MyKronoz ZeTime – przetestowaliśmy hybrydowy smartwatch z Kickstartera

Na początku 2017 roku szwajcarska marka MyKronoz uruchomiła w serwisie Kickstarter zbiórkę środków na powstanie hybrydy łączącej funkcjonalność smartwatcha i wygody klasycznego zegarka. Akcja zakończyła się wielkim sukcesem, a pod koniec października do testerów i recenzentów trafiły pierwsze modele. Muszę przyznać, że wszelkie zgłaszane sugestie i problemy szybko były uwzględniane w aktualizacjach, a w połowie grudnia finalny, już całkiem dopracowany produkt trafił do pierwszych klientów. Czym mnie ujął model ZeTime i komu mogę go polecić?

„Ma pan smartwatch? Ja jakoś nie potrafię się przekonać. Ten wyświetlacz to nie ma duszy” – takie słowa mogą często usłyszeć użytkownicy smartzegarków. ZeTime jest inny. Siedziba marki MyKronoz mieści się Genewie w Szwajcarii i chociaż na kopercie wyraźnie wybito informację o tym, że zegarek wyprodukowano w Chinach, to rasowość testowanego modelu widać w wielu aspektach.

Jak wygląda?

Koperta wykonana ze stali nierdzewnej jest dostępna w dwóch rozmiarach: Regular oraz Petite, odpowiednio o szerokości 44 mm oraz 39 mm, do której pasują klasyczne paski 22 mm i 18 mm. W ten sposób ZeTime nie tylko będzie pasował idealnie na drobne damskie nadgarstki, ale też umożliwi wpięcie dowolnego innego paska, który nam się podoba. Koperta jest dostępna w kilku kolorach: czarnym, srebrnym, tytanowym, różowozłotym oraz żółtozłotym.

 

Powstały trzy warianty opisywanego smartwatcha różniące się jedynie rodzajem paska. Poza klasyczną jest jeszcze edycja Premium, z paskiem skórzanym, oraz Elite na bransolecie. Do testów otrzymałem model ZeTime Premium Regular z kopertą w kolorze tytanowym i skórzanym paskiem Carbon. Rozmiary Regular oraz Petite mają niemalże taką samą grubość – 12,8 mm i 12,6 mm, ale różnica w wadze jest już bardziej odczuwalna – 90 i 80 g. Różni je oczywiście rozmiar ekranu: 1,22” oraz 1,05”. Rozdzielczość wyświetlacza jest identyczna dla każdej wersji i wynosi 240 x 240 pikseli. Ostatnia różnica dotyczy wbudowanego akumulatora litowo-jonowego. W modelu Regular ma on pojemność 200 mAh, w mniejszym, Petite, uszczuplono go o 20 mAh. Obudowa jest w pełni wodoodporna i to w dodatku aż do ciśnienia 5ATM, co daje ok. 50 m głębokości. Chlor i słona woda nie są sprzymierzeńcami, ale nie ma obawy, że ulewa lub mycie rąk zagrożą naszemu zegarkowi.

 

Szwajcarski rodowód jest widoczny również w szafirowym szkiełku chroniącym wierzch zegarka. Doceni je każdy, kto na widok szpecących odcisków palców dostaje białej gorączki. Wystarczy dosłownie jedno przetarcie skrawkiem materiału, by przywrócić idealną gładkość i przejrzystość. Co ważne, zastosowane szkiełko w żaden sposób nie zmniejsza czułości panelu dotykowego, a także nie powoduje załamań światła. Opisywany model docenią minimaliści, ponieważ na obudowie nie ma żadnych napisów, oznaczeń, a jedyne, logo producenta, umiejscowiono na brzegu koronki i sprzączce. Przy wygaszonym ekranie, gdy na czarnym tle są widoczne jedynie srebrne wskazówki, całość wygląda naprawdę dyskretnie i elegancko.

Jedynie opakowanie burzy dotychczas opisany obraz premium. ZeTime jest sprzedawany w okrągłej przezroczystej tubie, a w skład wyposażenia wchodzą jedynie ładowarka indukcyjna oraz instrukcja obsługi.

W tej klasie zegarka jest to chyba zbyt młodzieżowo potraktowane opakowanie. Płaskie, składane pudełeczko wyglądałoby bardziej stosownie, a jednocześnie mogłoby rozwiązać problem opakowania prezentowego.

MyKronoz ZeTime ma jedynie dwie wskazówki, na próżno szukać sekundowej. Po prawej stronie umieszczono trzy przyciski, z czego koronka jest obrotowa i można za jej pomocą szybko się przemieszczać pomiędzy funkcjami lub powiadomieniami. Na spodzie znajdziemy jedynie czujnik pulsu.

Górny przycisk służy do wybudzania/gaszenia wyświetlacza oraz do szybkiego powrotu do ekranu głównego z dowolnego miejsca. Dolny przycisk cofa o jeden poziom, a jego dłuższe wciśnięcie włącza lub wyłącza funkcję smartwatcha (klasyczne wskazówki nadal działają). Koronka, poza wspomnianym szybkim wyborem, służy również do włączania wyświetlacza w trybie nocnym.

Parowanie i możliwości

Model ZeTime sparujemy z Adroidem 5.0+ oraz iOS 8+ obsługującymi standard Bluetooth 4.0 BLE. Aplikacja ZeTime w chwili pisania artykułu w niczym nie przypomina tej, którą zainstalowałem po otrzymaniu smartwatcha. Przede wszystkim program może już samodzielnie pracować w tle i nie musimy się obawiać, że przypadkowe jego zamknięcie odetnie nas od powiadomień. Notyfikacje przychodzą błyskawicznie, nie ma żadnych opóźnień, a sama aplikacja niemalże zupełnie nie wpływa na zużycie akumulatora. Z poziomu aplikacji mamy dostęp do wszystkich ustawień zegarka, a także do danych o aktywności. Wybrane nasze dokonania możemy też udostępnić wraz ze zdjęciem dokumentującym trening lub wycieczkę.

ZeTime nie ma wbudowanego odbiornika GPS, zatem zliczane dane o przebytym dystansie są czysto teoretyczne. W czasie testowych spacerów zakładałem dodatkowo zegarek sportowy z GPS, by porównać wyniki. Te z MyKronoza nie odbiegały w sposób istotny. Algorytmy zastosowano dobre, ale jako profesjonalny i rzetelny asystent ćwiczeń ZeTime się nie sprawdzi.

Czujnik pulsu dokładnością nie odbiega od innych tego typu konstrukcji zakładanych na rękę. Nie jest to medyczna dokładność, ale muszę przyznać, że pomiary dokonywane w tym samym czasie profesjonalnym zestawem medycznym dawały wyniki zbliżone. Wyniki pomiarów pulsu są równe, nie ma nagłych skoków. Czas minimalny pomiędzy kolejnymi automatycznymi pomiarami to 5 min i, niestety, ZeTime zlicza odczyty nawet wtedy, gdy nie jest założony na ręce. O ile możemy wyciszyć powiadomienia po odłożeniu wieczorem zegarka, o tyle pomiary pulsu będą przez całą noc zliczane. Pamięć wewnętrzna pozwala na przechowanie aktywności z ostatnich dziesięciu dni.

Dużo wygodniej niż przyciskami na kopercie wszystkimi funkcjami operuje się na dotykowym wyświetlaczu. Ściągnięcie ekranu w dół przenosi do pulpitu skrótów: jasność podświetlenia, stan naładowania akumulatora, stan połączenia ze smartfonem, pogoda, puls oraz preferencje dźwięku i wibracji.

Z panelu skrótów możemy też łatwo namierzyć nasz telefon. Przeciągnięcie ekranu w dół otwiera listę ostatnich powiadomień, przy czym ZeTime zapamiętuje je wszystkie, nawet te, które już odczytaliśmy, dopóki ich ręcznie nie wyzerujemy. W wypadku Androida na wiadomości możemy odpowiedzieć za pomocą gotowych szablonów bezpośrednio z poziomu ekranu smartwatcha.

Przeciągnięcie ekranu w lewo otwiera panel aktywności: dystans, spalone kalorie, czas aktywności i liczba kroków. Ekran prawy to już pełne centrum dowodzenia. Tu znajdują się wszystkie dostępne funkcje, kalendarz, stoper, sterowanie odtwarzaczem muzyki (iTunes, Muzyka Play, Deezer, Spotify), zdalny spust migawki, informacje o śledzeniu snu. Podczas korzystania z ekranu dotykowego lub wyświetlania wiadomości i powiadomień wskazówki automatycznie ustawiają się poziomo, by jak najmniej przeszkadzać.

Ważną rzecz trzeba podkreślić, mówiąc o powiadomieniach. Nie wszystkie są sygnalizowane przez zegarek. Oczywiście z tymi pochodzącymi z najpopularniejszych aplikacji nie ma najmniejszego problemu, jednak informacje z Samsung Health nie były sygnalizowane. Podobnie jak alerty aplikacji Kanarek. Innych niekompatybilnych programów nie zauważyłem.

Czas pracy

To największe zaskoczenie tego modelu. MyKronoz ZeTime, w trybie smartwatcha wytrzymuje średnio 6–7 dni ciągłej pracy, połączony ze smartfonem, zliczający puls co 5 min, z ustawionym na maksimum poziomem jasności. Jak to możliwe? Domyślnie jest wyłączony gest wybudzania wyświetlacza ruchem ręki. W tym modelu, przy takiej konstrukcji i obecności klasycznych wskazówek jest to zwyczajnie niepotrzebne. Oczywiście można wspomnianą funkcję aktywować, a wtedy czas pracy spada do ok. trzech dni. Co najważniejsze, po wyłączeniu wszystkich smartfunkcji ZeTime w klasycznym trybie wskazówkowym będzie nadal działał przez około miesiąc. Zdarzało mi się wcześniej, że zapomniałem naładować smartwatch i w pewnym momencie w ciągu dnia stawał się on jedynie niefunkcjonalną ozdobą. Z testowanym modelem ZeTime nam to nie grozi. Naładowanie do pełna zajmuje około półtorej godziny, więc awaryjnie, gdy wieczorem zapomnimy naładować akumulator, rano przed wyjściem z domu zdążymy naładować go na tyle, by cały dzień przetrwać.

MyKronoz ZeTime w zależności od rodzaju paska, z jakim go zakupimy, jest dostępny za kwoty w przedziale 749–899 zł.

Tomasz Stokłosa

WERDYKT

MyKronoz ZeTime to innowacyjna hybryda na rynku smartwatchy. Niesamowity minimalizm zegarka oraz dostęp do smartfunkcji bez pozbywania się oczywistych dobrodziejstw tradycyjnych wskazówek to z pewnością czynniki, które przekonają wielu zainteresowanych. Stalowa koperta, szafirowe szkiełko, eleganckie i bardzo dobre jakościowo paski i imponujący czas pracy na pojedynczym ładowaniu to coś, czego dotychczas na próżno było szukać w dostępnych smartwatchach. MyKronoz przetarł szlak i zrobił pierwszy krok, pokazując, że hybrydy mogą się przyjąć. To dyskretny, elegancki i naprawdę ciekawy twór szwajcarskiego designu.

WADY

  • Brak modułu GPS
  • Czujnik pulsu zliczający pomiary nawet wtedy, gdy nie używamy smartwatcha
  • Nie wszystkie powiadomienia są przekazywane

ZALETY

  • Materiały znane z tradycyjnych zegarków
  • Szafirowe szkiełko
  • Dwie wielkości koperty, wybór kolorów i rodzaje pasków
  • Ponadprzeciętny czas pracy w trybie smart
  • Dalsza praca w trybie wskazówkowym po wyłączeniu funkcji smart

MyKronoz ZeTime

  • Wymiary – Regular: 44 x 12,8 mm, Petite: 39 x 12,6 mm
  • Waga – Regular: 90 g, Petite: 80g
  • Materiały – stal nierdzewna, szkło szafirowe
  • Łączność – Bluetooth BLE 4.2
  • Czas pracy na baterii – do 30 dni (tryb zwykłego zegarka), do trzech dni (tryb smartwatch)
  • Kolorowy ekran dotykowy TFT, wersja Regular: przekątna 1,22 cala, 240 x 240, wersja Petite: przekątna 1,05 cala, 240 x 240
  • Optyczny czujnik pulsu
  • Wodoodporność – 5 ATM

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Tomasz Stokłosa

Tomasz Stokłosa

Piechur, entuzjasta górskich wędrówek. Gadżeciarz-zbieracz i pedant-minimalista jednocześnie. Amator mobilnej fotografii wychodzący z założenia, że "nie jest ważne jaki masz sprzęt, tylko co potrafisz z nim zrobić, a najlepszy aparat fotograficzny to ten, który masz przy sobie".

Powiązane