Huawei P20 Pro – test i recenzja

Smartfony Huawei z linii P już od dawna aspirowały do klasy modeli flagowych, jednak brakowało w nich czegoś szczególnego, czegoś, co stanowiłoby atut w starciu z konkurencją i wywołałoby zachwyt sympatyków marki. Ten stan rzeczy zmienia Huawei P20 Pro, który został wyposażony w przełomowy system trzech aparatów. Chociaż P20 Pro nie pod każdym względem przewyższa topowe smartfony bezpośredniej konkurencji, to już dzisiaj wiadomo, że nowy model jest wielkim sukcesem Huawei.

Huawei P20 Pro swoją premierę miał w marcu 2018 roku, równocześnie z modelem P20 oraz najprostszą odmianą, P20 Lite. Już swoją wysoką ceną (ok. 3500 zł) P20 Pro wskazuje, z czym rywalizuje na rynku – z flagowymi modelami Samsunga, LG czy Sony. A także z iPhone’em X, do którego P20 Pro jest niezwykle podobny. Może nawet odrobinę za bardzo…

Wygląd i jakość wykonania

Pomijając skojarzenia ze smartfonem Apple, widać, że projektanci Huawei starali się, by wzornictwo P20 Pro podkreślało fotograficzny charakter urządzenia. Stąd też na tylnej części obudowy znalazły się tylko obiektywy i flesz LED aparatów, którym towarzyszą logo HUAWEI i Leica ułożone bokiem, wzdłuż lewej krawędzi. Całość nabiera sensu po przekręceniu smartfonu o 90°, czyli do pozycji, w której się robi zdjęcia. Zrozumiałe jest więc, że nie mogło się tam znaleźć miejsce na czytnik linii papilarnych, który jest ulokowany na przednim panelu, pod wyświetlaczem.

Tak zresztą było w modelu P10. Co się jednak dobrze sprawdza w mniejszych smartfonach, w P20 Pro może nastręczać trochę problemów. Smartfon jest ciężki (180 g), a przy tym ma tak ukształtowane krawędzie, że wydaje się grubszy niż w rzeczywistości (7,8 mm), co w sumie sprawia, że jego obsługa bywa dość kłopotliwa, a sięgnięcie kciukiem do czytnika linii papilarnych wymaga prawdziwej ekwilibrystyki i czasami trzeba sobie pomóc drugą ręką. Nie jest to kwestia przyzwyczajenia, bo obudowa jest na tyle długa i wąska (155 x 73,9 mm), że wygodny uchwyt zapewnia tylko takie ułożenie urządzenia w dłoni, gdy kciuk spoczywa w górnej połowie obudowy, czyli daleko od czytnika. Producenci przekonują o zaletach smartfonów z ekranami 18:9 (tu 18,7:9), że taki format pozwala zwiększyć przekątną przy zachowaniu rozmiarów obudowy mniejszego modelu. Tak zazwyczaj jest, ale w wypadku P20 Pro te 6,1 przekątnej ekranu daje się jednak we znaki i, mimo mniejszej obudowy, wygoda korzystania jest mniejsza niż w modelach z serii Mate.

Na szczęście klawisze na boku obudowy są umieszczone bardziej ergonomicznie. Jeżeli ktoś zrezygnuje z czytnika linii papilarnych, obsługa smartfonu będzie znacznie łatwiejsza. Trzymając smartfon w środkowej części obudowy, bez problemu dosięgniemy do przycisku zasilania i regulacji głośności.

Pomijając kwestie ergonomii, trzeba przyznać, że P20 Pro wizualnie robi świetne wrażenie, być może zasłużył nawet na miano najładniejszego smartfonu Huawei. Ramki wokół ekranu są niewielkie, najgrubsza jest ta na dole, gdzie znajduje się czytnik. Tylny panel został pokryty szkłem 2,5D, a okala go metalowa ramka. Wzrok przykuwa lśniąca powierzchnia tylnej części obudowy. Najciekawiej prezentuje się oryginalny wariant kolorystyczny Twilight, który dzięki nałożeniu na siebie kilku warstw specjalnego tworzywa mieni się różnymi barwami – od fioletu po zielony. Podobny efekt zastosowano w różowo-złotym wariancie Pink Gold, który też lekko opalizuje barwami. Wersje niebieska i czarna są już bardziej stonowane, ale i one cieszą oko wzornictwem.

Żeby jednak nie popadać w nadmierny zachwyt, trzeba wspomnieć jeszcze o dwóch drobnych mankamentach. Po pierwsze obiektywy aparatu mocno wystają ponad powierzchnię i są okolone ramką o ostrej krawędzi. Początkowo się bardzo tego obawiałem, ale okazuje się, że łatwo się o tym zapomina i nie powoduje to negatywnych skutków (np. rysowania się obiektywów).

Druga rzecz to brudzenie się obudowy – jak każdy inny smartfon z lśniącym tyłem, także i P20 jest na to narażony. Rys też się nie da uniknąć – mimo że dbałem o smartfon jak o drogocenne cacko, pierwsze trwałe ślady pojawiły się po kilku dniach. Warto zainwestować w etui lub wykorzystać nakładkę, która znajduje się w zestawie sprzedażowym (w testowym jej zabrakło).

