Identity V – recenzja. Gra sieciowa z elementami horroru

Jeśli mieliście ochotę sprawdzić wydaną na komputery osobiste i konsole grę o tytule Dead by Daylight, ale nie tyle, żeby sięgnąć po portfel, to studio NetEase wychodzi wam naprzeciw z darmową alternatywą przeznaczoną dla urządzeń mobilnych. Identity V to gra sieciowa z elementami horroru, w której wcielamy się w zabójcę, bądź jedną z czterech ofiar i staramy się w stanie nienaruszonym opuścić teren posesji.

Na wstępie warto zaznaczyć, że chociaż Identity V ma elementy horroru, to momentami gra bywa bardziej groteskowa. Z jednej strony mamy mroczną atmosferę, zbudowaną poprzez tajemniczą fabułę, klimatyczną grafikę i muzykę, a z drugiej strony czasem wcielamy w muskularnego mężczyznę z maską na twarzy, goniącego rysunkowe postacie i okładającego je kijem w kształcie rekina. Podczas rozgrywki gracz może wcielić się właśnie w przerażającego myśliwego albo jednego z czterech uciekinierów. Jak można się domyślić, ich interesy są sprzeczne i to od sprawności graczy zależy, kto zatriumfuje.

Cel monstrum jest bardzo prosty, należy ścigać rozbieganych po mapie graczy i powalić ich na ziemię. Gdy dopadniemy jednego z graczy (trzeba wymierzyć dwa celne ciosy), należy takiego gagatka przywiązać do balonów i umieścić na jednym z rakietowych krzeseł. Przeciwna drużyna robi wszystko, żeby nie wpaść w oczy myśliwemu i dekoduje specjalne maszyny, których określona liczba otworzy gdzieś na mapie bramę, przez którą drużyna będzie mogła zwiać i ostatecznie – wygrać.

Oczywiście do wszystkiego dochodzą niuanse, bohaterowie mają przeróżne umiejętności, będąc przywiązanym do balonów, można wykaraskać się z opresji, jeśli potwór będzie ociągał się z poszukiwaniem krzesła, a niepoprawne dekodowanie maszyny zwróci uwagę myśliwego.

Dwoma stronami gra się zupełnie inaczej, ale nie mniej satysfakcjonująco. Dużo radości z gry dają sytuacje, w których udaje się zwiać przez okno, albo zwalić potworowi deski prosto na twarz. Gdy jako myśliwy pojawiasz się nieoczekiwanie i widzisz istną panikę wśród uciekinierów, rozbiegających się w cztery strony świata, nie sposób nie uśmiechnąć się pod nosem.

Gra bywa też frustrująca, ale w nieco przyjemny sposób – gonienie jednego uczestnika zabawy przez kilkanaście minut to norma, gdy ten zakręca na wszystkich możliwych drogach, zrzuca palety czy raz po raz wyswobadza się z krzesła, dzięki pomocy innym graczom. Poza samym faktem wygranej bądź przegranej, otrzymujemy punkty dedukcji za osiągnięcia w rozgrywce. Nagradzani jesteśmy za niemal wszystko, od dekodowania maszyn, gubienia pościgu, przez niszczenie krzeseł, czy niszczenie palet, skończywszy na przeszukiwaniu skrzynek. To wszystko sprawia, że rozgrywki są emocjonujące i zapadają w pamięć.

Chociaż zasady gry są proste i łatwe do opanowania nawet w niedługim czasie, to mechanika rozgrywki jest w istocie dość złożona. Przede wszystkim każda postać jest inna i powinna spełnić różne zadania. Pielęgniarka specjalizuje się w leczeniu, prawnik dzierży mapę, złodziej szybciej otwiera skrzynie i oślepia latarką przeciwnika, a ogrodniczka może niszczyć rakietowe krzesła potwora. Antagoniści także się różnią, niektórzy mogą zostawiać na mapie kukły, które będą nas zawiadamiać, gdy wyczują kogoś w swoim otoczeniu. Inni używają haków do przyciągania postaci, a jeszcze inni wystrzeliwują rakiety. Co więcej, dodatkowo możemy wybrać jedną cechę specjalną z wielu dostępnych, jak: słuchanie (postacie, które zachowują się głośno, są podświetlane), teleportacja czy wysyłanie patrolu. Nowe postacie możemy odblokowywać, korzystając z dwóch dostępnych walut. Tą podstawową, która otrzymujemy za rozgrywkę (a także za wykonywanie samouczka, zrealizowanego zresztą bardzo pomysłowo), są „poszlaki”.

Jakby tego było mało, postacie możemy dowolnie dostosowywać, począwszy na kostiumie, a skończywszy na zachowaniu czy akcesoriach. Na tym nie kończymy, ponieważ odnosząc zwycięstwa, zdobywamy specjalne punkty, które wydajemy później w specjalnym drzewku na szereg ulepszeń. Ponownie, zależnie od strony konfliktu, którą gramy, mamy zupełnie inne umiejętności. Potwór może utrudnić próby ucieczki z balonów, usprawnić dostrzeganie przeciwników, przyspieszyć postać itd. Nie sposób wymienić wszystkiego, ponieważ zdolności jest cała góra.


Jestem pod dużym wrażeniem, nie tylko samej oprawy gry, o której kilka słów później, ale całej otoczki, którą zbudowano dla podbudowania klimatu produkcji. Grę zaczynamy, wcielając się w enigmatycznego detektywa, badającego sprawę zaginionej dziewczyny. Ostatecznie trafia do tajemniczej posiadłości, która staje się w czymś w rodzaju „lobby” – pomieszczenia, w którym mamy dostęp do wszystkich funkcji. Zamiast klasycznego menu gry, w Identity V sterujemy detektywem i podchodzimy do lustra, dzierżąc w rękach lampę, aby wejść w opcje personalizacji postaci. Rozgrywka została przedstawiona jako rekonstrukcja wydarzeń, gdzie detektyw sam wciela się w ofiary, bądź morderców. Gra przy tym nie szczędzi nam dialogów (również nagrywanych!) czy kultowych notatek z dziennika. Takich smaczków jest nawet więcej, więc przykładami można rzucać z rękawa. Ot, zamiast nudnych skrzynek z nagrodami, gracz rzuca czterościenną kością i przemieszcza pionek na planszy, odblokowując kolejne bonusy.

Graficznie gra prezentuje się naprawdę ciekawie, zaczynając od klimatycznego menu głównego, a kończąc na tak pozornie błahym fragmencie gry, jakim jest łączenie się z innymi graczami. W Identity V zrealizowane jest to bardzo ciekawie. Gracze wizualizują się jako wybrane postacie przy stole w podejrzanie wyglądającym domu, a wszystko obserwuje potwór, którego ofiary nie widzą ze swojej perspektywy. Rozgrywka również cieszy oczy. Postacie zostały fantazyjnie zaprojektowane, a zwłaszcza antagoniści. Mapy są raczej skromne i nie zapadają w pamięć, ale z drugiej strony gra zyskuje dzięki temu na przejrzystości. Muzyka to klasyczny zestaw utworów w klimacie horroru. Nastraja, ale daje też kopa, kiedy podczas rozgrywki uruchamia się motyw pościgu, gdy jesteśmy w pobliżu potwora.

WERDYKT

Identity V to gra warta zainteresowana, zrealizowana zresztą z pomysłem. Rozgrywka jest emocjonująca, rundy trwają średnio kilkanaście minut, więc nie angażuje na tyle, żeby wymagane było wielogodzinne wsiąknięcie, żeby zacząć dobrze się bawić. Zasady są proste, ale gra ma w sobie na tyle głębi, że osiągnięcie mistrzostwa to kwestia wielu rozgrywek, kombinowania z postaciami, cechami szczególnymi i umiejętnościami. Przedstawienie całości jajo detektywistyczną grę przygodową robi wrażenie. Ciężko przyczepić się do czegoś konkretnego, poza faktem, że gra jest mocno wzorowana na Dead by Daylight i odrobinę toporne sterowanie postaciami potrafi napsuć krwi, gdy podczas pogoni wpadamy na ściany. Faktem jest, że nie każdemu Identity V się spodoba, ale jeśli nie masz nic przeciwko grom sieciowym i klimatom horroru, to nie czekaj, tylko pobieraj aplikacje. My polecamy.

WADY

  • Sterowanie bywa toporne.

ZALETY

  • Pomysłowo zrealizowana
  • Klimatyczna oprawa audiowizualna
  • Rozgrywki są emocjonujące
  • Gra jest bardzo rozbudowana, ale zasady są proste

Identity V

  • Wydawca NetEase
  • Producent NetEase
  • Platforma Android, iOS
  • Ocena 8/10
  • Cena 0 zł (mikropłatności)
Android

 

iOS
Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane