Huawei P20 Lite – test i recenzja. iPhone X w świecie średniopółkowego Androida?

328 2
Od dobrych kilku lat, a konkretnie od czasów legendarnego już Huawei P8 Lite, każdy kolejny model z serii „P Lite” może pochwalić się wysoką popularnością wśród konsumentów. Urządzenia te, nie tylko cechowała wysoka dostępność u krajowych operatorów, ale także, a może przede wszystkim – świetny stosunek ceny do jakości. Jedną z najbardziej zauważalnych nowości w tegorocznym modelu jest wyświetlacz o proporcjach 19/9 z tzw. notchem i charakterystyczny design z cyklu „gdzieś to już widziałem”. Jeśli więc patrząc na Huawei P20 Lite, myślisz – design jak w iPhone X – to masz racje. Jeśli jednak uważasz, że poza tym nie ma nic ciekawego do zaoferowania, to z pewnością jesteś w błędzie.

Zestaw sprzedażowy Huawei P20 Lite, dostępny w sugerowanej cenie 1599 zł, nie jest jednak specjalnie bogaty. Poza samym telefonem znajdziemy bowiem ładowarkę Quick Charge, kabelek USB C, igłę, dokumentację oraz słuchawki. Standard. Słuchawki nie są sygnowane logiem żadnego znanego producenta, grają dość cicho, są pozbawione niskich tonów i mają tendencje do wypadania z uszu. Sugeruję więc zaopatrzyć się w coś lepszego.

W sklepach internetowych z łatwością znajdziemy Huawei P20 Lite w cenie nawet o 250 zł niższej od sugerowanej przez producenta. I to niecały miesiąc po polskiej premierze. Daje to uzasadnione nadzieje na wyśmienity stosunek cena/jakość już w najbliższym czasie, zwłaszcza że telefon promują w swoich ofertach wszyscy krajowi operatorzy.

Design jak…

…oczywiście jak iPhone X. Czy to jednak wada? Z punktu widzenia estetyki i potencjału sprzedażowego – na pewno nie. Przejdźmy jednak do konkretów. Huawei P20 Lite został wykonany z dwóch tafli hartowanego szkła, przedzielonych korpusem z matowego aluminium. Wszystko zostało wzorcowo spasowane – nic nie skrzypi ani nie rozkleja się. Niestety obudowa jest dość śliska i łatwo zbiera odciski palców, dlatego lepiej zaopatrzyć się w pokrowiec.

Niektórych zaboleć może również brak deklarowanej wodoszczelności Huawei P20 Lite. Producent nie podaje również, kto jest producentem szkła. O ile z tyłu jest ono zaoblone na krawędziach, to z przodu mam do czynienia z prostą taflą. Przykrywa ona wyświetlacz o proporcjach 19:9 wraz z przednią kamerą, diodą powiadomień, głośnikiem do rozmów oraz zestawem czujników u góry, w tzw. notchu. Jest to oczywiście charakterystyczne wcięcie w ekranie pierwszy raz zastosowane w iPhone’ach.

Pod ekranem Huawei P20 Lite zauważymy posrebrzane logo producenta. Na lewej krawędzi ramki producent umieścił tackę na karty sim i microSD, na prawej zaś przycisk on/off oraz regulacji głośności.

W górnej części ramki nie znajdziemy nic poza mikrofonem, na dole z kolei umieszczono złącze minijack, głośnik zewnętrzny oraz złącze USB C 2.0.

Na tylnej klapce Huawei P20 Lite, w lewym górnym rogu zauważymy dwa obiektywy aparatu głównego razem z diodą LED umieszczoną pod nimi. Niestety, wystają one wyraźnie z obrysu obudowy, dlatego o zarysowanie obiektywów może nie być trudno. U dołu na nasze oczy czeka kolejne, posrebrzane logo Huawei, a w środkowej części znalazło się miejsce na czytnik linii papilarnych.

