Nissan e-NV200 Evalia, test i recenzja – Elektryczny van do jazdy po mieście

Przyjęło się, że elektryki to małe samochody miejskie. I tak właśnie było na początku, obecnie to już tylko pół prawdy. Samochody z napędem elektrycznym nie muszą być tylko małe, większe też się sprawdzają, ale w dalszym ciągu pozostają samochodami głównie do miast. Zatem proszę uprzejmie – oto Nissan e-NV200 Evalia.

Osoba, która co nieco interesuje się motoryzacją, albo wpisze katalogową nazwę modelu może zwrócić uwagę, że NV200 to nie nowość. Rzeczywiście – oryginalna konstrukcja jako taka pamięta 2009 rok. Jednak w nazwie modelu jest istotna zmiana, czyli dodane „e”, czyli elektryczny silnik. Plus „evalia” jako wyróżnik, tutaj konkretnie wersji osobowej. Oczywiście nadwozie przeszło lifting w stosunku do wersji oryginalnej, podobnie jak pulpit kierowcy i zegary, które nie tylko dostosowano do wymogów pojazdu z napędem elektrycznym, ale i do designu dzisiejszych czasów.

Jak każdy samochód z tej kategorii, tak i e-NV200 jest dostępna w kilku wersjach w zależności od tego, do czego będzie służyła. Nasz konkrety testowy model był „prawie minibusem”, pojazdem dla naprawdę dużej rodziny. Jednoprzestrzenny, a po rozłożeniu wszystkich siedzeń mogło nim podróżować 7 osób w 3 rzędach jednocześnie. W wersji dostawczej przestrzeń kierowcy i jego pasażera jest na stałe oddzielona od „paki”, a zaglądać można do niej przez otwierane okienko.

Pierwsze wrażenie

Jest takie powiedzenie, że można przejść drogę z nieba do piekła, albo w odwrotnym kierunku. W przypadku Evalii zadziałała wersja numer 2. Koła wydawały się dziwnie małe i w ogóle był jakiś przeciętny. Złe wrażenie minęło po rozpoczęciu jazdy. Wygodne fotele, dużo miejsca, ergonomicznie rozmieszczone przyciski w zasięgu ręki. I nie tylko ręki, zdarzyło mi się włączyć asystenta pasa ruchu … kolanem. Oczywiście niechcący.

Do tego dochodzi siedzenie wysoko w porównaniu z osobówkami, dzięki temu widoczność jest dużo lepsza. Przekłada się to na brak przedniej kamerki, która nie jest już aż tak potrzebna. Tylną, która ułatwia jazdę i parkowanie tyłem w Evalii, zachowano. W NV200 i jego elektrycznej wersji liczy się przede wszystkim pojemność użytkowa. W Evalii przy rozłożonych 5 siedzeniach pojemność bagażnika to ponad 2 tys. litrów, a 7 siedzeniach 870 litrów. Z kolei w wersji dostawczej pojemność bagażnika (bardziej wiarygodnie zabrzmi strefy bagażowej) wzrasta do blisko 3 tys. litrów. Pojazd skonstruowano tak, że nawet w momencie, gdy rozłożone są tylne siedzenia płaskie, bagaże mogły się zmieścić pod nimi.

Podobnie jak w przypadku nowych samochodów wielu marek, tak i Nissan e-NV200 Evalia to samochód dla osób niepalących. Świadczą o tym nie tylko stosowna naklejka umieszczona w widocznym miejscu i brak klasycznej popielniczki samochodowej, ale także brak zapalniczki. Przez chwilę wydawało mi się, że w tym miejscu jest zwyczajna zaślepka, ale taka zwyczajna to ona nie jest.

W sytuacji, gdy ruszymy, a kierowca, albo pasażer (albo jeden i drugi) mają niezapięty pas, zostaniemy o tym poinformowani sygnałem dźwiękowym, oraz świecącą się diodą właśnie na „zaślepce” (niezależnie od takiego samego sygnału na desce rozdzielczej).

Prowadzenie i manewrowanie

Kilka słów już zostało napisane przed chwilą – kierowca siedzi wysoko w porównaniu z innymi współuczestnikami ruchu, przez co widoczność ma znacznie lepszą, niż w standardowym samochodzie osobowym. O tym, że e-NV200 to nowość świadczy zainstalowany system Nissan Mobility Intelligent, może bez opcji e-Pedal, ale aktywny tempomat jest (to ten od włączania go kolanem).

