Motorola moto g6 – test i recenzja. Seria moto g urosła i wypiękniała…

Seria moto g, łącząca przystępną cenę z cechami nawiązującymi do modeli flagowych, zawsze była jedną z wizytówek Motoroli. Miała swoich fanów, których przyciągało ciekawe wzornictwo, niezłe parametry użytkowe, sprawnie działający system, a wszystko to pozostawało w finansowym zasięgu użytkowników, którzy nie chcieli przepłacać za smartfony. W kwietniu miała miejsca światowa premiera już szóstej generacji moto g, a w maju smartfony trafiły do sprzedaży w Polsce. Zanosi się na kolejny przebój rynkowy? Tym razem może nie być  tak prosto, bo konkurencja też mocno obstawiła półkę smartfonów w cenie około tysiąca złotych.

Motorola wprowadziła do Polski trzy modele z nowej serii g: najtańszy moto g6 play za 799 zł, najdroższy g6 plus za 1299 zł oraz podstawowy g6 za 999 zł, który trafił do naszej redakcji na testy. Jest to wariant wypośrodkowany nie tylko cenowo, ale także pod względem wyposażenia i możliwości. Przyjrzyjmy mu się zatem.

Wygląd i jakość wykonania

W szóstej generacji moto g producent odszedł od stylistyki poprzedniej serii, w której do wykonania obudowy wykorzystano aluminium. Tym razem Motorola sięgnęła po kilkuwarstwowe szkło 3D, mocno wygięte na krawędziach. W górnej części tylnej klapki znajduje się charakterystyczny, okrągły moduł aparatu – dwa obiektywy oraz ułożony pod nimi dwutonowy flesz LED. Okalający całość pierścień ma poprzeczne nacięcia. Czy to czegoś nie przypomina…? Ależ owszem, to przecież wypisz-wymaluj moto x4, czyli zeszłoroczny model z równoległej linii smartfonów pozycjonowanych odrobinę wyżej niż moto g. To bardzo dobry wzorzec i nie nie można narzekać.

Testowany przez mnie egzemplarz moto g6 to wersja kolorystyczna Deep Indigo. Gdy na obudowę nie pada światło, wygląda to, jak ciemny granat, wpadający w czerń. Ładne, ale nie wywołuje wielkich emocji. Sytuacja zmienia się, gdy g6 rozbłyśnie w promieniach słońca. Pojawiają się ciekawe załamania w kształcie litery S i żywe odcienie niebieskiego.

Tak, teraz telefon zachwyca, aż szkoda, że trzeba go chować w dołączanym do zestawu silikonowym, półprzezroczystym etui. Rzeczywiście trzeba? Tylna pokrywa bardzo szybko pokrywa się odciskami palców, a z czasem też może się brzydko porysować. Etui może okazać się więc niezbędnym dodatkiem.

Inny wariant kolorystyczny to srebrny, a w sumie producent przygotował ich pięć, jednak tylko dwa wymienione trafiły na polski rynek.

Do ergonomii obudowy nie mam żadnych zastrzeżeń. Przyciski zasilania i głośności rozmieszczone są idealnie w tych miejscach, gdzie sięga kciuk osoby praworęcznej, a u leworęcznej – palec wskazujący. Płytka perfekcyjnie działającego czytnika linii papilarnych umieszczona została pod wyświetlaczem. Nie zawsze uda się ją łatwo dosięgnąć, ale po lekkim podciągnięciu obudowy nie powinno to sprawiać problemów. Gdyby jednak producent umieścił ją tam, gdzie logo M – a więc na tylnej ściance – wygoda obsługi byłaby znacznie większa.

Na górnej krawędzi obudowy znajduje się szufladką dwie na karty nanoSIM oraz osobno – kartę microSD. Nie jest to więc tak popularne i nie zawsze mile widziane złącze hybrydowe. Wyjście jack 3,5 mm umieszczone jest na samym dole, obok portu USB typu C.