Obudowa P20 Pro spełnia normę szczelności na pyły i wodę IP67, czyli nie trzeba się obawiać ochlapania deszczem lub krótkiego zanurzenia. Oglądając uważnie smartfon, dostrzeżemy jeszcze trzy istotne rzeczy: brak wyjścia jack 3,5 mm, emiter podczerwieni oraz szufladkę na dwie karty nanoSIM bez dodatkowego miejsca na karty pamięci. P20 Pro ich nie obsługuje.

Ekran

Pierwszy rzut oka na wyświetlacz zdradza kolejną inspirację smartfonem firmy Apple. W górnej części ekranu znalazło się charakterystyczne wycięcie zawierające głośnik i przedni aparat, tzw. notch. To kontrowersyjne w swoim czasie rozwiązanie zostało już zaadaptowane przez rynek i trafia do kolejnych smartfonów, więc nie ma się co nad tym rozwodzić. Chociaż wygląda to nietypowo, optycznie powiększa wyświetlacz i nadaje obudowie lekkości. Wcięcie można wyłączyć w opcjach, zastępując je czarną belką w górze, ale nie wygląda to ciekawie.

Wyświetlacz przy przekątnej 6,1 cala ma rozdzielczość Full HD+, czyli 2240 x 1080, a proporcje to, jak wspomniałem, 18,7:9 (FullView). Daje to zagęszczenie pikseli 408 ppi, czyli dobre, ale mniejsze niż w modelach flagowych. Ponieważ mamy tu do czynienia z matrycą OLED w układzie pentile, wprawne oko dostrzeże drobną ziarnistość subpikseli, chociaż na co dzień jest raczej niezauważalne.

Ekran cechuje się wysokim kontrastem 1:1 000 000 i maksymalną jasnością do 460 cd/m2, przy czym w trybie automatycznym może w teorii osiągnąć nawet więcej, ok. 600 cd/m2, co jednak trudno zaobserwować. W jasnym słońcu zawartość ekranu można dość dobrze odczytać i nie ma z tym większych problemów, jednak inne flagowce zdają się lepiej działać w takich warunkach. Automatyczny tryb jasności nie zawsze spisuje się zadowalająco, w półcieniu czasami za bardzo ściemnia obraz.

Do odwzorowania kolorów nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Biel jest biała, czerń czarna, cała skala barw naturalna. W ustawieniach można wybrać schemat kolorów „normalny” lub bardziej nasycony, „wyrazisty”. Ten drugi podbija trochę nasycenie, ale zachowuje właściwy, naturalny poziom.

Jest też tryb adaptacyjny, który dostosowuje tonację kolorów do otoczenia, ale w moim przekonaniu działa to średnio – biel staje się zbyt ciemna, żółtawa.

W ustawieniach smartfonu, w zakładce „Bezpieczeństwo i prywatność” można uaktywnić tryb „Always on”, czyli informacje zawsze wyświetlane na wygaszonym ekranie. Dziwne, że tej funkcji nie ma w ustawieniach wyświetlacza, szkoda, że nie można konfigurować rodzaju wyświetlanych treści.

Nietypowe proporcje ekranu 18,7:9 powodują, że wiele aplikacji domyślnie wyświetla się w proporcjach 16:9, z dodatkowym paskiem w dole. Można je szybko przełączyć na pełen tryb i odtąd otwierają się już, jak należy. Nie sprawiało to nigdy żadnych problemów.

W sumie jakość ekranu w P20 Pro oceniam bardzo dobrze, ale na tle flagowców konkurencji wyświetlacz może budzić pewien niedosyt, zwłaszcza ze względu na ziarenka pentile widoczne przy tej rozdzielczości.

Funkcje bezpieczeństwa

Czytnik linii papilarnych jest dość kłopotliwy w zastosowaniu, ale trzeba przyznać, że pomijając niewygodne umiejscowienie, działa bardzo sprawnie i szybko, także przy wygaszonym ekranie. Dodatkowym atutem czytnika jest to, że może być wykorzystany jako touchpad – wtedy systemowe przyciski Androida są ukrywane, a powierzchnia ekranu staje się jeszcze większa.

Jest jednak jeszcze jedna funkcja zabezpieczająca dostęp do smartfonu – rozpoznawanie twarzy. Podobne mechanizmy stosowało już kilku producentów, z różnym skutkiem. Nie licząc iPhone’ów, zazwyczaj odznaczały się niskim poziomem bezpieczeństwa, bo łatwo je można było oszukać zdjęciem właściciela. Do P20 Pro tak łatwo się nie uda włamać. Rozpoznawanie twarzy działa wręcz rewelacyjnie – błyskawicznie i bezbłędnie identyfikując użytkownika, także w ciemności. Gdy smartfon jest podnoszony do oczu, nie trzeba nawet nic naciskać – P20 Pro sam uaktywni tę funkcję i odblokuje ekran. Próby „oszukania” smartfonu zdjęciem nie powiodły się, co wyraźnie winduje poziom bezpieczeństwa. Brawo Huawei, mogę zapomnieć o czytniku!

Niestety, wykorzystanie rozpoznawania twarzy wiąże się też z drobną niedogodnością: nadmiernym wzbudzaniem ekranu po przypadkowych ruchach, np. podczas przekładania smartfonu czy wyciągania go z kieszeni. To z kolei może negatywnie wpływać na czas pracy baterii.

Procesor i pamięć

W modelu P20 Pro Huawei zastosował swój najbardziej wydajny układ Kirin 970 z GPU Mali-G72, znany już z Mate 10 Pro. Jednostka ta składa się z ośmiu rdzeni, czterech Cortex-A53 o taktowaniu 1,8 GHz i czterech Cortex-A73 o taktowaniu 2,4 GHz. Procesor jest wspierany przez 6 GB pamięci RAM i dlatego o wydajność nie trzeba się martwić. Całość zapewnia świetne osiągi i zapewnia wysoki komfort pracy. P20 Pro działa szybko, nie zacina się, pozwala na uruchamianie wielu aplikacji naraz bez przeładowywania i nie nagrzewa się za bardzo pod dużym obciążeniem.

 

Dodatkowym modułem układu SoC jest koprocesor Neural Processing Unit (NPU), czyli jednostka sztucznej inteligencji, która ma optymalizować działanie systemu, stosownie do sytuacji i zachowań użytkownika. Jej wykorzystanie zauważymy przede wszystkim w aparacie, ale ma wspierać także inne funkcje systemu, np. zarządzanie pamięcią czy energią.

Wyniki testów syntetycznych są minimalnie słabsze niż to, co osiągają flagowce konkurencji, ale mimo to plasują P20 Pro w wydajnościowej czołówce. W AnTuTu 7 smartfon osiąga wynik ok. 208 tys. punktów. W 3DMark Sling Shot Extreme 2990 (OpenGL ES 3.1) i 3299 (Vulcan).

Wewnętrzna pamięć ma aż 128 GB – i to wyjaśnia brak czytnika kart pamięci, który jest tu po prostu zbędny. Pamięć typu UFS 2.1 działa niezwykle szybko, a w testach prędkości odczytu osiąga fenomenalne 830-832 Mbps.

Komunikacja

P20 Pro to smartfon Dual SIM w trybie podwójnej gotowości (Dual Stanby). Karty SIM w rozmiarze nano można w dowolnej chwili wyjmować i wkładać ponownie bez restartowania i bez żadnych komplikacji. W każdej też chwili można przełączyć transfer danych z jednej karty na drugą. Jakość połączeń głosowych jest doskonała, nie zdarzyło się, bym miał z tym jakieś problemy.

Modem LTE kat. 18 pozwala osiągnąć teoretyczną prędkość 1,2 Gbps podczas pobierania, mnie podczas testów udało się uzyskać maksymalnie niecałe 100 Mbps, co jest wynikiem nieosiągalnym dla większej części smartfonów. Oczywiście średnia prędkość podczas pomiarów w różnych miejscach Warszawy była niższa i oscylowała wokół 50 Mbps, co i tak pozwala na komfortowe korzystanie z zasobów sieci, także z multimediów. W sieci 3G na terenach niezurbanizowanych smartfon też świetnie sobie radzi, pozwalając m.in. na płynne strumieniowanie filmów z Netfliksa.

Dwuzakresowy moduł Wi-Fi b/g/n/ac w sieci 120 Mbps w odległości metra od routera osiąga wynik 112 Mbps. Dwa pomieszczenia dalej, gdzie słabsze smartfony traciły nieraz aż 50% zasięgu, P20 Pro w sieci 5 GHz wciąż trzymał niezmiennie 100–112 Mbps, co biorąc uwagę skalę utrudnień, jest wynikiem doskonałym. Dopiero za trzecią ścianą smartfon gubił już zasięg 5 GHz, automatycznie przełączając się na 2,4 GHz lub LTE. Jest to jednak punkt, w którym inne smartfony zachowywały się bardzo podobnie.

Łączność z akcesoriami zapewnia Bluetooth 4.2 LE z obsługą kodeka aptX HD. Działanie tego modułu zazwyczaj było zadowalające, chociaż po sparowaniu z samochodowym systemem audio Pioneer nie zawsze następowało automatyczne połączenie. Mimo że była wyświetlana informacja o aktywnym połączeniu, urządzenia się nie widziały. Trzeba było wyłączyć Bluetooth i włączyć ponownie. Dotąd żaden inny smartfon nie powodował takich objawów. Z innymi akcesoriami P20 Pro działał jednak bez najmniejszych błędów.

Nawigacja GPS spisywała się wspaniale w każdych warunkach, zarówno podczas jazdy samochodem, jak i w mapach do turystyki pieszej, po mieście lub lesie.

System

Smartfon pracuje pod kontrolą Androida 8.1.0 z EMUI 8.1. Interfejs opracowany przez Huawei jest na tyle dobrze znany, że nie ma sensu go dokładnie opisywać, tym bardziej że w P20 Pro główne cechy nakładki nie różnią się znacznie od tego, co oferują inne modele tego producenta, a nawet smartfony Honor. Warto zwrócić przy tym uwagę na kilka detali.

Jak zawsze otrzymujemy pełen komplet aplikacji Huawei, które pozwalają tuż po pierwszym włączeniu urządzenia korzystać z jego najważniejszych funkcji. Otrzymujemy więc bardzo ładne i dopracowane odpowiedniki standardowych aplikacji Androida, programy pozwalające korzystać z usług internetowych, rozbudowane narzędzia systemowe, programy multimedialne, a także drobne aplikacje, jak: latarkę, lustro, kompas czy dyktafon. Jest też kilka programów ponadstandardowych. „Portfel” pozwala na dodanie karty bankowej, która umożliwia dokonywanie szybkich płatności przez NFC.

Z kolei „Inteligentny pilot” to narzędzie, dzięki któremu wykorzystamy wbudowany moduł podczerwieni do obsługi domowego sprzętu RTV i AGD. Posiadacze starszych modeli Huawei mogą skorzystać z programu „Phone Clone”, by przenieść ich zawartość do P20 Pro. Ciekawym dodatkiem jest też „Translator”, czyli aplikacja tłumacząca frazy pisane, wypowiadane głosem lub rozpoznawane za pomocą aparatu. A gdyby ktoś z jakichś powodów nie chciał korzystać ze sklepu Google Play, może się posłużyć sklepem Huawei – „App Gallery”.

Interfejs EMUI 8.1 jest niezwykle bogaty, co stwarza spore możliwości dostosowania systemu do swoich potrzeb, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że w ustawienia wkradł się lekki chaos. Dotarcie do pewnych funkcji wymaga przeglądania różnych podmenu, nie zawsze dla każdego oczywistych. Na przykład niemal wszystkie tła w menu i aplikacjach producenta można zamienić na czarne, co jest szczególnie przydatne na ekranach OLED. Nie znajdziemy tego jednak w ustawieniach ekranu, chociaż można tam ustawić np. tryb koloru czy temperaturę barwową. Zmiana interfejsu na ciemny jest dokonywana poprzez podmenu Bateria, co ma oczywiście swoje uzasadnienie, ale nie każdy użytkownik od razu na to wpadnie, a może tam nawet nigdy nie zajrzeć.

To są jednak drobiazgi, a jedyną rzeczą, która naprawdę może denerwować w EMUI na ekranie P20 Pro, jest powiązanie gestu ślizgiem palcem w dół z wywołaniem funkcji wyszukiwania. Dlaczego miałoby to przeszkadzać? Bo ekran w P20 Pro jest tak długi, że praktycznie nigdy nie udaje się sięgnąć do paska powiadomień, gdy pojawi się tam nowa ikonka. Zamiast dostać się do powiadomień, użytkownik otworzy okienko wyszukiwania i klawiaturę. By je zamknąć, będzie musiał sięgnąć do przycisków systemowych pod ekranem. A później znów będzie próbował zsunąć górny pasek powiadomień… I tak w kółko. To wydaje się błahym problemem, ale dla aktywnego użytkownika, który jest w ruchu, a ponadto otrzymuje dużo nowych wiadomości, takie utrudnienie odbiera dużo radości z używania smartfonu.

Takich drobnych niedogodności znalazłoby się więcej. Dla tych, którzy mają problemy z obsługą systemu w P20 Pro, producent przewidział tryb małego ekranu oraz przycisk wiszący, znany już z innych modeli. Faktycznie wiele to ułatwia, ale też korzystanie z tych opcji należy uznać za półśrodek.

Jakość dźwięku

Główny głośnik multimedialny jest umieszczony na dolnej krawędzi. Wspiera go głośnik do połączeń telefonicznych, co razem tworzy efekt zbliżony do stereo. Niestety, różnica poziomów głośności i głębi brzmienia jest zauważalna i wypada niekorzystnie dla głośniczka do rozmów. Główny głośnik lekko dominuje, zwłaszcza w utworach z silnym basem, więc efekt wspólnego grania nie jest w pełni satysfakcjonujący. W grach brzmi to jeszcze całkiem nieźle, w filmach w sumie też, ale muzyce już nieco mniej. Na plus głośników zaliczyć trzeba czyste brzmienie, bez przesterowań. Do okazjonalnego słuchania głośniki P20 Pro się sprawdzą, ale by się w pełni cieszyć głębokimi dźwiękami, lepiej podłączyć zewnętrzny głośnik lub słuchawki.

Tu sytuacja się nieco komplikuje, bo Huawei P20 Pro nie ma wyjścia jack. W zestawie znajdują się słuchawki z wtykiem USB C, jest też przejściówka z USB C do jack 3,5 mm. Słuchawki z zestawu wyglądają na pierwszy rzut oka jak tanie pchełki za 20 zł, jednak okazuje się, że jest to akcesorium trochę innego typu i znacznie lepsze. Mimo że obudowy słuchawek są w całości wykonane z plastiku i nie mają gumek dopasowujących, to doskonale leżą w uchu, co jest zasługą specyficznej konstrukcji – na końcach słuchawki są spłaszczone, dopasowane do małżowiny usznej. Mają przy tym dwa ujścia dźwięku – jedno na końcu, drugie z boku. Myślę, że brzmienie słuchawek z zestawu powinno w pełni zadowolić nawet wymagających słuchaczy. Jest głębokie, nasycone, ale też zrównoważone, doskonale słychać smaczki w tle. Poziom głośności mógłby być, co prawda, wyższy, ale da się to odczuć tylko w wyjątkowo hałaśliwym otoczeniu.

Inna opcja to podłączenie przejściówki i słuchanie muzyki na swoich ulubionych słuchawkach. Tu jednak trzeba się liczyć z lekkim spadkiem jakości, chociaż będzie to zauważalne tylko po bezpośrednim porównaniu i nie we wszystkich utworach. Najgorzej wypadają w połączeniu z P20 Pro słuchawki Bluetooth, które mimo wsparcia aptX HD, odstają zauważalnie od tych z zestawu.

Podczas słuchania na wbudowanych głośnikach i przez Bluetooth nie można w żaden sposób dokonać korekcji dźwięku. Po podłączeniu się kablem zyskujemy pełną kontrolę nad opcjami Dolby Atmos. Do wyboru są trzy tryby odtwarzania: inteligentny, film i muzyka. W tym ostatnim otrzymujmy trzy gotowe profile inteligentnego korektora oraz działający równolegle korektor graficzny. W sumie można więc dość dobrze dostosować charakterystykę brzmienia do własnych potrzeb. I niewątpliwie warto, bo w domyślnych ustawieniach nie wszystkie smaczki są odpowiednio uwypuklone.

Aparaty

Cechą, która wzbudziła największe zainteresowanie w P20 Pro, jest niespotykane dotąd połączenie trzech głównych aparatów, wspólnie się uzupełniających i tworzących jeden mechanizm. Chociaż pomysł na dodanie kolejnego aparatu w czasach mody na podwójne aparaty wygląda jak zabieg marketingowy, w rzeczywistości nim nie jest. Inżynierowie Huawei za pomocą tych trzech różnych modułów obeszli ograniczenia, jakie w fotografii narzuca obudowa smartfonu, zbliżając możliwości P20 Pro do tego, co oferują dobre kompakty, a pod wieloma względami je dalece wyprzedzając.

Jak w poprzednich modelach Huawei, także i tym razem prace nad aparatami były wspierane przez firmę Leica, która opracowała dla P20 Pro system optyki VARIO-SUMMILUX. Aparat jest w stanie osiągnąć bardzo wysoką czułość 102 400 ISO.

Przyjrzyjmy się więc poszczególnym aparatom. Główny jest umieszczony pośrodku. Ma matrycę o rozmiarze 1/1,7 cala (ok. 7,6 × 5,7 mm) i rozdzielczości 40 Mpix. Sensor jest więc większy od często stosowanego w kompaktach rozmiaru 1/1,23 cala (ok. 6,1 x 4,6 mm) nie mówiąc już o flagowcach, jak iPhone X (matryca 1/2,9 cala), a te 40 Mpix nasuwają słuszne skojarzenia z aparatami Nokia PureView. Aparat ma optykę o standardowym kącie widzenia, przysłonie f1/,8 i ogniskowej 27 mm.

Co daje 40 Mpix w głównym aparacie? Oczywiście można robić zdjęcia w pełnej rozdzielczości, ale domyślną i rekomendowaną wartością jest 10 Mpix (4:3). Dzięki takiej rozdzielczości jest możliwe połączenie pikseli po cztery w układzie 2 x 2, co sprawia, że cztery elementy światłoczułe pobierają informacje, które później są łączone w jeden punkt obrazu. Zapewnia to większą szczegółowość zdjęć, a także to, że w większym stopniu niż tradycyjna matryca są rejestrowane kolory i szczegóły obrazu. Wysoka rozdzielczość zapewnia także bardziej skuteczny zoom.

Tuż obok, po lewej stronie, znalazł się aparat z matrycą o rozmiarze 1,4 cala i rozdzielczości 8 Mpix. Zastosowano tu teleobiektyw 80 mm o przysłonie f/2,4 oraz optyczną stabilizację obrazu OIS. Funkcją tego aparatu jest wsparcie dla głównego aparatu podczas zoomowania. Pozwala to uzyskać trzykrotny zoom optyczny, wynikający z różnicy ogniskowej i pięciokrotny zoom hybrydowy. Ponadto programowe przetwarzanie zapewnia zoom 10-krotny,

Osobny aparat z lewej strony to matryca monochromatyczna 20 Mpix o rozmiarze 1/2,78 cala z obiektywem o ogniskowej 27 mm i przysłonie f/1,6. Jej zadanie jest takie same jak w tradycyjnych, podwójnych aparatach w smartfonach Huawei: wspiera matrycę  RGB w słabym oświetleniu, a ponadto pobiera informację o głębi ostrości wykorzystywaną w zdjęciach z efektem bokeh.

Chociaż Huawei tego nie ujawnił, wiadomo, że wszystkie trzy aparaty są wyposażone w optyczną stabilizację obrazu, a nie tylko aparat 8 Mpix, jak wynika ze specyfikacji. Według tego, co podaje producent, w aparatach 40 Mpix i 20 Mpix jest wykorzystywane rozwiązanie określone jako AIS, czyli stabilizacja obrazu wspierana przez koprocesor sztucznej inteligencji. Wszystko wskazuje więc na to, że AIS to stabilizacja optyczna ze wsparciem stabilizacji elektronicznej i sztucznej inteligencji.

Autofocus w P20 Pro wykorzystuje pomiar laserowy oraz detekcję fazy, głębi i kontrastu. Dodatkowym usprawnieniem jest predyktywny autofocus 4D, czyli funkcja, która ułatwia złapanie ostrości na poruszających się obiektach. Aparat przewiduje kolejne ruchy i błyskawicznie dostosowuje punkty ostrości.

Trzy matryce, trzy obiektywy, cztery metody ustawienia automatycznej ostrości, stabilizacja OIS, sztuczna inteligencja, a ponadto szereg dodatkowych rozwiązań wspierających – to wszystko gra jak jedna orkiestra. Poszczególne instrumenty wykonują swoje partie w różnym stopniu, w zależności od sytuacji, a użytkownik nie musi zaprzątać sobie głowy ustawianiem odpowiednich parametrów. Z punktu widzenia użytkownika to po prostu jeden aparat pełen możliwości.

 

Aplikacja aparatu jest bardzo bogata, ale przy tym przejrzysta. W głównym trybie Zdjęcia nie ma prawie żadnych dodatkowych funkcji pozwalających na korygowanie obrazu. Standardowo jest to regulacja jasności wokół koła oznaczającego punkt ostrości, do tego dochodzą zmiana schematu nasycenia kolorów (jaskrawe, naturalne, łagodne) oraz funkcja ruchomych zdjęć. Przełączając się na inne tryby, możemy robić zdjęcia portretowe, nocne, ze zmienną przysłoną oraz oczywiście wejść w pełen tryb profesjonalny z dostępem do ustawień manualnych i zapisem zdjęć w formacie RAW. Klikając na zakładkę „Więcej”, otworzymy dodatkowy panel, gdzie znajdują się kolejne tryby, m.in.: HDR, panorama, czarno-białe i skanowanie dokumentu.

Zoomować można na dwa sposoby – klikając ikonkę oznaczającą stopień przybliżenia (wtedy do wyboru są tylko opcje 1x, 3x i 5x) lub „szczypiąc” ekran, wtedy można ustawić wartości pośrednie lub wybrać większy stopień przybliżenia niż pięciokrotny. W każdym przypadku efekt jest świetny – zarówno zoom optyczny (3x), jak i hybrydowy (5x) pozwalają wyraźnie uchwycić odlegle obiekty przy praktycznie niezauważalnej stracie jakości.

Zoom cyfrowy, uzyskiwany dzięki kadrowaniu obrazu z matrycy 40 Mpix, również spisuje się bardzo dobrze, do tego stopnia, że niekiedy trudno uwierzyć, że zdjęcie nie było robione tradycyjnym aparatem z długim zoomem optycznym. Jedyny problem podczas robienia zdjęć to nie zawsze skuteczna stabilizacja – z oczywistych względów czasami trudno utrzymać smartfon na tak dużym zoomie bez poruszenia.

Zdjęcie bez zoomu…
… i na maksymalnym zoomie 10x.

Podczas fotografowania w nocy możemy wykorzystać kilka opcji. Bardzo dobre rezultaty osiągniemy już w zwykłym trybie automatycznym. P20 Pro doskonale radzi sobie nawet w kompletnych ciemnościach, pozwalając na wykonanie jasnych, czytelnych i na ogół nieporuszonych zdjęć obiektów, których człowiek nawet nie jest w stanie wyłowić wzrokiem z mroku.

Podwórko w tle jest całkowicie zaciemnione – oko człowieka nie jest w stanie nic dostrzec, jednak aparat w P20 Pro poradził sobie z tym prawie idealnie. ISO 12 800, widać trochę szumów, ale tragedii nie ma

W typowych sytuacjach nocnych, np. na ulicy oświetlonej latarniami czy w parku, a nawet w miejscach oświetlanych tylko przez księżyc zdjęcia niemal zawsze wychodzą doskonale lub co najmniej dobrze. Szumy są niewielkie, a mimo wysokiej maksymalnej czułości smartfon nie podbija jej bez potrzeby i niekiedy dobre rezultaty otrzymamy już przy ISO 600 czy 800.

 

Huawei bardzo dopracował także swój tryb nocny, znany z poprzednich modeli Super Night Mode. Polega to na tym, że przez kilka sekund smartfon robi serię ujęć o różnym stopniu naświetlenia, a następnie łączy je w jeden obraz. Wcześniej jednak wykorzystanie tej funkcji wymagało podparcia, a najlepiej statywu. Teraz już nie! W P20 Pro nie potrzeba statywu i, nawet jeżeli ręka będzie trochę drżała, zdjęcia wyjdą nieporuszone.

Jednym z usprawnień, jakie Huawei dodał do aparatu dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, są automatycznie dobierane sceny tematyczne. Jest ich ponad 500, m.in.: śnieg, roślinność, niebieskie niebo, portret, jedzenie, pies, fajerwerki i zachód słońca. Aparat rozpoznaje, co jest fotografowane i w jakich warunkach, po czym dobiera najlepsze parametry. Bywa to niekiedy dość pomocne i często sceny poprawiają obraz, np. dobierając właściwy błękit nieba. Gdy P20 Pro wykryje portret, automatycznie ustawi rozmycie tła. Jednak równie często sceny tylko przeszkadzają, np. nienaturalnie nasycają zieleń, interpretując zdjęcia krajobrazowe lub osób na tle drzew jako fotografie roślinności. Na szczęście tę funkcję można wyłączyć.

Przykład zbyt dużego nasycenia kolorów, gdy aparat automatycznie przełączył się na scenę tematyczną „roślinność” – zieleń trawy jest wręcz fluorescencyjna, a mordka buldożka zbyt zaciemniona.

Podsumowując aparat w P20 Pro: Huawei wpadł na niebanalny pomysł, zrealizował go i efekty są zachwycające. Smartfon z powodzeniem może rywalizować z kompaktowymi cyfrówkami, a pod wieloma względami sprawdzi się lepiej niż lustrzanka. Aparatem P20 Pro robiłem zdjęcia na konferencjach i targach, w ciemnych uliczkach miast, na polnych drogach w świetle księżyca, robiłem też zdjęcia niewdzięcznych fotograficznie obiektów w słabych warunkach oświetleniowych – np. testowanych urządzeń w zbliżeniach. Jakość tych zdjęć nierzadko deklasowała to, co mogłem osiągnąć za pomocą zwykłego aparatu i innych smartfonów.

Huawei P20 Pro robi świetne zdjęcia w każdym świetle, doskonale sprawdza się po zmroku i w środku nocy. Duży plus należy się też za pracę zoomu, który nawet w hybrydowym i cyfrowym wariancie zachwyca wysoką jakością i ostrością. Zdjęcia z P20 Pro wyróżniają się świetną kolorystyką i balansem bieli, nie ma problemu z nadmiernym prześwietleniem fotografii czy ich niedoświetleniem. Jedyne zastrzeżenia budzą automatyczne sceny, które są rozpoznawane przez sztuczną inteligencję – zbyt często aparat źle interpretuje to, co jest na obrazie. Z tego nie trzeba jednak korzystać.

Przedni aparat

Aparat do selfie też trudno uznać za banalny. Maksymalna rozdzielczość wynosi aż 24 Mpix, przysłona to f/2,0. Zdjęcia można robić w standardowym trybie lub portretowym. W tym drugim otrzymujemy dodatkowe opcje, np. wybór różnych typów oświetlenia w przestrzeni 3D, a do tego efekt bokeh i upiększanie twarzy. Można więc eksperymentować, bawić się  obrazem, a wykonane dzięki temu selfiki na pewno wzbudzą zainteresowanie w serwisach społecznościowych. Jedynym mankamentem jest słaby flesz ekranowy – nie ma diody, za to podczas robienia zdjęć jest rozjaśniany wyświetlacz, który rzuca miękkie światło na twarz. Niestety, działa to niezbyt dobrze, jednak jako całość aparat selfie spisuje się świetnie.

Kamera

Filmy można nagrywać zarówno w trybie automatycznym, jak i w manualnym, w którym są dostępne podstawowe opcje kontroli obrazu, w tym nastawienie ostrości. Maksymalna rozdzielczość zdjęć to UHD 4K przy 30 kl./s. Inne do to np. Full HD+ oraz Full HD 60 kl./s. Podczas rejestrowania wideo można zoomować obraz, ale tylko „szczypiąc” ekran, nie ma przycisku przybliżania. Jeżeli ktoś liczy na szczególne funkcje również w wideo, to raczej się rozczaruje. Jakość zoomowanego wideo jest słaba, a w ciemności kamera radzi marnie. W rozdzielczości powyżej Full HD 30 kl./s nie działa optyczna stabilizacja obrazu.

W porównaniu z aparatem kamera wypada przeciętnie. Jakość nagrań jest niezła, ale nie wykracza poza średnią  wyznaczaną przez inne smartfony wyższej klasy.
Poza standardowym wideo można jeszcze nagrywać w zwolnionym tempie lub poklatkowo. Po przełączeniu się na tryb zwolnionego tempa otrzymujemy do wyboru trzy opcje. W 120 kl./s są nagrywane filmy Full HD bez ograniczeń czasowych, w 240 kl./s rozdzielczość jest obniżana do 720p, natomiast opcja super slow motion, czyli 960 kl./s nagrywa w 720 kl./s krótkie, dwusekundowe scenki, które później są przetwarzane na 10 s obrazu. Bardzo to efektowne, ale w praktyce trudne do sensownego wykorzystania. W 960 kl./s niewielkie są szanse na to, by uchwycić ruchomy obiekt w sposób kontrolowany – jest to możliwe tylko wtedy, gdy sami wprawimy coś w ruch, np. rzucimy konfetti lub chlapniemy wodą, w tej samej chwili naciskając nagrywanie. Rozumiem, że wynika to z ograniczeń technicznych, jednak przydałaby się możliwość nieco większej kontroli i wyboru momentu nagrywania 960 kl./s.

Bateria

P20 Pro jest wyposażony w potężną baterię 4000 mAh, nie trzeba się więc martwić, że smartfon nie dotrwa do wieczora. Oszczędny użytkownik może liczyć na dwa dni pracy, a ten najbardziej aktywny będzie miał problemy z rozładowaniem akumulatora w jeden dzień. W teście nieustannego przeglądania stron internetowych, przy 100% jasności, z dwiema kartami SIM i aktywnym Wi-Fi P20 Pro przepracował blisko 10 godzin (595 min). Bardzo podobny wynik osiągnął podczas odtwarzania wideo 720p (573 min). Na co dzień nie ma potrzeby stosowania jasności w 100%, nad czym czuwa zresztą funkcja automatycznego ściemniania.

Smartfon w razie potrzeby można też błyskawicznie doładować dzięki funkcji SuperCharge. Ładowarka z zestawu pompuje energię wręcz na oczach użytkownika i wystarczy kilka minut, by w spokoju używać P20 Pro przez kilka następnych godzin. Pełne naładowanie zajmuje mniej niż 1,5h. Zabrakło jednak ładowania indukcyjnego.

 

Mieszko Zagańczyk

WADY

  • Słaba ergonomia obudowy
  • Interfejs EMUI stał się zbyt zagmatwany
  • Niesymetryczne stereo głośników
  • Drobne ziarenko ekranu w układzie pentile

ZALETY

  • Atrakcyjne wzornictwo
  • Świetna jakość wykonania
  • Ładny i jasny ekran
  • Wysoka wydajność
  • Bogate wyposażenie
  • Sprawne funkcje komunikacyjne
  • Dobra jakość dźwięku na słuchawkach USB
  • Fenomenalny aparat
  • Długi czas pracy
  • Błyskawiczne ładowanie

Huawei P20 Pro

  • System Android 8.1 z EMUI 8.1
  • Procesor Hisilicon Kirin 970, 4 x Cortex-A73 2,4 GHz i 4 x Cortex-A531,8 GHz, GPU Mali-G72 MP12
  • Pamięć 6 GB RAM, 128 GB UFS 2.1
  • Ekran OLED, 6,1 cala, Full HD+ (1 080 x 2 240), 18,7:9, 408 ppi
  • Zakresy GSM, WCDMA, LTE
  • Transfer danych LTE kat. 18, 1,2 Gbps
  • Dual SIM 2x nano
  • Wi-Fi b/g/n/ac, 2,4 i 5 GHz
  • Bluetooth 4.2 LE, aptX, HDA2DP, EDR,
  • NFC
  • USB 3.1 typu C
  • GPS, AGPS, GLONASS, BeiDou
  • Radio FM
  • Aparat fotograficzny Potrójny aparat główny: 40 MPix (f/1,8, 27 mm, 1/1,7″, AIS) + 20 MPix mono (f/1,6, 27 mm, AIS) + 8 MPix (f/2,4, teleobiketyw 80 mm, OIS), zoom optyczny 3 x, hybrydowy 5 x, optyka Leica VARIO-SUMMILUX, ISO 102 400, predyktywny autofocus 4D, aparat przedni 24 Mpix, f/2,0
  • Nagrywanie wideo 4K 30 kl./s, Full HD 30 lub60 kl./s, super slow motion 720p 960 kl./s
  • Czytnik linii papilarnych, rozpoznawanie twarzy,
  • IP67
  • Emiter podczerwieni,
  • Akumulator Li-Po 4000 mAh, szybkie ładowanie SuperCharge
  • Czas pracy SoT 10 godzin
  • Wymiary 155 x 73,9 x 7,8 mm
  • Waga 180 g
  • Cena 3499 zł

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Marek Jarecki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marek Jarecki
Gość

Prezentuje się naprawdę dobrze – jak na Huawei wygląda fantastycznie 🙂

Powiązane

Test i Recenzja: Parrot SWING

Opublikowane przez - 4 maja 2017 0
Parrot SWING to nowa propozycja francuskiego lidera konsumenckich bezzałogowców, którym polatamy nie tylko jak każdym innym dronem, ale także poczujemy,…

Drony: latać każdy może

Opublikowane przez - 21 sierpnia 2017 0
Lato zachęca do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Znakomitą alternatywą dla spacerów, biegania czy innego rodzaju aktywności może być zabawa…