LG G7 ThinQ – test i recenzja. Flagowiec na miarę 2018 r.?

Topowe smartfony LG z linii „G” nie mają łatwego startu na rynku już od jakiegoś czasu, a konkretnie od modelu G5, któremu dostało się za zbyt odważne rozwiązania. W rezultacie wyniki sprzedaży nie zachwycały, a producent wycofał się z większości innowacji. Zeszłoroczny LG G6 padł z kolei ofiarą nieumiejętnej polityki cenowej producenta i paradoksalnie – zbyt bogatego zestawu przedsprzedażowego. W rezultacie w wyniku drastycznej obniżki cen stał się on bezsprzecznie zwycięzcą w kategorii cena/jakość A.D 2017. Czy LG G7 ThinQ przerwie tą niefortunną passe i będzie w stanie zagrozić Galaxy S9+ lub P20 Pro od Huawei?

Zestaw sprzedażowy został wyceniony na 3499 zł i w przedsprzedaży był oferowany z rozmaitymi bonusami. W sieci Play klienci dostawali dodatkowo telewizor LG 43UK6300, natomiast u pozostałych rodzimych operatorów – monitor LG 24MT49VF. Kupując LG G7 ThinQ na wolnym rynku (oczywiście cały czas mówimy o przedsprzedaży) dostawaliśmy robota BB 9E.

LG G7 ThinQ

Niezależnie od metody dystrybucji, LG dokładało roczną ochronę wyświetlacza w przypadku uszkodzenia z winy użytkownika. Przedsprzedaż trwała od 1 do 15 czerwca. Pamiętając historię z LG G6, warto sprawdzić, jak ceny kształtują się dziś, dwa miesiące po jej zakończeniu. I tak, w największych elektromarketach cena wynosi nadal 3499 zł (już bez dodatków), natomiast w sklepach internetowych LG G7 ThinQ dostać możemy już od 2499 zł, czyli nawet tysiąc złotych taniej. Z kolei na Allegro najniższa cena za nowy egzemplarz wynosi 2229 zł (stan na 13 sierpnia 2018). Rynek zdążył już więc zweryfikować cenę urządzenia, niemniej historia poprzednika raczej się nie powtórzy. Na dalsze istotne obniżki raczej bym nie liczył w najbliższym czasie.

LG G7 ThinQ

Co w pudełku?

W czarnym, kartonowym pudełku ze srebrnymi tłoczeniami poza samym LG G7 ThinQ znajdziemy oczywiście kilka przydatnych dodatków. W ich skład wchodzi szybka ładowarka 1,8 A, kabelek USB C, dokumentacja, igła oraz słuchawki dokanałowe LG z zapasowymi końcówkami. I to niestety wszystko. Na żadne etui ochronne czy folię na ekran nie mamy co liczyć. Szkoda, gdyż dostęp do tych akcesoriów był jeszcze na początku sierpnia dość problematyczny. W sześciu specjalistycznych punktach sprzedaży w Warszawie zostałem odprawiony z kwitkiem przy próbie zakupu szkła ochronnego na ekran. Co więcej, sprzedawcy nie posiadali jeszcze żadnych akcesoriów do tego modelu. Sytuacja ta oczywiście z czasem ulegnie zmianie.

LG G7 ThinQ

Design i jakość wykonania

Design LG G7 ThinQ w ogólnym założeniu nie różni się zbytnio od swojego poprzednika, a już na pewno nie w zestawieniu z LG V30.

LG G7 ThinQ, LG V30 i LG G6

Mamy więc do czynienia z klasycznym „bezramkowcem”, dostępnym jednak w trzech, atrakcyjnych wariantach kolorystycznych. A są to Platinium Grey, Aurora Black oraz Moroccan Blue. Muszę stwierdzić, że testowany przeze mnie wariant niebieski wyglądał szalenie efektownie i ładnie mienił się w słońcu. Szkoda, że równie szybko zbierał on odciski palców…

LG G7 ThinQ

 

Obudowa LG G7 ThinQ została wykonana z metalowego korpusu, który łączy dwie tafle szkła Gorilla Glass 5, zaoblonego na krawędziach. Niestety, firma Corning już od jakiegoś czasu nie ukrywa, że priorytetem przy opracowywaniu kolejnych generacji szkła jest jego odporność na pęknięcia, a nie zarysowania. I tak mój egzemplarz testowy zebrał w ciągu trzech tygodni kilka głębokich rys na wyświetlaczu, pomimo iż zawsze nosiłem go osobno. Sugeruję więc zakupić przynajmniej jakąś folię ochronną na ekran.

Rysy na ekranie

A skoro przy ekranie jesteśmy, to wypełnia on oczywiście większą część frontu LG G7 ThinQ. Nad nim znajdziemy tylko zestaw czujników, diodę powiadomień, frontową kamerę oraz ułożony asymetrycznie głośnik do rozmów. Względem LG G6, logo producenta zostało przeniesione na tylną klapkę.

LG G7 ThinQ

 

LG G7 ThinQ

Metalowy korpus LG G7 ThinQ u dołu zawiera głośnik monofoniczny, port USB C 3.1, mikrofon oraz złącze mini jack, u góry zaś – drugi mikrofon oraz tackę na karty nanoSIM oraz microSD. Jeśli chodzi o boczne krawędzie, to po prawej stronie mamy przycisk on/off, a po lewej przyciski regulacji głośności oraz dedykowany klawisz wywołujący Asystenta Google. Z tyłu, u góry, znajdziemy lekko wystający moduł aparatu głównego, składający się z dwóch obiektywów.

 

LG G7 ThinQ

W przeciwieństwie do G6 czy V30 jest on ułożony pionowo, a nie poziomo. Z boku umieszczono diodę LED, pod aparatem zaś – czytnik linii papilarnych. Logo producenta znajdziemy u dołu.

Pomimo dużych gabarytów, LG G7 ThinQ pewnie trzyma się w dłoni, co zapewne jest zasługą niespecjalnie śliskiej obudowy. Na koniec warto wspomnieć, że smartfon spełnia normę wodo- i pyłoszczelności IP68, a producent mocno chwali się wojskowym standardem odporności na upadki MIL-STD 810G.

LG G7 ThinQ

Ekran FullVision

Wyświetlacz LG G7 ThinQ, podobnie jak w poprzedniku nazywa się FullVision, na tym jednak kończą się podobieństwa. Zastosowana matryca to IPS o wielkości 6,1 cala, proporcjach 19,5:9 i rozdzielczości 1440 x 3120, co przekłada się na zagęszczenie pikseli na cal na poziomie 564 ppi. Wyświetlacz jest więc większy, wyższy (19,5:9 vs 18:9) i o wyższej rozdzielczości niż w LG G6. Jest również jaśniejszy i lepiej odwzorowuje biel, a to wszystko dzięki układowi subpikseli RGBW. Jest to wyraźnie zauważalne, zwłaszcza w trybie zwiększonej jasności ekranu, gdzie jasność wg zapewnień producenta ma sięgać aż 1000 nitów.

Porównanie bieli i maksymalnej jasności. Od lewej LG G7 ThinQ, LG G6 i LG V30

Nie ma jednak nic za darmo, wysoka jasność sprawia, że czerń na najwyższym podświetleniu jest zauważalnie „jaśniejsza” niż LG G6, o V30 (ekran AMOLED) nawet nie wspominając.

Porównanie czerni na najwyższej jasności ekranów. Od lewej: LG 6, LG G7 ThinQ i LG V30

Nowością w LG G7 ThinQ względem zeszłorocznego modelu jest też kontrowersyjny notch, który oczywiście można „wyłączyć”, czyli wyświetlić po jego bokach czarny pasek. Niemniej z uwagi na typ matrycy (czerń nigdy nie będzie idealnie czarna) będzie on zawsze minimalnie widoczny. Jeśli jednak trafia on w wasz gust, to w ustawieniach możecie zmienić sobie jego gradient oraz stopień zaoblenia rogów ekranu.

Co do kątów widzenia i jasności minimalnej nie mam żadnych zastrzeżeń – jest bardzo dobrze. Barwy są żywe i nasycone, a ich temperaturę i skalę nasycenia możemy regulować z poziomu menu ustawień. Zmieniać możemy również rozdzielczość (3 tryby) oraz wyostrzanie krawędzi (5 trybów). Wyświetlacz wspiera technologię HDR10 oraz Dolby Vision, co zapewne docenimy, oglądając materiały wykorzystujące któryś z tych standardów.

Pomimo że nie mamy do czynienia z wyświetlaczem typu OLED, producent nie zapomniał o Always On Display, którego wygląd możemy konfigurować. Stopień jego jasności standardowo jest sprzężony z czujnikiem oświetlenia. Jest też, bardzo przydatny po zmierzchu filtr niebieskiego światła, czyli tzw. tryb czytania.

LG G7 ThinQ, LG V30 i LG G6

A pod maską Snapdragon 845!

W zeszłym roku LG G6 przegrywał pod względem wydajności z flagowcami konkurencji z uwagi na zastosowanie starszego układu Qualcomma – Snapdragona 821, zamiast najnowszego wówczas 835. W tym roku koreański producent nie popełnił tego błędu i podobnie jak w większości tegorocznych flagowców, tak i w LG G7 ThinQ znajdziemy Snapdragona oznaczonego cyferką 845.

Jest to ośmiordzeniowa jednostka, której cztery rdzenie mają taktowanie do 2,8 GHz, pozostałe cztery zaś – 1,7 GHz. Procesor wspierany jest przez układ graficzny Adreno 630 oraz 4 GB pamięci RAM. Trochę mało, patrząc na cenę urządzenia. Część konkurencji montuje już 6 GB lub nawet 8 GB RAM.

W benchmarkach uzyskiwane wyniki są jednak oczywiście topowe, ale sporo zależy od temperatury urządzenia i zastosowanej rozdzielczości. W 1440p i przy pozostawionym na słońcu urządzeniu, w Antutu Benchmark 7.1.0 udało mi się uzyskać na LG G7 ThinQ zaledwie 228 500 pkt. Po zmniejszeniu rozdzielczości do 1080p i ostudzeniu obudowy, smartfon z łatwością uzyskał 252 000 pkt.

Bardzo podobnie sytuacja prezentuje się w aplikacji 3D Mark. W 1440p, z gorącą obudową smartfon uzyskał w teście Sling Shot Extreme odpowiednio 3578 pkt dla OpenGL ES 3.1 oraz 2739 pkt dla API Vulkan. Po ostudzeniu i zmniejszeniu rozdzielczości wynik ten poprawiał się do odpowiednio 4366 pkt dla OpenGL ES 3.1 oraz 3101 pkt dla API Vulkan.

Jeśli chodzi o gry, to LG G7 ThinQ oczywiście będzie sobie świetnie radził jeszcze długo z produkcjami ze sklepu Google Play. Muszę jednak wspomnieć, iż najnowszy Asphalt 9 w najwyższych ustawieniach momentami łapał delikatne spadki płynności animacji. Być może jest to jednak wina optymalizacji kodu gry. W codziennym użytkowaniu LG G7 ThinQ spisywał się oczywiście wzorowo – nie ma mowy o żadnych spadkach płynności.

Z wbudowanych 64 GB pamięci wewnętrznej LG G7 ThinQ, do naszej dyspozycji pozostaje ok. 46 GB. Można ją rozbudować przy pomocy kart microSD, aż o dodatkowe 2 TB.

LG G7 ThinQ

 

Zaplecze komunikacyjne

LG G7 ThinQ obsługuje LTE kategorii 18, dzięki czemu maksymalna prędkość pobierania danych może wynieść aż 1,2 Gb/s. W praktyce oczywiście jest mniej, mnie udało się uzyskać maksymalnie 48,7 Mb/s dla pobierania i 31,6 Mb/s dla wysyłania danych. Test wykonywany był aplikacją Speedtest, w Szczecinie, w sieci Orange. Pamiętajmy, że w zależności od sieci i miejsca naszego pobytu, wyniki mogą się różnic.

Moduł Wi-Fi obsługuje pasmo zarówno 2,4 GHz, jak i 5 GHz, dzięki czemu każda sieć jest w zasięgu LG G7 ThinQ. Telefon jest opcjonalnym Dual SIM-em, co oznacza, że w celu włożenia dwóch kart SIM, musimy zrezygnować z karty microSD. Ponadto do naszej dyspozycji oddane zostało radio FM, Bluetooth 5.0, NFC

LG G7 ThinQ zapewnia funkcje lokalizacyjne za pomocą GPS, GLONASS oraz Beidou. Podczas trwania testów nie miałem najmniejszych problemów z ustaleniem swojej lokalizacji.

Do podłączenia telefonu z komputerem posłuży nam szybki port USB C 3.1, który wspiera również OTG.

Jedynym, stosunkowo niewielkim mankamentem jest brak portu podczerwieni, który zniknął z flagowców LG wraz z modelem G6.

LG G7 ThinQ

Zabezpieczenia

Aktywny czytnik linii papilarnych położony jest standardowo na pleckach LG G7 ThinQ. Co do jego czułości nie mam najmniejszych zastrzeżeń, zawsze za pierwszym razem rozpoznawał mój odcisk palca. Szybkość działania jest duża, ale do najszybszych czytników na rynku trochę mu brakuje.

