Huawei P20 – test i recenzja. Niedoszły flagowiec

Tegoroczna kampania reklamowa smartfonów Huawei skupia się głównie na dwóch modelach: P20 Lite oraz P20 Pro. Ten pierwszy jest prezentowany jako stylowy telefon z ekranem FullView, ten drugi natomiast, jako innowacyjny flagowiec. Recenzje obydwu tych urządzeń mogliście już przeczytać na naszych łamach (Lite i Pro). Nieco zapomnianym pozostał, zaprezentowany w tym samym czasie model pośredni, czyli… Huawei P20. Jednak czy słusznie? Na odpowiedź nie musicie długo czekać – zapraszam do lektury.

Zestaw sprzedażowy jest aktualnie dostępny w największych sklepach w cenie ok. 2699 zł. To o 800 zł mniej niż wersja Pro, ale i o 1100 zł więcej niż model Lite. Niemniej w sklepach internetowych w połowie czerwca był dostępny już od 2280 zł. W białym, kartonowym pudełku ze srebrnymi tłoczeniami znajdziemy szybką ładowarkę SuperCharge, kabel USB C, igłę, dokumentację, słuchawki douszne, przejściówkę z USB C na minijack oraz oczywiście sam smartfon. Miłym dodatkiem jest miękkie, przeźroczyste, silikonowe etui. Niestety, podobnie jak w przypadku obudowy telefonu, mocno zbiera odciski palców.

Wzornictwo i jakość wykonania

Wzornictwo nie odbiega znacząco od modelu P20 Pro i zdecydowanie może się podobać. Jedyną, znaczącą różnicą jest brak możliwości zakupu wersji kolorystycznej Twilight, szalenie popularnej w droższym modelu. Smartfon został wykonany z dwóch tafli szkła hartowanego 2,5D, przedzielonych aluminiowym korpusem. Obudowa spełnia normę IP53, co zapewnia ochronę jedynie przed zachlapaniami i jest znacząco słabsza niż to, co dostajemy w P20 Pro (IP67).

 

Telefon dobrze leży w dłoni, nie jest zbyt śliski i prezentuje się elegancko. Niestety, podobnie jak inne tegoroczne warianty linii P – zbiera odciski palców w stopniu zdecydowanie zbyt wysokim, więc bez regularnego przecierania obudowy się nie obędzie.

Z przodu u góry ekranu znajdziemy charakterystyczne wcięcie na głośnik i czujniki, zwane notchem, pod ekranem zaś – czytnik linii papilarnych.

 

U dołu znajdziemy złącze USB 3.1 typu C oraz głośnik monofoniczny, u góry zaś poza mikrofonem nie ma nic. To spora zmiana względem droższego modelu, gdzie mamy odpowiednio – głośniki stereo oraz diodę podczerwieni. Z tyłu, u góry po lewej stronie producent umieścił dwa obiektywy aparatu głównego, razem z podwójną diodą doświetlającą scenerię. Posrebrzane logo producenta znajdziemy tylko w dolnej części, poniżej aparatu.

 

Ekran FullView

Huawei P20 może pochwalić się bardzo dobrym ekranem IPS o proporcjach 18,5:9 i rozdzielczości maksymalnej 1080 x 2240. Czemu maksymalnej? Ponieważ w ustawieniach możemy ją zmniejszyć na sztywno do 720 x 1496 lub włączyć tryb inteligentnej rozdzielczości w celu wydłużenia czasu pracy na baterii. Maksymalna rozdzielczość przy 5,8-calowej matrycy przekłada się na zagęszczenie pikseli na cal na poziomie 429 ppi, dzięki czemu pojedyncze piksele są praktycznie niewidoczne. Kąty widzenia są świetne (jak matrycę IPS), podobnie jak minimalny i maksymalny poziom jasności. Jedynie kontrast mógłby być trochę lepszy. Widać to np. jeśli zdecydujemy się wyłączyć notch, czyli wyświetlić na stałe czarny pasek po jego bokach.


O ile w P20 Pro, który ma matrycę OLED, nie widać tego paska w ogóle, tak tutaj jest on zauważalny, nawet przy wyświetlanym białym tle. W menu ustawień włączyć możemy filtr niebieskiego światła, a także zmienić poziom nasycenia barw oraz ich temperaturę. W domyślnych ustawieniach barwy są nasycone i stosunkowo neutralne pod względem temperatury. Ani zimne, ani przesadnie ciepłe.

Kirin 970 i spółka

Huawei zdecydował się postawić na zestaw z zeszłorocznego Mate 10 Pro, czyli ośmiordzeniowy procesor HiSilicon Kirin 970 (4 x 2,36 GHz + 4 x 1,8 GHz) wsparty grafika Mali-G72. Różnica widoczna jest tylko w ilości pamięci RAM – to mamy do dyspozycji „tylko” 4 GB. Wyniki w testach benchmarkowych są więc świetne, niemniej gorsze od tegorocznych flagowców konkurencji. P20 wykręcił 205 tys. pkt w AnTuTu 7.0.8 oraz 3406 pkt w teście Sling Shot w 3D Mark. Test Sling Shot Extreme kończył z odpowiednio 2931 pkt w przypadku OpenGL ES 3.1 oraz 2546 pkt w przypadku API Vulkan.

W codziennym użytkowaniu smartfon spisuje się znakomicie, nie odnotowałem najmniejszych spowolnień czy spadków płynności animacji. W wymagające gry, pokroju Asphalt 8, można komfortowo grać na najwyższym poziomie detali, co jednak nie jest zaskoczeniem. Jest nim natomiast brak slotu na karty microSD. Częściowo rekompensuje nam to duża ilość wbudowanej pamięci wewnętrznej, bo aż 128 GB, z czego na nasze pliki mamy do dyspozycji 111 GB.

Najnowszy Android Oreo

Smartfon działa pod kontrolą najnowszej wersji Androida, czyli 8.1, wraz z nakładką EMUI, również oznaczonej numerkiem 8.1. Producent zdecydował się zrobić przeskok numeracyjny i kolejne wersje nakładki numerować tak, jak numerowany jest Android. Optymalizacja działania systemu stoi na wysokim poziomie, nie sposób nic zarzucić programistom zatrudnionym przez chińskiego potentata.

O większości funkcji zaimplementowanych w systemie mogliście już przeczytać przy okazji recenzji modelu P20 Pro, niemniej należy przypomnieć najważniejsze punkty. Z opcji personalizacyjnych możemy zmieniać motywy, efekty przejść oraz rozmieszczenie siatki ikon. Nie zabrakło również opcji zmiany stylu ekranu głównego czy możliwości zmiany ułożenia przycisków funkcyjnych wyświetlanych u dołu ekranu. Można również je całkowicie wyłączyć i nawigować za pomocą gestów lub tzw. przycisku wiszącego.

Ciekawą funkcją jest możliwość nagrywania ekranu. Odbywa się to w 50 kl./s przy rozdzielczości 616 x 1280 razem z dźwiękiem otoczenia. Funkcję tą włączycie z poziomu rozwijanej górnej belki. W opcjach znajdziemy również wybór aplikacji bliźniaczej, a także trybu prostego, przydatnego w przypadku osób wymagających prostoty użytkowania. Interfejs przemienia się wtedy w duże, kolorowe kafelki z funkcjami.