Testowany egzemplarz miał automatyczną skrzynię biegów, przez co jednostajny dźwięk, jaki Evalia wydawała z siebie przy rozpędzaniu, brzmiał  jak startującego samolotu. I tu kolejny raz uczulam – elektrycznego silnika nie słychać nie tylko w środku, ale i na zewnątrz, przez co kierowca jest narażony dużo bardziej na wtargnięcia pieszych przed maskę. Nie tylko tych „nieśmiertelnych”, którzy uważają, że pieszy ma zawsze pierwszeństwo czy „smartphone zombies” wiecznie wpatrzonych w swoje ukochane urządzenie i często w słuchawkach na uszach. Dotyczy także tych zamyślonych albo roztargnionych, którzy nie słysząc za sobą dźwięku silnika, nie obejrzą się, bo będą przekonani, że nic nie jedzie. Kierowca musi to brać pod uwagę i zachować wyjątkową czujność. Problem zrobił się na tyle poważny, że zajęła się nim Unia Europejska (więcej w ramce pod tekstem).

Podobnie jak w innych nowych modelach Nissana zainstalowano system Auto, który po uruchomieniu silnika włącza światła w trybie do jazdy dziennej, a po zmroku, lub wjeździe np. do tunelu włącza światła drogowe. Podobnie rzecz się ma z przednimi wycieraczkami. Evalia ma zamontowaną wycieraczkę na tylnej szybie, ale nawet w trakcie obfitych opadów nie ma potrzeby jej używania.

W trakcie parkowania dużo więcej niż w pełni zautomatyzowanych pojazdach zależy od umiejętności kierowcy. Tylna kamerka jest, ale czasem potrafi „oszukiwać”. Dokładnie samochód, do którego się dostawiamy, albo duży przedmiot za nami w rzeczywistości bywa znacznie bliżej, niż widzimy to na ekranie.

Widać pewien dysonans. Z jednej strony „buda”  swoim kanciastym kształtem przypomina auta starszego typu co nie dziwi, bo pierwowzór ma 9 lat. Podobnie rzecz się ma z wykończeniem wnętrza. Wpleciono w nie nowoczesne rozwiązania, które jednak się nie gryzą, a ze sobą współgrają.

Klasycznego prędkościomierza Nissan e-NV200 Evalia nie ma. Komputer pokładowy wyświetla nam aktualną prędkość, stan naładowania baterii i orientacyjną liczbę kilometrów, jaką na nim przejedziemy (ten parametr jest oczywiście zmienny). Zobaczymy także taką daną, jak zużycie energii, ale bardziej istotny z punktu kierowcy jest stopień zużycia energii w momencie naciśnięcia pedału gazu. Jeśli stoimy, licznik zatrzymuje się po środku, gdy przyspieszamy, liczba białych kresek na prawo od niego przybywa, a energii ubywa. Ale ten wskaźnik działa w drugą stronę – wtedy pojawiają się zielone kreseczki w lewo od miejsca 0. To system odzyskiwania energii, który się włącza w trakcie hamowania, albo gdy zwyczajnie puścimy nogę z gazu i samochód swobodnie zwalnia.

Jak na swoje gabaryty Nissan e-NV200 Evalia jest bardzo zwrotny. Dało się to szczególnie zauważyć na parkingu w centrum handlowym, gdzie zazwyczaj jest bardzo wąsko. Parkowało bardzo wygodnie, na szerokość mieściła się w miejscu dla osobówek. Tyle, że przy pozastawianym parkingu i wąskim przejeździe między innymi pojazdami czasami wjeżdżało się na 2 razy.

Jazda po mieście

To jeden z paradoksów samochodów z napędem elektrycznym – jeżdżąc po mieście, w korkach możemy zużyć mniej energii, niż na trasie. A to właśnie dzięki wspomnianemu systemowi odzyskiwania energii. Delikatne dodawanie gazu i hamowanie co chwila wydłuża dystans do przejechania do tego stopnia, że bywały momenty, w których komputer pokładowy dodawał nam liczbę kilometrów. Jednak koniec końców ta nieubłaganie się zmniejszała. Owszem – e-NV200 Evalia ma moc, mi raz udało się wystartować z piskiem opon, ale to jazda w trybie eko w mieście jest najbardziej opłacalna.