LG G7 ThinQ ma również funkcję odblokowania za pomocą skanu twarzy i działa to całkiem sprawnie. Nie zdarzyły mi się przypadki, w których moja twarz byłaby rozpoznana nieprawidłowo. Ponadto smartfon ma zaawansowane zabezpieczenie przed próbą odblokowania za pomocą zdjęcia, niemniej po jego aktywacji proces rozpoznawania twarzy trwa nieco dłużej.

Jeśli nie jesteśmy zwolennikami tego typu rozwiązań, do odblokowania LG G7 ThinQ możemy wykorzystać sekwencję kliknięć, czyli znany dobrze Knock Code.

Android 8.0 Oreo

LG G7 ThinQ działa pod kontrolą Androida 8.0 z nakładką systemową LG. Oczywiście aktualizacja do wersji 9.0 się odbędzie, nie wiadomo tylko kiedy. W swojej nakładce koreański producent postawił na praktyczne funkcje i mnogość opcji. I tak, telefon możemy wybudzić i wygasić dwuklikiem, na ekranie blokady jest ładna animacja pogody, a po przyciśnięciu palca do ekranu – również efektu odblokowywania. Oczywiście do naszej dyspozycji zostały oddane motywy, rozmaite efekty przejść ekranu oraz możliwość zmiany siatki ikon. Możemy również zdecydować, czy potrzebna jest nam szuflada na aplikacje oraz zarządzać panelem obok notcha, o czym pisałem już wcześniej.

Odinstalowane programy trafiają do kosza, skąd można je jeszcze przywrócić w ciągu 24 godzin. Ponadto można edytować przyciski funkcyjne u dołu ekranu, zmienić kolor ich tła, a także dodać dodatkowe odpowiedzialne za Capture+ lub QSlide. Pierwsza funkcja pozwala na robienie edytowalnych zrzutów ekranu, druga natomiast pozwala na wyświetlanie kompatybilnych aplikacji w oknach pop-up.

Przeciągnięcie palcem w dół na ekranie głównym powoduje wywołanie wyszukiwarki treści, pociągniecie maksymalnie w lewo – Smart Bulletyn. Dedykowany przycisk po lewej stronie powinien aktywować asystenta Google, ale że w Polsce nie jest on jeszcze dostępny, to przywołuje on panel Google Now.

Niestety, jego funkcji nie da się zmienić. Ponadto w ustawieniach znajdziemy tryb obsługi jedną ręką, możliwość tworzenia kont użytkowników oraz rozbudowaną obsługę gestów.

Z aplikacji preinstalowanych w LG G7 ThinQ wymienić należy kilka użytecznych pozycji. LG Health – monitorowanie treningów i stanu zdrowia, Smart Doctor – optymalizacja działania smartfonu i zarządzanie baterią, LG Mobile Switch – przenoszenie danych z poprzedniego telefonu oraz Nagrywanie dźwięku HD – rozbudowany dyktafon.

 

Jakość dźwięku

Tu zacznijmy od jakości połączeń głosowych. Dźwięk rozmówcy jest przez nas słyszany głośno i wyraźnie, niestety w drugą stronę jest podobnie tylko, jeśli trzymamy smartfon blisko ust. W przeciwnym wypadku naszemu głosowi towarzyszy echo i zniekształcenia. Mikrofon zbierający dźwięk mógłby być więc lepszy i to zdecydowanie.

O głośniku zewnętrznym LG G7 ThinQ również nie można powiedzieć wiele dobrego. Po pierwsze jest tylko monofoniczny, po drugie reprodukuje on mało niskich tonów, a po trzecie lekko dudni, wibruje i przyjmuje dziwną barwę dźwięku na wyższych poziomach głośności. Znacznie lepiej jest po podłączeniu słuchawek pod złącze mini jack. Dźwięk na standardowych ustawieniach jest reprodukowany bardzo poprawnie, bez przesterów, o lekko basowym zabarwieniu. Jedyne czego brakuje, to przestrzenności odbioru. Możemy go próbować sztucznie wywołać w menu ustawień, niemniej efekty są dość mizerne i sztuczne. Ponadto w ustawieniach możemy zmieniać balans między kanałami, normalizować dźwięk, dodawać filtry oraz zmieniać barwę dźwięku. Do naszej dyspozycji oddany został także pełnowymiarowy korektor dźwięku. Polecam włączyć opcję Hi-Fi Quad DAC, który subtelnie ociepla dźwięk i sprawia, że jest on przyjemny dla ucha. Wszystkie opisywane ustawienia działają oczywiście w każdej aplikacji.

Dokanałowe słuchawki, dołączone do zestawu, wyglądają niepozornie i nie są sygnowane żadną znaną marką, niemniej grają bardzo dobrze i świetnie izolują dźwięki otoczenia. Jedynie średnie tony mogły być mocniej zaakcentowane, gdyż momentami ich niedostatek jest wyczuwalny. Warto również wspomnieć o dedykowanej aplikacji do odtwarzania muzyki. Jest ona ładna, funkcjonalna i napakowana opcjonalnymi bajerami w stylu migania diody LED w rytm muzyki.

LG G7 ThinQ

Aparat, czyli coraz węższy, szeroki kąt…

LG, wzorem dwóch poprzednich generacji, wyposażyło LG G7 ThinQ w podwójny aparat główny. Pierwszy, o rozdzielczości 16 MP, kącie 71°, OIS oraz optyce o jasności f/1,6 oraz drugi, szerokokątny o rozdzielczości 16 MPix, kącie 107° oraz jasności optyki na poziomie f/1,9. Całość uzupełnia pojedyncza, ale skuteczna dioda doświetlająca i hybrydowy AF.

LG G7 ThinQ

Wróćmy jednak do szerokiego kąta, gdyż ten z generacji na generację jest coraz… węższy. W LG G5 miał on 135 stopni, w G6 – już 125 stopni, zaś w LG G7 ThinQ tylko 107 stopni. Producent twierdzi, że jest to podyktowane chęcią redukcji zniekształceń i efektu rybiego oka. I choć cel ten udało się osiągnąć, to jest to w mojej ocenie błąd. W końcu, jeśli wybieramy szeroki kąt, by objąć daną scenerię na zdjęciu, to przede wszystkim oczekujemy, że aparat wywiąże się z tego zadania. Powstanie naturalnego efektu rybiego oka pozostaje na drugim planie.

Niemniej, pomimo węższego kąta obiektyw nadal jest bardzo użyteczny, jeśli chcemy zrobić zdjęcie większym obiektom, z relatywnie niewielkiej odległości. Jak jednak zdjęcia wypadają w praktyce? Odpowiedź brzmi – to zależy. Jeśli skorzystamy ze wsparcia algorytmów sztucznej inteligencji, czyli AI CAM, ujęcia w większości przypadków wyjdą przejaskrawione, o nienaturalnej stylistyce. Zdarzają się również artefakty. Polecam więc tę funkcję wyłączyć, no, chyba że chcemy się pośmiać z wyświetlanych na ekranie nazw rzekomo wykrytych scenerii i obiektów. Tu AI myli się zdecydowanie zbyt często.

Z wyłączonym AI CAM, i w dobrych warunkach oświetleniowych zdjęcia wychodzą bardzo dobrze. Kolory są prawidłowo oddane, spadku ostrości na brzegach kadru nie odnotowałem, a rozpiętość tonalna zachwyca, zwłaszcza po włączeniu HDR. Dotyczy to obydwu obiektywów. Dodatkowo w szerokokątnym, zgodnie z obietnicami producenta, znacząco zmniejszono zniekształcenia na bokach kadru. Niestety, prawdopodobnie w wyniku niedopracowanych algorytmów kompresji do JPG, zdjęcia w powiększeniu mają miękko wykończone krawędzie i mniej detali niż obiecuje obraz na podglądzie. Na szczęście, jest możliwość zapisywania zdjęć w formacie RAW.

 

Sytuacja komplikuje się wieczorem, gdyż czasami obok źródeł światła, będących w bocznej części kadru, powstają flary. Do tego LG G7 ThinQ nie radzi sobie z automatycznym ustawieniem jasności, sztucznie ją podbijając wyższym ISO, co wzmaga poziom szumów. Ponadto, powoduje to np. zlewanie się liter neonowych napisów i poświatę przy latarniach. Polecam wtedy korzystać z trybu profesjonalnego, który zawiera wszelkie możliwe opcje, łącznie z możliwością ustawienia czasu ekspozycji aż do 30 sekund. Jedynie wtedy jakość zdjęć jest zadowalająca. Do poziomu najlepszych fotosmatfonów LG G7 ThinQ zbliża się jednak tylko, jeśli na zdjęciu nie ma bezpośrednich źródeł światła. Królem nocnych ujęć nadal pozostaje Huawei P20 Pro i nie zmieni tego nawet „inteligentny” tryb super jasnego aparatu, poprawiający jasność kadru kosztem zmniejszenia rozdzielczości do 4 MPix.

LG G7 ThinQ nagrywa wideo maksymalnie w 4K przy 60 kl./s. Cyfrowa stabilizacja obrazu działa jednak tylko do 1080p przy 30 kl/s. Szkoda, ponieważ pozytywne efekty jej pracy widać gołym okiem. Pomijając to, detali na filmach jest dużo, barwy są odwzorowane naturalnie, a rozpiętość tonalna może zachwycić. Ponadto i tutaj oddano w nasze ręce tryb profesjonalny, w którym mamy podgląd nawet na bitrate nagrywanego filmu. Pełna profeska!

LG G7 ThinQ

Dodatkowo mamy możliwość nagrywania ująć w slow-motion, przy 240 kl./s w 720p. Wtedy jednak, nawet w świetnych warunkach oświetleniowych, odnosi się wrażenie, jakby film był w 480p, a nie 720p… Niemniej efekt robi, co ma robić.

Przednia kamerka ma matrycę 8 MPix z optyką o jasności f/1,9. Brakuje w niej AF, ale jest za to możliwość rozmywania tła oraz HDR. Jego włączenie wydobywa szczegóły z cieni, jednak zbytnio rozjaśnia kadr. W nocnych ujęciach nie ustrzeżemy się z kolei kolorowego szumu. W dobrych warunkach oświetleniowych przedni aparat cyka jednak ładne „selfiaki”, które bez wstydu można wrzucić nie tylko na portale społecznościowe.

Akumulator

Bateria o pojemności 3000 mAh ani nie zachwyca, ani nie zawodzi. Przy tej wielkości ekranu czasy na poziomie półtora dnia w cyklu mieszanym i jednym przy intensywnym użytkowaniu, są spodziewane. Oczywiście wyłączenie Always On Display wpłynie pozytywnie na czas pracy urządzenia. W razie potrzeby możemy ponadto skorzystać z któregoś trybu oszczędzania baterii.

Producent deklaruje wolniejsze niż u konkurencji „starzenie się” ogniwa dzięki algorytmom sztucznej inteligencji. Czy tak jest faktycznie – czas pokaże. LG G7 ThinQ obsługuje technologię szybkiego ładowania Quick Charge 3.0, a w zestawie znajdziemy odpowiednią ładowarkę (9,0V na 1,8 A lub 5,0 V na 1,8 A). Ładuje on ok. 45% baterii w ciągu pół godziny, a na pełne ogniwo przyjdzie nam poczekać ok.1,5 godziny. Jest również opcja ładowania bezprzewodowego. W tym przypadku stosowną ładowarkę będziemy musieli zdobyć we własnym zakresie.

Michał Nowakowski
Podziękowania dla Krzysztofa Malca oraz Anny Brzezickiej za udostępnienie LG G6 i LG V30 do porównania.

 

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Robert SłońKamil Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamil
Gość
Kamil

Ciekawy telefon. Szkoda tylko ze łatwo sie rysuje. Dobrze wiedzieć!

Robert Słoń
Gość

Mi także podoba się ten telefon – dość ciekawy design. Niestety pewnie nie będę miał okazji go wypróbować – ostatnio zakupiłem najnowszy model OnePlus i teraz go testuję 🙂 Pozdrawiam!

Michał Nowakowski

Michał Nowakowski

Z "Mobility" związany od lipca 2016 r. i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić. Absolwent Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, wcześniej przez kilka miesięcy współpracował w CD-Action. Telefony i mobilne technologie przenikają się w jego życiu od 1998 r., kiedy to w domu pojawiła się Nokia 3110. Do tego stopnia, że aktualnie pracuje na etat w autoryzowanym serwisie Samsunga, po godzinach testując sprzęty i pisząc artykuły do naszego pisma. W chwilach wolnych od elektroniki (nie ma ich zbyt wiele) grywa w snookera. Lubi też napić się dobrej whisky, oglądając m.in. "House of Cards".

Powiązane

HAMA Pipe – Moc dla każdego

Opublikowane przez - 13 listopada 2016 0
Power banki stały się nieodzowną częścią wyposażenia nie tylko kieszeni męskich kurtek lub spodni, ale także kobiecych torebek. Pojemne ogniwo…