Smartfon jest stosunkowo lekki (167 g), jak na swoje rozmiary, (167 g, 153,8 x 72,3 x 8,3 mm), wygodnie leży w dłoni, chociaż trzeba brać pod uwagę, że opływowe kształty w połączeniu ze szklanym tyłem mogą powodować w krytycznych sytuacjach, że telefon wypadnie z dłoni. Dla osób, którym się zdarzają takie przygody, będzie to kolejny powód, by nosić smartfon w silikonowym etui.

Producent zachwala, że hydrofobowa nanopowłoka opracowana przez firmę P2i chroni moto g6 od wewnątrz i od zewnątrz. Jest to rozwiązanie, które gwarantuje pewną odporność na zachlapanie czy wilgoć, ale niestety smartfon nie spełnia żadnej z norm IP, więc nad wodą lub podczas ulewy warto uważać.

Rozpoznawanie twarzy i inne

Poza standardową metodą odblokowania ekranu otrzymujemy także możliwość identyfikacji użytkownika za pomocą rozpoznawania twarzy. Można ją tak ustawić, by pojawiał się ekran blokady lub też, by był pomijany – wtedy uruchamia się ostatnio używana aplikacja lub główny pulpit, zależnie co było wyświetlone przed zablokowaniem. Rozpoznawanie twarzy działa niekiedy dość powoli, nie jest to proces, którego użytkownik nie zauważy, ale działa skutecznie nawet w ciemności. Co ważne, moto g6 nie da się oszukać i podkładanie zdjęcia przed aparat nie pozwoli na odblokowanie smartfonu.

Poza tą funkcją otrzymujemy jeszcze odblokowywanie dzięki funkcji Smart Lock. Tu do wyboru są dobrze znane „zaufane miejsc” i „zaufane urządzenia”, ale także nowsze opcje na przykład wykrywanie kontaktu z ciałem. Smartfon nie blokuje się, gdy użytkownik z niego korzysta, na przykład schowa g6 do kieszeni i się porusza. Inna opcja to Voice Match, która odblokowuje smartfon, gdy użytkownik wypowie „Ok, Google”.

Wyświetlacz

Motorola moto g6 wyposażona jest w ekran IPS o przekątnej 5,7″ i rozdzielczości Full HD+ (1080 x 2160), co daje gęstość 424 ppi. Producent używa na ten ekran określenia MaxVision, co się odnosi do modnych proporcji 18:9. Motorola nie ściga się jednak na minimalizację ramek – te z boku mają  standardowy rozmiar jak w wielu nowych smartfonach, jednak np. dolna ma już 1,5 cm, więc do małych nie należy. Na tle innych modeli o podobnych proporcjach wyświetlacz nie wygląda to bardzo nowocześnie, ale też z drugiej strony nie razi jakoś szczególnie.

Warto przy tym zwrócić uwagę na gigantyczny skok rozdzielczości – zeszłoroczna Motorola moto g5 miała ekran 5 cali, teraz otrzymujemy aż 0,7 cala więcej. To sprawia, że miejsce serii moto g na smartfonowej mapie wyraźnie się  zmieniło – wcześniej to były urządzenia skierowane do zwolenników tradycyjnych rozmiarów, teraz producent chce zjednać tych, dla których większa przekątna ma znaczenie.

Wyświetlacz chroni szkło Gorilla Glass niezbyt nowej, trzeciej generacji. To jedno z tych ustępstw na rzecz ceny. Podczas testów udało mi się jednak nie porysować ekranu, co nie jest w moim przypadku rzeczą oczywistą.

Kolory ekranu są ładne, naturalne, biel czysta, chociaż o wyraźnie zimnej tonacji, przyzwoicie też wypada czerń. Czytelność w pełnym słońcu nie jest najlepsza, ale poziom luminancji bieli wynoszący około 460 cd/m2 pozwala dostrzec, co znajduje się na ekranie, bez szukania cienia.

Dolną część ekranu zajmują standardowe dla Androida przyciski ekranowe, które można jednak wyłączyć. Wtedy obsługę smartfonu zapewni płytka czytnika linii papilarnych. Funkcję tę producent stosuje już od dłuższego czasu i być może przywiązanie do niej tłumaczy umiejscowienie czytnika pod ekranem, a nie z tyłu obudowy.

Procesor i pamięć

Motorola g6 pracuje pod kontrolą układu Snapdragon 450 (1,8 GHz, GPU Adreno 506 o taktowaniu 600 MHz), czyli jednego z nowszych modeli (ale nie najnowszego) z najniższej, niskopółkowej linii procesorów Qualcomma. Dla przypomnienia – w g5 zastosowano Snapdragona 430. Po raz kolejny można wyrazić zdziwienie, że Motorola nie wykorzystała układu z wyższej linii 6xx, ale tak jest „od zawsze” w linii moto g i w praktyce nie ma to wielkiego znaczenia.

Wspierany przez 3 GB RAM procesor spisuje się bez zarzutu, wszystkie aplikacje pracują bez przycięć, nie mówiąc już o płynnie działającym systemie. Ten jednak został tak zoptymalizowany, że niekiedy zbyt szybko zamyka aplikacje działające w tle. Nie jest to raczej efekt nadmiernego obciążenia RAM-u – do takiej sytuacji dochodzi np. po uruchomieniu 3 – 4 aplikacji w rodzaju Endomondo czy Spotify. Najprawdopodobniej wiąże się to z zarządzaniem  baterią.

W przypadku gier również możemy liczyć na całkiem dobrą zabawę, chociaż oczywiście w przypadku bardziej wymagających tytułów 3D płynne przetwarzanie animacji osiągniemy po obniżeniu detali.

W benchmarkach syntetycznych moto g6 nie wypada oczywiście zbyt imponująco. W AnTuTu 7 smartfon uzyskał wynik około 70 tys. punktów. W 3DMark Sling Shot Extreme zdobył zaledwie 443 punkty, w 3D Mark Vulkan – 388, czyli zdecydowanie poniżej smartfonów określanych jako szybkie. Z kolei w teście Geekbench 4 telefon Motoroli uzyskał 756 (single) i 3955 (multi).

Mimo mało spektakularnych wyników smartfon działa na tyle sprawnie, że jego docelowy odbiorca, czyli użytkownik bez nadmiernie wygórowanych oczekiwań nie będzie miał zastrzeżeń. A to chyba w tym wszystkim najważniejsze – tak samo, jak niska cena smartfonu.

Wewnętrzna pamięć ma 32 GB (realnie ok. 25 GB), a osiągane przez nią szybkości to standard dla tej klasy sprzętu. W pomiarze ciągłego odczytu moto g6 osiąga prędkość ok. 260 MB/s.

Komunikacja

Modem X9 będący integralną częścią układu Snapdragon 450 zapewnia łączność LTE kat. 7 o maksymalnej prędkości pobierania do 300 Mbps. Podczas testów smartfon osiągał średnio 40-50 Mbps, co jest niezłym wynikiem, ale dość odległym od tego, co osiągają w tych samych punktach kontrolnych smartfony wyższej klasy. Niezależnie od wyników Motorola moto g6 spisywała się doskonale w różnych warunkach, zarówno w LTE, jak i w 3G. Dobrze trzymała sieć nawet w miejscach bardzo słabo zurbanizowanych i o kiepskim pokryciu przekaźnikami.

W domu łączność zapewni Wi-Fi a/b/g/n w pasmach 2,4 GHz i 5 GHz. W standardowych testach w sieci 5 GHz 120 Mbps w pierwszym punkcie kontrolnym – metr o routera – smartfon osiąga około 104 – 105 Mbps, a więc minimalnie gorzej niż flagowce. Za to w drugim punkcie kontrolnym, kilka metrów dalej, za dwoma ścianami, utrzymywał niezłe 98 Mbps, a więc lepiej sobie radził niż większa część smartfonów z tej półki cenowej.

Łączność z akcesoriami zapewnia Bluetooth 4.2 wspierany przez NFC. Moduły nie sprawiały żadnych problemów, błyskawicznie parując się ze słuchawkami czy głośnikami.

Wymianę danych z komputerem i szybkie ładowanie zapewnia port USB C działa w standardzie 2.0. Jak zawsze w układach Qualcomma funkcje lokalizacyjne i nawigacja działają niezwykle precyzyjnie i nawet między budynkami czy w lesie moto g6 zapewniała dokładną orientację w terenie.