Jazda na trasie

Evalia wyjechała także poza miasto. Nie była to daleka podróż, z cyklu tych do znajomych na działkę, ale trzeba było uważnie patrzeć na zasięg i kontrolować jazdę, żeby fantazja nie poniosła i nie trzeba było ściągać auta na holu. Kogoś, kto lubi szybką i dynamiczną jazdę, podróżowanie samochodem z silnikiem elektrycznym na trasie może doprowadzić do stanu wrzenia. Cierpliwość bywała wystawiana na ciężkie próby, gdy na drodze ekspresowej trzeba było utrzymywać prędkość 70-90 km/h, wyprzedzały nas prywatne kopcące autobusy trzymające się w całości dzięki taśmie klejącej. Stworzenie sieci ładowarek do samochodów elektrycznych (w tym szybkich) to jedno, inną sprawą pozostaje pojemność baterii w samochodach. Elektromobilność to przyszłość, ale nawet do stanu zbliżonego do idealnego wiele nam jeszcze brakuje.

Zasięg i ładowanie

Nissan e-NV200 Evalia został wyposażony w baterię o pojemności 40 kWh (w słabszych wersjach 24kWh), co pozwala na jazdę w cyklu mieszanym bez doładowania na odległość 200-300 km. Producent daje na nią 8 lat gwarancji przy 5 latach na cały pojazd.

Oczywiście zużycie energii zależy od stylu jazdy kierowcy, przede wszystkim od tego, czy jeździ ekonomicznie, czy dynamicznie i jak bardzo używany jest system odzyskiwania energii. Okazało się, że sporo zależy też od przypadku.

Planując weekendowy wypad poza miasto, sprawdziłem odległość tam i z powrotem, a także dojazd do najbliższej ładowarki już po powrocie (plan na poniedziałek rano). Wszystko było dopięte na ostatni guzik, ale plan się posypał z powodu nieoznaczonego w nawigacji remontu drogi lokalnej i konieczności jeżdżenia objazdami. Wyłączenie klimatyzacji co prawda dało dodatkowe 10 kilometrów zasięgu (to i inne udogodnienia zwiększające zasięg można sprawdzić w opcjach Menu na wyświetlaczu TFT), ale tylko dało powrót ze świadomością, że holowanie nie będzie grane.

Koniec końców pod dom dojechałem z zasięgiem 17 km. Przy 30 km do wyjeżdżenia komputer dźwiękiem zasygnalizował, że bateria zbliża się do wyczerpania, przy 20 km pulpit zaczął dodatkowo ostrzegawczo migać. W sytuacji, gdy do najbliższej znanej mi szybkiej ładowarki  było ok. 20 km do przejechania nie było wyjścia, trzeba było podpiąć się pod zwykłe gniazdko (kabel do podłączenia się do zwykłego gniazdka i drugi do ładowarki samochodowej to standardowe wyposażenie elektryków).

Ale nie ma tego złego – przy okazji sprawdziłem jak szybko można doładować Evalię. Przez pierwszą godzinę ładowania ze zwykłego gniazdka zasięg z 16 km (tyle, nawet nie 17 km auto miało dzień później) zwiększył się do 33 km, po kolejnej było to 49 km. Wniosek z tego taki, że mając prawie rozładowaną baterię i podłączając się do gniazdka na godzinę, zyskujemy ok 13-15 km. Przy wyłączonych fajerwerkach typu klimatyzacja i inne energożernych funkcji to może być tyle, ile brakuje nam do spokojnego dojazdu do ładowarki samochodowej.

Tak też uczyniłem tego samego dnia, wcześniej jeszcze jadąc w jedno miejsce, co sprawiło, że po podłączeniu się do źródła szybkiego prądu, zasięg był zbliżony do porannego, czyli 18 km. Urządzenie pokazało poziom 5% naładowania baterii, po 71 minutach było to 92%. Z braku czasu na tym poprzestałem, ale i tak przewidywany zasięg po odłączeniu się od źródła prądu to było 260 km.