Z wbudowanych aplikacji wspomnieć należy o kompasie, dyktafonie, funkcjonalnych odtwarzaczach muzyki i wideo oraz oczywiście pakiecie aplikacji Google’a. Najciekawsze i najbardziej funkcjonalne są jednak programy dedykowane monitorowaniu naszych treningów oraz dbaniu o dobrą kondycję urządzenia. Temu pierwszemu zadaniu służy aplikacja Health, natomiast temu drugiemu Menadżer telefonu. Ma wbudowany antywirus, opcje czyszczenia smartfonu ze zbędnych plików, możliwość monitorowania stanu baterii i nie tylko. Niestety, znajdziemy też kilka mniej przydatnych, przeinstalowanych aplikacji pokroju Ebaya czy Amazona. Nie zabrakło również Facebooka i Instagrama.

Zabezpieczenia

Poza standardowymi opcjami zabezpieczeń, pokroju wzoru czy hasła, mamy na pokładzie oczywiście skaner linii papilarnych, zatopiony w przycisku pod ekranem urządzenia. Jest aktywny, działa bardzo szybko i praktycznie nigdy się nie myli. To na plus. Na minus – odblokowywanie za pomocą skanu twarzy. Działa dużo gorzej niż w tańszym P20 Lite. O ile faktycznie nie da się go oszukać przy pomocy zdjęcia naszej twarzy, to nawet pokazując nasze prawdziwe oblicze, niejednokrotnie smartfon nie chce się odblokować. Problemy występują już na etapie pobierania skanu do bazy danych. Procedurę tę trzeba powtarzać wielokrotnie. Mam nadzieję, że zostanie to poprawione w najbliższych aktualizacjach. Ciekawym rozwiązanie, obecnym również w innych smart fonach z linii P, jest możliwość tzw. odblokowywania hybrydowego. Aktywny jest wtedy zarówno czytnik linii papilarnych, jak i skaner twarzy. W zależności od sytuacji możemy ich używać zamiennie.

Dolby Atmos

Smartfon otrzymał certyfikat Dolby Atmos i polecam włączyć go w ustawieniach. Dźwięk jest wtedy pełniejszy i przyjemniejszy dla ucha a dodatkowo zyskujemy korektor barwy działający dla wszystkich aplikacji. W P20 nie uświadczymy złącza minijack, niemniej stosowna przejściówka z USB C jest w zestawie. Jakość dźwięku generowana na tym złączu stoi na wysokim poziomie. Bas jest obecny, ale nie dominujący, nie występują przestery, a ciepła barwa gwarantuje przyjemne doznania dla ucha. Zakres tonalny jest oddany bardzo dobrze. Są tylko dwa mankamenty – przeciętna głośność maksymalna oraz przestrzenność dźwięku. Głośnik monofoniczny nie wyróżnia się niczym specjalnym, przy pełnej głośności pojawiają sięą zniekształcenia, ponadto nie grzeszy ilością niskich tonów. Ot, zwykły głośnik z komórki. Ustępuje więc w tej kategorii swojemu droższemu odpowiednikowi, z głośnikami stereo. Jeśli chodzi o jakość połączeń głosowych – jest w porządku i nie ma do czego się przyczepić.

Zaplecze komunikacyjne

Huawei P20 obsługuje LTE kategorii 18, co oznacza kosmiczne, jak na warunki polskich operatorów maksymalne transfery danych na poziomie 1,2 Gb/s. Na pełne wykorzystanie takich możliwości przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, niemniej już teraz duże pliki pobierają się bardzo szybko, a oglądanie wideo w 1080p i 60 kl./s to czysta przyjemność. Moduł Wi-Fi obsługuje zarówno pasmo 2,4 GHz, jak i 5 GHz i podczas trwania testów nie przysparzał najmniejszych problemów. Ponadto na pokładzie znajdziemy Bluetooth 4.2, NFC oraz USB C 3.1 z OTG. Nie ma natomiast Radia FM ani portu podczerwieni.

W kwestii nawigacji, możemy liczyć na wsparcie GPS, GLONASS i Beidou. Mając pod ręką Huawei P20 na pewno nie zgubimy się podczas wakacyjnych podróży, no chyba, że będziemy zwiedzać podziemne fortyfikacje. Wtedy jednak możemy liczyć na wbudowany kompas i latarkę.

Co dwa obiektywy, to nie… trzy

Huawei P20 dysponuje modułem aparatu głównego z dwoma obiektywami, a nie trzema jak w modelu Pro. Od razu śpieszę donieść, że tak, to prawda – jakość zdjęć nie jest tak powalająca, jak w przypadku droższego modelu. Uboższe wyposażenie musiało się odbić na efektach. Nie znaczy to jednak, że są one złe.

Główny obiektyw to matryca 12 Mpix z optyką o jasności f/1,8, drugi zaś to monochromatyczna matryca 20 Mpix z optyką o jasności równej f/1,6. Wszystko sygnowane logiem marki Leica i wyposażone w optyczną stabilizację obrazu. Obiektywy wspiera podwójna, dwutonowa dioda doświetlająca oraz, predyktywny AF do śledzenia ruchu obiektów i… AI. Tak, Kirin 970 już w Mate 10 Pro był promowany jako układ wspierany sztuczną inteligencją. Tutaj ma ona za zadanie rozpoznawać fotografowane sceny i dostosowywać parametry obrazu tak, by ujęcie wyszło jak najlepiej. Faktycznie, w trybie automatycznym sprawdza to się świetnie. Praktycznie we wszystkich przypadkach sceny były poprawnie rozpoznawane, choć w niektórych przypadkach efekty nie były zachwycające.

Aplikacja do obsługi aparatu jest rozbudowana, czytelna, a zarazem bogata w opcje. Jest tryb profesjonalny z możliwością ustawienia czasu ekspozycji aż do ośmiu sekund i zapisem zdjęć w formacie RAW. Dla entuzjastów – świetna sprawa i zdecydowanie najlepsza opcja, jeśli jakość zdjęć jest priorytetem.

Jest również dedykowany tryb nocny, pozwalający w założeniach na naświetlanie zdjęć od czterech do pięciu sekund z ręki, z zachowaniem ostrości ujęcia. To zdumiewające, ale to naprawdę działa. Ta technologia pozostawia w tyle najdroższe flagowce konkurencji w kategorii zdjęcia nocne. W przypadku modelu P20 nie działa to jednak tak idealnie, jak w P20 Pro – tutaj część fotografii wyszła mi lekko poruszona. Z tego, co czytałem – inni recenzenci mieli podobnie. Jeśli jednak wstrzymamy oddech, z efektów na pewno będziemy zadowoleni. Dzięki długiemu czasowi naświetlania zdjęcia mają dużo szczegółów, mało kolorowego szumu i zniekształceń. Są jednak zapisywane tylko w formacie 4:3, czyli pełno matrycowym.

Od razu należy zaznaczyć, że w trybie automatycznym, smartfon również robi bardzo dobre zdjęcia nocne. Wieczorową porą, w mieście pełnym świateł zdjęcia wychodzą naprawdę świetnie. Naturalniej niż przy dłuższym naświetlaniu, które najlepiej sprawdza się w ciemnych sceneriach.

Zdjęcie wieczorne z naświetlaniem 4 s

Nie ma jednak róży bez kolców. Aparat kompletnie nie radzi sobie podczas fotografowania koncertów. Zmienne warunki oświetleniowe powodują, że pomimo poprawnie rozpoznanej scenerii, zdecydowana większość ujęć jest przynajmniej lekko rozmazana i zauważalnie prześwietlona. Żeby uzyskać satysfakcjonujące rezultaty, za każdym razem musiałem samodzielnie korygować parametry, a i tak mówiąc kolokwialnie – cudów nie było.

Przykładowe zdjęcie z koncertu – całkiem nieudane
Przykładowe zdjęcie z koncertu -bardziej udane

W słoneczny dzień zdjęcia wychodzą jednak bajecznie. Bardzo duża liczba detali, niewidoczne szumy, poprawnie odwzorowane barwy i balans bieli wraz z dużą plastycznością obrazu to wizytówka tego aparatu. Rozpiętość tonalna co prawda już nie zachwyca, ale wystarczy włączyć HDR i problem znika. Skorzystać możemy również z podwójnego, bezstratnego zoomu hybrydowego. By go wywołać, należy jedynie kliknąć przycisk na ekranie. W trybie Przysłona możemy dowolnie ją regulować, by uzyskać efekt rozmycia tła, pasujący do naszych preferencji.

 

Przedni aparat, o imponującej rozdzielczości 24 Mpix i świetle f/2,0 robi zdjęcia po prostu przyzwoite. Do portali społecznościowych wystarczą, niemniej trzeba uważać z efektem rozmywania tła, gdyż czasami działa mocno nieprecyzyjnie, finalnie rozmywając nam np. ucho. Zdarzają się również prześwietlenia kadru. Od modelu za ponad 2,5 tysiąca złotych oczekiwałbym czegoś więcej.

W kwestii nagrywania filmów – niedostępna jest optyczna stabilizacja obrazu, jest za to cyfrowa wsparta „sztuczną inteligencją” i naprawdę działa bardzo dobrze… do rozdzielczości 1080p przy 30 kl./s. W 4K i w 1080p przy 60 kl./s. nie mamy już do dyspozycji żadnej stabilizacji i na filmach widać każde drgnięcie ręki. Obraz jest szczegółowy, o dobrej rozpiętości tonalnej – czy będą na nim drgania, zależy tylko i wyłącznie od wybranej rozdzielczości. Efekty naszej pracy urządzenie koduje w H.264 lub H.265. Do wyboru. Jest również tryb nagrywania w 960 kl./s w 720p, jakby żywcem wyjęty ze smartfonów Sony lub Samsunga. Efekty wypadają bardzo podobnie, z tym że efekt dość długo się renderuje. Fajny bajer, nic więcej.

Akumulator

Bateria ma 3400 mAh i podczas trwania testów spisywała się dobrze. Do dwóch dni w cyklu mieszanym i pełnego dnia przy intensywnym użytkowaniu to czasy jak najbardziej możliwe do osiągnięcia. W teście nieustannego odtwarzania filmów w HD na najwyższej jasności ekranu smartfon uzyskiwał 660 minut, co jest naprawdę niezłym osiągnięciem. Telefon obsługuje oczywiście szybkie ładowanie, tu nazywane SuperCharge. Stosowną ładowarkę znajdziecie w zestawie. Przy jej pomocy możemy osiągnąć niecałe 60% naładowania ogniwa w 30 minut. Do pełna nasz akumulator dobije po ok. 90 minutach. Jedyny minus to brak możliwości ładowania bezprzewodowego.

Michał Nowakowski

 

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
robsonŁukasz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Łukasz
Gość
Łukasz

Super!

robson
Gość
robson

Dobra recenzja !

Michał Nowakowski

Michał Nowakowski

Z "Mobility" związany od lipca 2016 r. i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić. Absolwent Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, wcześniej przez kilka miesięcy współpracował w CD-Action. Telefony i mobilne technologie przenikają się w jego życiu od 1998 r., kiedy to w domu pojawiła się Nokia 3110. Do tego stopnia, że aktualnie pracuje na etat w autoryzowanym serwisie Samsunga, po godzinach testując sprzęty i pisząc artykuły do naszego pisma. W chwilach wolnych od elektroniki (nie ma ich zbyt wiele) grywa w snookera. Lubi też napić się dobrej whisky, oglądając m.in. "House of Cards".

Powiązane

Huawei Watch 2 debiutuje na MWC

Opublikowane przez - 27 lutego 2017 0
Huawei zaprezentował zegarek Huawei Watch 2. Urządzenie łączy w sobie możliwości smartfona z inteligentnymi aplikacjami smartwacha. Huawei Watch 2 na…