System

Motorola g6 pracuje pod kontrolą prawie czystego Androida 8.0. Prawie, bo otrzymujemy także tradycyjne dodatki Moto oraz nie dla wszystkich przydatne aplikacje Outlook i LinkedIn. Na szczęście można je odinstalować.

Dodatki Moto to rozszerzenia dobrze już znane z innych modeli Motoroli, ale też wciąż rozwijane. Najbardziej rzucający się w oczy to Wyświetlacz Moto, czyli okrągły zegar i powiadomienia pojawiające się na wygaszonym ekranie. Jedną z nowszych funkcji jest też automatyczny tryb nocny, ograniczający światło niebieskie wyświetlacza. Inna ciekawa funkcja to Uważny ekran, czyli pozostawienie włączonego ekranu, gdy użytkownik na niego patrzy.

Wśród dodatków Moto nie mogło oczywiście zabraknąć gestów ułatwiających obsługę smartfonu, jak np. włączenie trybu „nie przeszkadzać” po odwróceniu telefonu czy włączenie dzwonka po podniesieniu urządzenia. A jeżeli komuś żal czarnego paska na dole ekranu, gdzie znajdują się przyciski Androida, może je zamienić na gesty czytnika linii papilarnych, który całkowicie je zastępuje.

Kolejny z dodatków – Moto Key – ułatwia logowanie się do aplikacji Windows i stron internetowych za pomocą czytnika linii papilarnych.
Jest też opcja „Polecenia głosowe Moto”, która pozwala obsługiwać smartfon głosem, niestety nie ma języka polskiego.

Motorolowy Android działa sprawnie i płynnie. Pomijając niekiedy zbyt szybkie zamykanie aplikacji, wszystko spisuje się bez zarzutu.

Muzyka

Motorola moto g6 ma tylko jeden głośnik, który służy zarówno do rozmów głosowych, jak i obsługi multimediów. Jego jakość jest zaskakująco dobra – gra głośno, bez przesterowań, ma całkiem szerokie pasmo przenoszenia (oceniając na słuch), a swe słabości ujawnia dopiero w utworach z mocno eksponowanym basem. Ech, gdyby ten głośnik miał jeszcze do pomocy drugi taki sam, efekt byłby rewelacyjny, a tak pozostaje uczucie niedosytu…

W zestawie nie ma słuchawek, ale za to producent wraz z operatorami stworzył promocję, w której można dostać moto g6 wraz z solidnymi nagłownymi słuchawkami Motorola Pulse Escape, które normalnie kosztują 169 zł. Warto rozejrzeć się za takim zestawem. Co prawda słuchawki grają na takim poziomie, ile kosztują – nie należy oczekiwać brzmienia dla audiofili. Nieco za bardzo ciążą w nich niskie tony. Basów nie czuć jako wibracji wewnątrz głowy, ale za to mało subtelnie uderzają prosto w uszy, co akurat może być efektem ukształtowania muszli. Niemniej zważywszy na cenę, nawet pełna poza promocją, spisują się całkiem przyzwoicie. Co ciekawe w połączeniu z moto g6 słuchawki lepiej grają przez Bluetooth niż przez kabelek – smartfon ma nieco za niski poziom dźwięku na wyjściu jack.

Niezależnie od wybranych słuchawek moto g6 pozwala na korekcję dźwięku za pomocą oprogramowania Dolby Audio, gdzie dostępne są profile dla muzyki, filmów, gier czy mowy, można też utworzyć własne profile i wszystkie modyfikować za pomocą korektorów (graficznego i inteligentnego). W sumie jakością muzyki moto g6 nadmiernie nie rozpieszcza, nawet po podłączeniu lepszych słuchawek, ale do słuchania w autobusie, pociągu albo biegania smartfon pod tym względem spisze się bez zarzutu.

Aparat

Na tylnej ściance moto g6 znajdziemy dwa aparaty – główny o rozdzielczości 12 Mpix (4:3) z przysłoną f/1,8 oraz wspierający go aparat 5 Mpix z obiektywem szerokokątnym.