Wniosek z tego jest taki, że jeżdżąc samochodem z napędem elektrycznym po mieście (nie tylko zresztą Nissanem e-NV200 Evalia), nawet będąc blisko rozładowania baterii, po podłączeniu auta na noc do zwykłego gniazdka, mamy je od rana gotowe do jazdy. Można po drodze zahaczyć o ładowarkę i problem nerwowego spoglądania na poziom baterii się rozwiąże.

Inaczej rzecz się ma z jazdą na trasie. Tu najpierw trzeba bardzo dokładnie zaplanować podróż, tak, żeby po drodze były ładowarki i to nie na styk, a z odpowiednią rezerwą prądu w akumulatorze. Skoro ich brak, to koło się zamyka.

Gadżety

Ciężko o typową gadżetologię w samochodzie, który co prawda testowaliśmy w wersji rodzinnej, ale za założenia ma być pojazdem użytkowym. W testowym egzemplarzu nie było panoramicznego dachu jak w Qashqaiu, w ogóle elektroniką producent tu nie szafował ponad miarę. Elektroniczny kluczyk to w nowych Nissanach standard, a nie gadżet.

Wybrałem obustronne drzwi przestrzeni pasażerskiej. Są duże, przesuwane, a nie otwierane klasycznie, a rozwiązanie można coraz częściej spotkać w samochodach innych marek, ale na razie zazwyczaj drzwi są wyłącznie po jednej stronie – tej pasażera.

Druga rzecz to bardziej anegdota. Pewnego razu wsiadłem do testowanej Evalii sam, na prawym fotelu położyłem plecak. Zapiąłem pas i ruszyłem, tymczasem na desce cały czas świeciła mi się czerwona dioda alarmowa, że pas mam niezapięty. Jechałem i głowiłem się co się dzieje do momentu, aż … inny samochód zajechał mi drogę. Ostre hamowanie, plecak spadł z siedzenia na podłogę, dioda przestała się świecić i wszystko stało się jasne. To czujniki w fotelu pasażera pokazały, że „plecak nie zapiął pasów”. Faktycznie miałem ze sobą kilka rzeczy, w tym dużą butelkę wody do picia. Całość była na tyle ciężka, że komputer pokładowy uznał mój plecak za pasażera.

Podsumowanie

Znajomy kurier mi podpowiedział, że 200 km dziennie, przy doliczeniu przerw na posiłek, dostarczaniu i odbieraniu przesyłek to w tej pracy norma. Ani więcej, ani mniej. Zatem dostawcy i kurierzy to jest właśnie grupa docelowa użytkowników Nissana e-NV200. Tym bardziej, że wiele miast promuje samochody z napędem elektrycznym i pozwala im wjeżdżać w miejsca, na które z innym napędem, nawet hybrydowym, jest zabroniony. W Warszawie np. elektrykami od lutego 2018 r. można jeździć po buspasach.

Nissan e-NV200 Evalia nadaje się także na taksówkę. Oczywiście może go w testowanej przez nas wersji kupić osoba fizyczna dla siebie i rodziny – najtańsza Evalia to wydatek 162 tys. zł (cóż, nie od wczoraj wiadomo, że napędy elektryczne są drogie). W zamian za to zyskuje się bezpieczeństwo i wygodę.

Marcin Kwaśniak

 

Elektryki nie będą bezszelestne

Parlament Europejski zdecydował, że od 1 lipca 2019 r. samochody elektryczne i hybrydowe muszą wydawać dźwięk ostrzegawczy. Będzie musiał być ciągły, wydawany do 20 km/h, ale na ten moment nie zdecydowano jaki konkretnie to ma być dźwięk – czy podobny do silnika spalinowego, czy imitujący coś innego.

Specyfikacja techniczna w skrócie:

Wymiary ( w metrach):

długość – 4,6

szerokość – 1,75

wysokość – 1,9

Masa całkowita (kg) – 2220

Masa własna (kg) – 1701

Akumulator – litowo-jonowy (laminowany)

Napięcie nominalne – 360 V

Pojemność – 24 lub 40 kWh

Prędkość maksymalna (km/h) – 123

Przyspieszenie (0-100 w sekundach) – 14

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane