotniejszą różnicę między tymi smartfonami. W Honorze 10 nie mogło też zabraknąć stanowiącego część Kirina 970 koprocesora NPU, czyli „sztucznej inteligencji”. Jej działanie ma wpływać na różne aspekty pracy systemu, chociaż dla użytkownika najbardziej zauważalne będą dodatkowe opcje aparatu, wykorzystujące AI.
Cztery rdzenie Cortex-A73 o taktowaniu 2,4 GHz i cztery Cortex-A53 1,8 GHz wspierane przez GPU Mali-G72 MP12 i 4 GB pamięci RAM przekładają się na szybką i komfortową pracę ze smartfonem. Żadna z nawet ciężkich aplikacji nie powinna sprawiać problemu, wszystkie testowane działały płynnie, nie ma również problemu z wymagającymi grami 3D. Jedyne, co trochę denerwuje, to zbyt agresywne zarządzanie aplikacjami pracującymi w tle – system zbyt szybko je zamyka, by oszczędzać baterię. To jednak dość typowe dla smartfonów Huawei. Użytkownik  może to dostosować do swoich potrzeb, ale musi zagłębić się w zakamarki ustawień systemowych.

Radość mąci również fakt, że Honor 10 w gorące dni i w bardzo mocnym obciążeniu (np. właśnie w grach) dość wyraźnie się nagrzewa, co skutkuje obniżeniem taktowania procesora. Nie jest to wina układu SoC, który w innych modelach takich objawów nie zdradzał, tylko raczej specyficznego rozmieszczenia elementów na płycie głównej, przez co szwankuje odprowadzanie ciepła. Jednak w chłodne dni ten problem nie daje się aż tak we znaki.

 

W testach syntetycznych Honor niewiele ustępuje modelom Huawei P20 i P20 Pro (jeżeli w ogóle). W AnTuTu 7 osiąga rezultat bliski 205 tys. punktów (P20 – również 205 tys., P20 Pro – 208 tys.), a w 3D Mark Sling Shot Extreme – 2873 (OpenGL ES 31.) i 3062 (Vulkan).

Świetne wyniki osiąga też pamięć wewnętrzna (128 GB, jest też wariant 64 GB), najprawdopodobniej jest to UFS 2.1. W teście liniowego odczytu smartfon osiąga rezultat 729 MB/s, a zapisu – 194 MB/s.

Komunikacja

Modem LTE kat. 18 zintegrowany z układem Kirin 970 zapewnia teoretyczną prędkość pobierania do 1,2 Gbps. Podczas testów średnia wartość, jaką udało mi się uzyskać, to około 60 Mbps, co jest wynikiem wystarczającym do bardzo komfortowego korzystania z internetu ze streamingiem wideo włącznie.
Na minus zaskoczył mnie trochę dwuzakresowy moduł Wi-Fi a/b/g/n/ac. W sieci 120 Mbps w odległości 1 metra od routera Honor 10 osiągał zaledwie 80-90 Mbps, gdy dokładnie w tym samym miejscu P20 Pro osiąga rezultat 114 Mbps. Po oddaleniu się o kilka metrów, za dwoma ścianami smartfon wciąż utrzymywał wysoki poziom około 90 Mbps i dopiero za trzecią ścianą tracił połączenie z routerem, przełączając się na LTE. W każdej z tych sytuacji minimalnie odstawał od P20 Pro, ale są to oczywiście różnice czysto teoretyczne, niezauważalne w praktyce dla użytkownika.


Inne funkcje komunikacyjne Honora 10 spisywały się też na ogół dobrze – połączenia głosowe przebiegają wzorowo, parowanie z akcesoriami Bluetooth odbywa się błyskawicznie, świetnie smartfon sobie radzi jako nawigacja GPS.

System

System w Honorze 10 to niemal idealne odwzorowanie tego, co znajdziemy w serii Huawei P20. Android 8.1 z interfejsem EMUI 8.1, te same aplikacje, menu ustawień itd. Poszukując elementów, które chociaż trochę wyróżniałyby markę Honor, musimy zajrzeć do aplikacji Motywy – zestaw dostępnych tam tematów wizualnych różni się od tego, co znajdziemy w P20. Poza motywem Aurora, nawiązującym do stylistyki obudowy, jest także ciekawy temat Fantasy – z ruchomą tapetą głównego ekranu. Motyw ten zrobi świetnie wrażenie na osobach postronnych, a w połączeniu z połyskliwym tyłem smartfonu wręcz wywoła efekt “wow”. Na co dzień jednak może się to okazać zbyt męczące i zapewne nie pozostanie bez wpływu na baterię.

 

Poza motywami jest jeszcze jeden  element, którego nie ma w P20 – aplikacja Tryb imprezy, która pozwala połączyć kilka smartfonów za pomocą Wi-Fi i NFC i równolegle odtwarzać na nich muzykę z jednego źródła i stworzyć przestrzenną scenę dźwiękową. Na pewno działa to z innymi Honorami 10, ale co ze smartfonami innych marek, w tym Huawei? Niestety, nie udało mi się w żaden sposób podłączyć P20 Pro – nie ma do tego nigdzie odpowiedniej aplikacji, a próba łączenia się bez niej nie powiodła się.

Podobieństwa do systemu w smartfonach Huawei to oczywiście nie wada – EMUI to już dojrzała nakładka pełna przydatnych funkcji i w Honorze 10 pozbawiona większych niekonsekwencji (bo nieco prostsza), które np. dało się zauważyć w P20 Pro.

Otrzymujemy też wiele ciekawych aplikacji Huawei. Oczywiście jest tu Menedżer telefonu, optymalizujący działanie smartfonu, jest też program do monitorowania aktywność Health, menedżer plików, notatnik, a także np. portfel do płatności mobilnych przez NFC. Jest aplikacja pogodowa, dyktafon, latarka, lustro, kompas i kilka innych tego typu przydatnych narzędzi. Mniej oczywistym dodatkiem jest Inteligentny pilot pozwalający skorzystać z dobrodziejstw wbudowanego w Honor 10 emitera podczerwieni.

 

W kolejnych folderach znalazło się też kilka aplikacji niekoniecznie potrzebnych każdemu użytkownikowi, np. Ebay, a także kilka gier, ale można je odinstalować.

Muzyka

Zewnętrzny, monofoniczny głośnik multimedialny, umieszczony na dolnej krawędzi Honora 10, gra czysto i nawet dość głośno, ale jak każdy inny przetwornik w smartfonie, nie jest w stanie wygenerować niskich tonów i nie zachwyca dynamiką – nada się do okazyjnego puszczania muzyki, ale nie do rozkręcania imprezy.

Bardzo dobrze brzmi Honor 10 w połączeniu ze słuchawkami Bluetooth (zwłaszcza ze wsparciem dla aptX HD), a jeszcze lepiej – z kablowymi 3,5 mm, bo wtedy (i tylko wtedy) możemy dodatkowo skorzystać z dodatkowych profili dźwiękowych Huawei Histen, domyślnie włączających się w trybie auto po podłączeniu słuchawek (własnych, bo w zestawie brak) przez jacka. W ustawieniach Huawei Histen możemy zmienić typ słuchawek dla lepszej optymalizacji, a nawet wskazać konkretne modele Huawei. Warto z tego skorzystać, bo różnica w brzmieniach jest bardzo wyraźna.

Podczas oglądania filmów mogą przydać się tryby dźwięku 3D, a nagrania muzycznej o kiepskiej jakości możemy skorygować za pomocą korektora graficznego. Huawei Histen dużo daje, ale smartfon dobrze gra i bez tej funkcji.

Aparaty

Tropiąc kolejne, dość oczywiste w sumie podobieństwa Honora 10 do linii P20, sporo znajdziemy w aparacie. Producent umieścił na tylnej obudowie obiektywy f/1,8 dwóch aparatów – 16 Mpix i 24 Mpix. Pierwszy to matryca RGB, drugi czarno-biała. Za szybkie ustawienie ostrości odpowiada PDAF, a robienie zdjęć w kompletnych ciemnościach ułatwia flesz LED. Aparat nie ma optycznej stabilizacji, nie ma też  stabilizacji AIS z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, a elektroniczna stabilizacja EIS pojawiła się dopiero wraz z najnowszą aktualizacją z połowy czerwca, której w testowym egzemplarzu jeszcze nie miałem.
Połączenie dwóch aparatów pozwala z założenia na robienie lepszych zdjęć kolorowych (obie matryce pracują razem), robienie szczegółowych zdjęć czarno-białych, a także wykonywanie zdjęć z efektem bokeh.

Obok obiektywów, zamiast znanego z wyższych modeli Huawei logo Leica, znalazło się inne – AI CAMERA, co nawiązuje do sztucznej inteligencji, która steruje aparatem.

 

Aplikacja aparatu jest jednak niemal identyczna jak w modelach P20. Bogactwo opcji aż przytłacza, ale bez obaw – domyślny tryb automatyczny  doskonale sobie radzi z ustawieniem najważniejszych parametrów obrazu. W tym trybie nie ma zbyt wielu ustawień. Uwagę najbardziej zwraca tryb fotografowania z wykorzystaniem AI 2.0. Działa to na takiej samej zasadzie jak w P20. Aparat rozpoznaje w czasie rzeczywistym ponad 500 scenerii pogrupowanych w 22 kategoriach, np. rośliny, zwierzęta, niebo, samochody, jedzenie itd. Wystarczy skierować obiektyw na cel fotografii, a sztuczna inteligencja natychmiast dobierze odpowiednie ustawienia aparatu, by zdjęcie wyszło jak najlepiej. W praktyce aparat po prostu zwiększa kontrast i nasycenie pewnych elementów kadru, czyli np. roślin czy nieba, a gdy fotografowane są osoby, uaktywnia funkcje trybu portretowego. Czy to się sprawdza? W sumie tak, aparat bardzo dobrze rozpoznaje fotografowane obiekty i rzadko się myli.

Niestety, pojawiają się te same problemy, jakie zauważyłem w P20 Pro. Tryby AI działają niekiedy nieco zbyt agresywnie, czego efektem jest np. fosforyzująca wręcz, nadmiernie nasycona kolorem trawa. Przypomina to zbyt intensywny tryb HDR. Oczywiście nie zawsze tak jest, zależy to od wielu czynników, ale podobnie jak i w P20 Pro, tak i w Honorze 10 po jakimś czasie wyłączyłem tę funkcję i robiłem zdjęcia bez dodatkowych trybów. Mam wrażenie, że tak mocne akcentowanie przez producentów wykorzystania AI w aparatach jest niewspółmierne do korzyści, jakie osiąga użytkownik.

Poza głównym, automatycznym trybem aparatu może uaktywnić także: tryb przysłony (rozmycie tła), tryb portretowy (dodatkowe efekty, w tym cyfrowy makijaż), obiektyw AR (pozwala fotografowanym osobom doklejać zwierzęce uszy i nakładać maski). Po wybraniu zakładki Więcej otwiera się dodatkowy, rozbudowany panel z kolejnymi trybami aparatu i kamery, m.in.: pełen tryb manualny z zapisem RAW, nocny, panorama, czarno-białe, malowanie światłem, HDR czy skanowanie dokumentów. Są także dwa tryby 3D – panorama 3D oraz model 3D, pozwalający wykonać trójwymiarowy obraz twarzy. Jest więc w czym wybierać, dla osób, które lubią się bawić fotografią, Honor 10 stwarza naprawdę duże możliwości.

W praktyce jakość zdjęć wypada doskonale. Kolory są ładne, w zwykłym trybie (bez AI i HDR) naturalne, nie ma problemu z prześwietleniem zdjęć robionych w jasnych miejscach, a w słabo oświetlonych aparat nie gubi zbyt szybko ostrości ani nie generuje szumów. Dość dobrze Honor 10 radzi sobie w nocy, nawet w trybie automatycznym. Jest też oddzielny tryb nocny, który działa na tej samej zasadzie, jak podobna opcja w P20 i P20 Pro – przez kilka lub nawet kilkanaście sekund wykonywana jest seria zdjęć o różnym poziomie ekspozycji, a później ujęcia te łączone są w jedno. Główne założenie jest takie, że podczas rejestrowania obrazu w ten sposób nie trzeba używać statywu, bo rekompensuje to stabilizacja AIS. W Honorze 10 takiej stabilizacji zabrakło, więc zdjęcia w specjalnym trybie nocnym często są jednak poruszone. Niemniej wychodząc na miasto wieczorem, możemy na ogół liczyć na w miarę udane zdjęcia w trybie automatycznym, chociaż trzeba się też liczyć z tym, nie wszystkie fotki wyjdą ostre.

 

Po przełączeniu się na kamerę zyskujemy możliwość nagrywania wideo Full HD 30 i 60 kl./s, a także wideo Full HD+ 30 kl./s oraz UHD 4K 30 kl./s. Do wyboru są ponadto dwa formaty zapisu – H.265 i H.264. W dodatkowym menu „Więcej” znajdziemy jeszcze tryb poklatkowy i zwolnione tempo. Mimo braku stabilizacji obrazu, nagrania wideo wychodzą bardzo dobrze, a podczas kręcenia z ręki wstrząsy nie są wyraźnie zauważalne.

Przedni aparat to z kolei coś dla wymagających fanów selfie. Rozdzielczość 24 Mpix, przesłona f/2,0 i wsparcie AI 2.0 przekładają się na świetne rezultaty. Możemy korzystać z efektu bokeh, nakładać naklejki AR, a przede wszystkim posłużyć się trybem portretowym z ustawieniami makijażu i różnym oświetleniem scenicznym 3D. To również efekt znany z P20 – można odwzorować różne rodzaje oświetlenia w trójwymiarowej przestrzeni, co bardzo ożywia zwykle selfiki. Jakość zdjęć jest bardzo dobra, tylko trzeba uważać, by nie przesadzić z funkcją makijażu, która sprawia, że twarz nie zawsze wygląda naturalnie.

Bateria

Honor 10 wyposażony jest w baterię Li-Po 3400 mAh, która zapewnia dość dobry czas pracy, w lżejszym cyklu do 2 dni. Intensywne używanie sprawi, że ładowarkę trzeba będzie podłączyć po jednym dniu, ale będzie dzień naprawdę dużego obciążenia akumulatora. W testach syntetycznych przy 100% jasności ekranu (bez automatycznej jasności) podczas przeglądania stron przez Wi-Fi smartfon przepracował blisko 8 i pół godziny (504 minuty), lepszy wynik udało się uzyskać podczas odtwarzania wideo 720p – 9 godzin (544 minuty). Jak na akumulator o takiej pojemności, nie jest źle.


Gdyby energii jednak zabrakło, z pomocą idzie szybkie ładowanie Super Charge. Dołączona do zestawu ładowarka 5 V / 4,5 A pozwala naładować baterię do 50% w około 25 minut. Po 40 minutach ładowania jest już 75%, a po godzinie – 90%. Ostatnie 10% wymaga jednak ładowania przez prawie czterdzieści minut, czyli do pełna zajmuje to w zaokrągleniu 1 h 40 min.

Mieszko Zagańczyk

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane

Test i recenzja: LG X cam

Opublikowane przez - 9 grudnia 2016 0
Nowa seria smarfonów LG X to propozycja dla oszczędnych użytkowników, którym zależy na określonych funkcjach premium, dotąd dostępnych tylko we…