Po włączeniu aplikacji aparatu w oczy rzuca się tajemnicza ikonka w kształcie trójwymiarowej kostki. Po jej kliknięciu włącza się funkcja rozpoznawania obiektów i zabytków. Przez chwilę w wizjerze widać podgląd uchwyconego obrazu, a po chwili pojawia się tekstowa informacja wraz z odnośnikami do powiązanych stron internetowych. Skuteczność jest nieco dyskusyjna. Aparat bez błędu rozpozna zwykłe przedmioty codziennego zastosowania czy zwierzęta, chociaż myli się w pewnych niuansach, jak rasa psa (uparcie twierdzi, że buldog to szczeniak owczarka niemieckiego). Często też wyniki analizy są dość ogólne – np. „zegarek sportowy”, chociaż na kopercie badanego zegarka wyraźnie widoczna jest nazwa producenta. Przed włączeniem funkcji rozpoznawania zabytków, trzeba pobrać z internetu specjalną bazę danych i tu skuteczność też nie jest stuprocentowa. W sumie jednak to ciekawa funkcja, która niekiedy może się przydać podczas podróży w nieznane miejsca.

 

Aplikacja aparatu, w porównaniu do starszych moto, została rozbudowana jeszcze o inne funkcje. Poza standardowym trybem robienia zdjęć i nagrywania wideo znajdziemy wybór trybów dodatkowych, które korzystają z połączonych sił dwóch aparatów. Pierwszy z nich to tryb portretu, który rozmywa tło za fotografowaną osobą. Kolejna to wycinek zdjęcia – można zamienić tło fotografowanego obiektu, np. przedmiotu, zwierzęcia albo osoby. Jak to działa? Można np. zrobić zdjęcie koleżanki siedzącej w pracy przy biurku, a następnie przejść do galerii i korzystając z funkcji edycji dodać nowe tło, pochodzące z innego zdjęcia, ot, chociażby plażę z palmami. Po chwili edytor połączy fotki i jeżeli kadr będzie prawidłowo dobrany, efekt może okazać się zaskakujący a złudzenie bardzo sugestywne. Oczywiście uważne oko dostrzeże nierówności na linii cięcia, ale nikt chyba nie oczekuje profesjonalnego fotomontażu w smartfonie – to tylko zabawa.

 

Kolejna funkcja wykorzystująca dwa aparaty to kolor spotowy – wystarczy zaznaczyć podczas robienia jakiś kolorowy obiekt, wybrać suwakiem intensywność filtra i wyszarzyć wszystko inne. To pozwoli na przykład na wykonanie efektownej fotki czerwonego samochodu na tle całkiem szarej, jakby sfotografowanej w trybie czarno-białym ulicy.

W menu aparatu znajdziemy także dwie bardziej oczywiste funkcje – panoramę i skaner tekstu, a także filtry twarzy, czyli znane już z poprzednich modeli moto zabawne, wirtualne maski na twarz np. kocie uszy czy duże okulary.

Z kolei w bocznym menu wizjera, gdzie można szybko się dostać, znajdziemy tryb HDR, opcję aktywnych zdjęć oraz co ważne – tryb manualny. Po jego uaktywnieniu otrzymamy możliwość ręcznego ustawienia ostrości, balansu bieli, czasu naświetlania, czułości i ekspozycji.

Zdjęcia robione moto g6 wychodzą bardzo ładnie. Kolory są naturalne (nie licząc trybu HDR), szczegółowość zadowalająca, szumy niewysoki, problematyczna jest czasami nadmierna ekspozycja. Jasny obiekty sprawia, że niektóre obiekty w kadrze są nieco zbyt naświetlone, co na zdjęciach sprawia wrażenie lekkiego rozmycia. Często pomaga na to tryb HDR, stąd też aparat bardzo często samoczynnie włącza tę funkcję.

Niestety, w trybie HDR zdjęcia wychodzą trochę zbyt nasycone – od razu rzuca się w oczy, że to HDR. Błękit nieba wpada w turkusowy odcień, a trawa nabiera odcieniu radioaktywnego. Jeżeli ktoś chce robić zdjęcia celowo poddawane filtrom, np. puszczać je później na Instagram, to HDR się sprawdzi, jednak w innych przypadkach lepiej go całkowicie wyłączyć.