 

Wyświetlacz 19:9

O ile w P20 Pro mamy do czynienia z matrycą OLED, tak w P20 i testowanym P20 Lite, Huawei postawiło na technologię IPS. Jest ona oczywiście zaokrąglona na rogach i legitymuje się rozdzielczością 1080 x 2280 przy rozmiarze wynoszącym dokładnie 5,84 cala. Oczywiście dotyczy to sytuacji, gdy akceptujemy notch. Jeśli nie, to oczywiście możemy go zamaskować czarnym paskiem, ale wtedy realna wielkość ekranu spada, podobnie jak wrażenia estetyczne. Czerń w ekranach IPS nie jest idealna, dlatego takie zamaskowanie wcięcia jest widoczne.

Pomijając ten aspekt, wyświetlaczowi w Huawei P20 Lite należą się same pochwały. Robi on zdecydowanie największe wrażenie przy pierwszym uruchomieniu. Barwy są nasycone, kąty widzenia bardzo dobre, a gęstość pikseli na cal na zdecydowanie wystarczającym poziomie 432 ppi. Dodatkowo zarówno minimalna, jak i maksymalna możliwa jasność nie zawodzą. Smartfon potrafi się dostosować do praktycznie każdych warunków oświetleniowych i robi to bardzo dobrze.

W ustawieniach możemy włączyć ponadto filtr niebieskiego światła, wyregulować temperaturę barwową, a także zmniejszyć rozdzielczość do HD+, w celu wydłużenia czasu pracy na jednym ładowaniu. Dla filtra niebieskiego światła możemy utworzyć harmonogram włączania i wyłączania.
Ramki dookoła ekranu Huawei P20 Lite oczywiście są i to nie jakoś specjalnie cienkie. Niemniej w niczym to nie przeszkadza i nie wpływa negatywnie na stylistykę urządzenia.

Co pod maską?

Za wydajność Huawei P20 Lite odpowiada ośmiordzeniowy procesor HiSilicon Kirin 659 (4 x 2,36 GHz + 4 x 1,7 GHz), wsparty grafika Mali-T830 MP2 i 4 GB pamięci RAM. Przekłada się to na przeciętne wyniki w testach syntetycznych, bo tak należy określić 88 010 pkt w AnTuTu Benchmark 7.0.7 czy 138 pkt w teście Sling Shot w 3D Mark. W tej cenie można było liczyć na nieco więcej. Zwłaszcza że w bardziej wymagających grach ze sklepu Google Play obniżenie poziomu detali dla zachowania płynnej rozgrywki może być koniecznością. Taka sytuacja ma miejsce np. w słynnej grze wyścigowej Asphalt 8.

W codziennym użytkowaniu nie zauważyłem jednak klatkowania animacji czy innych problemów systemowych. Huawei P20 Lite działa płynnie i nie daje powodu do irytacji. Z 64 GB pamięci wewnętrznej, do naszej dyspozycji pozostaje dokładnie 50,5 GB. Oczywiście możemy ją w każdej chwili rozszerzyć o dodatkowe 256 GB przy pomocy karty microSD.

 

Android 8.0 z EMUI 8.0

Huawei P20 Lite debiutował z Androidem Oreo na pokładzie, w którym oczywiście została zaimplementowana autorska nakładka producenta EMUI w wersji 8.0. Całość sprawuje się bardzo dobrze, choć wyglądem nie odbiega znacząco od innych smartfonów chińskiej marki. Pochwalić należy zestaw wbudowanych tapet ekranu blokady, zmieniających się przy każdorazowej próbie wybudzenia smartfonu. Są różnorodne i świetnie przygotowane. Interfejs jest standardowo podzielony tylko na pulpity, ale jeśli chcemy, możemy włączyć również klasyczną szufladę na aplikacje.

Z opcji personalizacji należy wymienić szeroki wybór motywów, możliwość zmiany siatki ikon i przejść między ekranami. Ponadto mamy tu rozbudowane sterowanie gestami i możliwość przesuwania klawiatury po ekranie w celu wygodniejszego pisania jedną ręką.

Wbudowanych aplikacji jest również całkiem sporo. Pakiet startowy Google’a, producenckie aplikacje do obsługi multimediów czy programy, które w razie potrzeby moglibyśmy zainstalować sobie sami, jak Instagram czy Ebay. Z tych przydatnych należy wymienić Kompas i Menadżer telefonu, gdzie w łatwy sposób możemy zoptymalizować działanie naszego urządzenia. Zawiera on antywirusa, opcje dotyczące zużycia baterii, opcje blokowania połączeń czy oczyszczenia pamięci ze zbędnych plików.

Ciekawą opcją jest jeszcze Nagrywanie ekranu, dostępne z poziomu belki powiadomień. Możemy nagrać wszelkie materiały wyświetlane na ekranie, również YouTube. Minusy są jednak dwa. Po pierwsze po uruchomieniu trybu lekko spada płynność animacji, a nagranie nie jest w pełnej rozdzielczości a w 660 x 1280, po drugie – jakość dźwięku jest mocno przeciętna. Minuta nagrania zajmuje ok. 65 MB.

Czytnik linii papilarnych to dopiero początek

Czytnik linii papilarnych, umieszczony na tylnych pleckach Huawei P20 Lite jest aktywny, działa szybko i bezbłędnie. Jednak prawdziwą atrakcją jest możliwość odblokowania ekranu za pomocą twarzy. Skanowanie trwa dosłownie kilka sekund, a procedura wykrywania twarzy zaczyna się od razu po naciśnięciu przycisku odblokowania ekranu.

Co ważne, smartfon ani razu się nie pomylił. Nie zareagował na moje zdjęcie ani wyświetlane na ekranie drugiego telefonu, ani wydrukowane na papierze. W kiepskich warunkach oświetleniowych również dawał radę. Co ciekawe, mamy również możliwość połączenia dwóch omawianych zabezpieczeń. W zależności od sytuacji możemy odblokować ekran albo za pomocą twarzy, albo odcisku palca. Obydwa czujniki są wtedy cały czas w gotowości. I właśnie to rozwiązanie jest w mojej ocenie strzałem w dziesiątkę. Jeśli jednak wolimy tradycyjne metody, to oczywiście możemy zabezpieczyć telefon hasłem lub odpowiednim wzorem.

Zaplecze komunikacyjne

Huawei P20 Lite obsługuje LTE kat. 6, co oznacza teoretyczną prędkość pobierania na poziomie 300 Mbps. Moduł Wi-Fi działa zarówno w paśmie 2,4 GHz, jak i 5 GHz, tak więc z pewnością na aspekt łączności internetowej nie powinniśmy narzekać. Jakość połączeń głosowych również stoi na wysokim poziomie, dźwięk jest głośny i wyraźny.

Huawei P20 Lite jest opcjonalnym Dual SIM-em, co oznacza, że jedna karta SIM jest wymienna z kartą pamięci.
Do naszej dyspozycji pozostaje moduł Bluetooth 4.2, NFC oraz radio FM. Jest również dioda powiadomień. Zabrakło jedynie portu podczerwieni.
W kwestii lokalizacji to smartfon współpracuje z GPS, GLONASS oraz Beidou. Z nawigacją za jego pośrednictwem nie miałem problemów zarówno podczas jazdy samochodem, jak i wycieczki rowerowej.

Jakość dźwięku

Wbudowany w Huawei P20 Lite głośnik monofoniczny generuje niestety dość przeciętny dźwięk. Niskie tony są zmarginalizowane, a przy wyższych poziomach głośności słychać wyraźne przestery. Sytuacja poprawia się po podłączeniu słuchawek pod zapomniane przez niektórych producentów złącze minijack. Wraca bas w pełnym zakresie, nie występują również zniekształcenia w słyszalnym zakresie. Odbiór nie jest jednak przestrzenny, a samo urządzenie nie daje możliwości regulacji barwy dźwięku. Również dedykowana aplikacja do odtwarzania muzyki nie daje takich możliwości.

Aparat fotograficzny

Moduł aparatu głównego w Huawei P20 Lite składa się z dwóch obiektywów o jasności f/2,2 i matryc 16 Mpix i 2 Mpix, wspartych pojedynczą  diodą doświetlającą scenerię. Jak widać, jasność obiektywów ustępuje nie tylko flagowym modelom, ale też części bezpośrednich konkurentów. Nie uświadczymy tu optycznej stabilizacji obrazu, ale jest za to tryb profesjonalny z czasem naświetlania do 8 sekund i możliwością zapisu zdjęć w formacie RAW. Aplikacja zawiera dużo opcji, ale jest przy tym przejrzysta dla użytkownika. Jedyny minus to HDR wydzielony w formie osobnego trybu.

Jakość zdjęć robionych za pomocą Huawei P20 Lite jest dobra, ale są mankamenty. Po pierwsze w trybie automatycznym często kadr jest lekko prześwietlony. Nie jest to zabójcze dla zdjęcia, ale zauważalne. Po drugie im mniej światła, tym większe ziarno na zdjęciach i większa szansa na rozmazane ujęcie. Brak OIS robi swoje. Ponadto kadry przy sztucznym oświetleniu, o ile dobrze wyglądają na wyświetlaczu, to w powiększeniu widać agresywne odszumianie i relatywnie mało detali. Po części winny jest wewnętrzny algorytm przy obróbce plików JPG, gdyż zapisując to samo ujęcie w RAW, wydobędziemy z niego znacznie więcej szczegółów.

Na pochwałę zasługuje za to sprawnie działający HDR i łatwość w zrobieniu zdjęcia z efektownie rozmytym drugim planem.

Zdjęcie bez HDR
Zdjęcie z HDR

Przedni aparat został wyposażony w matrycę o identycznej rozdzielczości (16 Mpix), ale jaśniejszy obiektyw f/2,0. W praktyce zdjęcia wychodzą całkiem niezłe, jeśli akurat nie zostanie prześwietlony kadr, co zdarza się nawet częściej niż w przypadku aparatu głównego. Szumy i spadek szczegółowości przy gorszym oświetleniu też są widoczne.

Filmy nagrywać możemy maksymalnie w 1080p przy 30 kl./s i bitrate ok. 17 Mbps. Niestety o 4K czy 60 kl./s możemy zapomnieć, warto jednak nadmienić, że są nagrywane ze stereofonicznym dźwiękiem. Pomimo braku stabilizacji obrazu, filmy wychodzą bardzo dobrze, o relatywnie małych szumach i drganiach obrazu. Dostępna jest również opcja Profesjonalny film, gdzie samodzielnie możemy regulować ostrość, jasność, tryb pomiaru autofocusu oraz typ oświetlenia w filmowanej scenerii. Nie jest to często spotykane w tej klasie cenowej.

Bateria

Huawei P20 Lite został wyposażony w baterię o pojemności 3000 mAh, co przy tak dużym ekranie nie może przełożyć się na wybitny czas pracy na jednym ładowaniu. Półtora dnia w cyklu mieszanym i jeden pełny dzień przy mocniejszym obciążeniu to wszystko, na co możemy liczyć. W teście nieprzerwanego odtwarzania wideo w 720p na najwyższej możliwej jasności ekranu smartfon uzyskał 461 minut. Na szczęście urządzenie wspiera technologię szybkiego ładowania – Quick Charge, a stosowana ładowarka jest w zestawie. Przy jej pomocy naładujemy telefon w niespełna 90 minut. Oczywiście, na ładowanie bezprzewodowe, nie mamy co liczyć. W tej cenie nie jest to jednak wada.

Michał Nowakowski

 

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
HubertŁukasz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Łukasz
Gość
Łukasz

Super!

Hubert
Gość

Telefon wypada naprawdę ciekawie 😉 W kwestii wydajności być może nie jest najlepiej, ale zdjęcia sądzę, że będzie robił znacznie lepsze, niż typowo Chińskie budżetowe telefony.

Michał Nowakowski

Michał Nowakowski

Z "Mobility" związany od lipca 2016 r. i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić. Absolwent Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, wcześniej przez kilka miesięcy współpracował w CD-Action. Telefony i mobilne technologie przenikają się w jego życiu od 1998 r., kiedy to w domu pojawiła się Nokia 3110. Do tego stopnia, że aktualnie pracuje na etat w autoryzowanym serwisie Samsunga, po godzinach testując sprzęty i pisząc artykuły do naszego pisma. W chwilach wolnych od elektroniki (nie ma ich zbyt wiele) grywa w snookera. Lubi też napić się dobrej whisky, oglądając m.in. "House of Cards".

Powiązane