Problemy z ekspozycją w moto g6 – w zależności od wyboru punktu skupienia ostrości zdjęcie wychodzi albo miejscami zbyt jasne i rozmyte…
… albo zbyt ciemne, chociaż górna cześć zdjęcia bardziej odpowiada rzeczywistym warunkom.

Trochę rozczarowują zdjęcia robione w nocy. Wysoka jasność obiektywu jest oczywiście atutem i w wizjerze świetnie widać nawet ciemne miejsca. Jednak wykonanie dobrej fotografii wiąże się z dwoma utrudnieniami. Po pierwsze zdjęcia często są nieostre lub przynajmniej lekko rozmyte. Z ręki trudno zrobić wyraźne zdjęcie. Po podparciu smartfonu, nawet na jakimś murku czy ławce, a także po dobraniu ręcznych ustawień, efekty już będą znacznie lepsze, ale wtedy pojawi się problem numer dwa – szumy. Zrobienie przyzwoitego zdjęcia nocnego jest możliwe, ale wymaga to nakładu czasu, więc nie jest to dobry aparat dla tych, którzy chcą często i szybko łapać ulotne chwile.

Podsumowując – jak na ten pułap cenowy duet aparatów w moto g6 radzi sobie całkiem fajnie. Jasny obiektyw to atut, chociaż nie do końca wykorzystany, ale przy odrobinie zachodu uda nam się osiągnąć przyzwoite efekty. Mankamenty aparatu nadrabiane są przez tryb HDR, ale ten z kolei powoduje nowe…

 

Przedni aparat ma rozdzielczość 8 Mpix (4:3) i przysłonę f/2,2. Do wyboru poza zwykłym selfie jest selfie grupowe oraz filtry twarzy, czyli naklejki. Jakość zdjęć jest wystarczająca do tego, by dobrze wypaść w serwisach społecznościowych, chociaż na szczególnie dobre efekty nie należy liczyć.

Kamera głównego aparatu pozwala na zapis w maksymalnej rozdzielczości Full HD przy 60 kl./s. Opcji do wyboru zbyt wiele nie ma – można włączyć elektroniczną stabilizację i stałe doświetlenie diodowe. Filmy wychodzą przyzwoicie, chociaż nawet wybór (domyślnie włączonej zresztą) stabilizacji nie rozwiąże problemu drgań obrazu. Przełączając się na dodatkowe opcje, możemy nakręcić film poklatkowy lub film w zwolnionym tempie. Filtry twarzy? Też są.

Czas pracy

Moto g6 zasila akumulator o pojemności 3000 mAh. Po pełnym naładowaniu można liczyć na cały dzień pracy, ale nie więcej. Gdy smartfon jest używany do podstawowych zastosowań, jak połączenia głosowe, odbieranie poczty, okazjonalne przeglądanie serwisów społecznościowych itd. – wtedy bateria zdaje się trzymać stosunkowo długo. Wystarczy jednak korzystać ze smartfonu bardziej intensywnie (nawigacja, gry, wideo), a niestety wskaźnik naładowania szybko maleje. W teście nieustannego przeglądania stron internetowych przez Wi-Fi przy 100% jasności ekranu moto g6 rozładowuje się po 7 godzinach (430 minutach), podobny wynik smartfon osiąga w teście odtwarzania wideo (416 minut). Nie są to oczywiście bardzo złe wyniki, ale też nie pozwalają na zbyt dalekosiężne plany, jeżeli pod ręką nie ma ładowarki.

Gdy jednak ładowarka jest, braki w energii można błyskawicznie uzupełnić dzięki szybkiemu ładowaniu TurboPower (5V / 3A, 9 V / 1,6 A, 12 V / 1,2 A). Wystarczy około 20 minut, by bateria odzyskała 1/3 stanu naładowania, po 40 minutach jest już blisko 60%. Naładowanie do pełna zajmuję nieco ponad 1,5 godziny.

Mieszko Zagańczyk

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane