Nowy Nissan Micra, test i recenzja – Mikra już tylko z nazwy

Czy samochód pozycjonowany jako miejski może być samochodem rodzinnym, który w dodatku sprawdza się na trasie? Może, tylko pytanie, czy w dalszym ciągu pozostaje tylko autem miejskim.

Powoli zbliżamy się do końca testów rodziny Nissana z systemem Nissan Intelligent Mobility. Testowaliśmy już Nissana LEAF II z napędem elektrycznym i opcją e-Pedal, drugim w kolejności był crossover Nissan Qashqai Tekna 1.6 dCi z systemem ProPILOT. Tym razem do testów redakcyjnych trafił najmniejszy z rodziny, czyli hatchback Nissan Micra. Przy czym poza rozmiarami, co jest oczywiste, była jeszcze jedna podstawowa różnica w porównaniu z większymi braćmi. W przeciwieństwie do LEAF-a i Qashqaia nowa Micra nie miała automatycznej, a manualną skrzynię biegów. Kilka nawyków w prowadzeniu to zmieniło. Zresztą wyłącznie tradycyjna skrzynia w tym modelu także jest sytuacją tylko chwilową. Zgodnie z obietnicami producenta niebawem oferta zostanie poszerzona o samochody ze skrzynią automatyczną.

Dodatkowo los bywa przewrotny. Nissan Micra jest przedstawiany jako auto miejskie. Tymczasem testy przypadły w mocno przedłużony sierpniowy weekend albo dla niektórych w bardzo krótki tydzień pracy. W efekcie Micra, jak na miejskie auto przystało, odbyła podróż z Warszawy nad morze i z powrotem.

Podstawowy wniosek z podróży jest taki, że nowy Nissan Micra zdecydowanie wyłącznie miejski nie jest. Takie pozycjonowanie modelu ma bardziej związek z przeszłością, gdzie Micry jako takie swoimi gabarytami były przeznaczone do poruszania się po mieście, łatwo się je parkowało. I wielu ich właścicieli miało je jako drugie auto w garażu wykorzystywane właśnie w takim celu.

Kolejna rzecz, na jaką zwróciłem uwagę w trakcie testów, to zainteresowanie, jakie Micra wzbudzała na ulicy. Zupełnie inaczej niż u poprzedników. Jeśli ktoś zauważał LEAF-a II to dlatego, że z elektrycznym silnikiem jeździł niemal bezszelestnie, z kolei Nissan Qashqai jest tak bardzo popularny, że na ulicach jeździ ich mnóstwo i się „opatrzył”. Micra V to nowość, kilka razy usłyszałem wyrazy uznania (dla producenta oczywiście, nie dla siebie), raz musiałem osobie wyraźnie zainteresowanej zakupem tłumaczyć, ile kosztuje, co potrafi, w jakich jest dostępny konfiguracjach itd. Żeby nie było za słodko, raz się dowiedziałem, że Nissan Micra V jest tak brzydki, że, tu dosłowny cytat, „nawet Multipla jest ładniejsza”. Wniosek z tego taki, że nowa Micra V budzi emocje, a to podobno lepiej, niż gdyby przechodzić obok niej obojętnie.

Na „koniec początku” kilka formalnych danych. Nissan Micra w salonie w najtańszej wersji kosztuje niecałe 46 tys. zł.  Ten konkretny, który mieliśmy w testach, to wersja Tekna wyposażona w silnik 1,5 dCi 90 KM. Cena katalogowa testowanego auta wynosi 72 tys. 990 zł.

Pierwsze wrażenie

W zasadzie można przepisać tytuł tekstu. Jeżeli ktoś kojarzy stare Nissany Micra, które po dziś dzień jeżdżą po polskich ulicach i to w całkiem sporej ilości, może odnieść wrażenie, że to jakaś pomyłka. Nowa Micra ma wspólne z tymi widocznymi na ulicach nazwę producenta i nazwę modelu. V generacja Micry, ma z wyglądu więcej wspólnego z rodzinnymi autami miejskimi innych marek, niż ze swoimi poprzednikami. Dziś wszystkie, albo prawie wszystkie samochody z tego segmentu mają klamki w tylnych drzwiach umieszczone nie standardowo, ale wysoko. Wystarczy się rozejrzeć – nowe Renault Clio, FIAT, Ford, Toyota to tak na szybko i z głowy wymienione marki, które zastosowały podobne rozwiązanie.

Zatem z pełną świadomości można powiedzieć, że Nissan Micra V generacji jest mikry wyłącznie z nazwy. Jest w nim dużo miejsca, na tylnych siedzeniach nie trzeba siedzieć z przysłowiowymi kolanami pod brodą. W cztery osoby spokojnie można wybrać się w podróż (auto jest formalnie pięcioosobowe).  Zaskakuje też pojemność bagażnika – niby tylko 300 litrów. Jednak bagaży udało się upchnąć niespecjalnie mniej, niż w wydawałoby się dużo większym Qashqaiu.

Co jeszcze tak na dzień dobry? Micra V generacji ma podgrzewane fotele kierowcy i pasażera, ale już nie ma pełnej automatyki, jak testowani wcześniej poprzednicy. Fotele przesuwa się zatem i ustawia ręcznie, a nie elektronicznie. Co więcej – pasażerowie siedzący z tyłu muszą otwierać i zamykać okna ręcznie, a nie przyciskiem. Do dobrego łatwo się przyzwyczaja, tu trzeba było zejść na ziemię.

Nie musiałem długo szukać, żeby znaleźć coś, do czego można się przyczepić. Producent sam się podłożył. Być może są tu osoby, które jeździły maluchami i pamiętają, że w drzwiach po obu stronach na styku z szybą był mały otwierany „żagielek”, dzięki któremu powietrze wpadało do środka. Dawało to nawiew, a jednocześnie nie urywało głowy jak przy w pełni otwartych oknach. Miało jednak zasadniczą wadę – boczne lusterka trzeba było przesunąć bliżej środka pojazdu, co powodowało duże martwe pole i bardzo utrudniało szybką zmianę pasa.  Nawet po stronie kierowcy było ono spore, o stronie pasażera nie wspominając.

Nie wiem, czym kierował się architekt projektujący nową Micrę, czy estetyką, czy czym innym (żagielki w Nissanie się nie uchylają), ale przy szybkiej zmianie pasa takie, a nie inne umieszczenie lusterek zewnętrznych mocno się daje we znaki. I nie ma tu znaczenia, że same lusterka są naprawdę duże, jak i to, że Micra, jak każdy nowy Nissan, ma boczne czujniki, które ostrzegają, że mamy „coś” obok. Dodatkowo jeszcze sygnalizują nam to kontrolki w lusterkach. Jeśli naprawdę chcemy mieć pewność, że w trakcie szybkiej zmiany pasa na prawy nie „zmieciemy” pojazdu, który jedzie obok nas (mikra Micra waży tonę, a jaką krzywdę może zrobić rozpędzona tona żelastwa nietrudno sobie wyobrazić), a którego w lusterku nie widać, to lepiej się obejrzeć przez ramię, nawet przez sekundę. Trudno to nazwać ułatwieniem.

Jazda

Na początek tzw. oczywista oczywistość – prowadzenie samochodu z manualną skrzynią biegów różni się od kierowania automatem. Skupmy się zatem na tym, czym różni się obsługa Micry od opisywanych wcześniej LEAF-a II i Qashqaia.

Nissan Micra V ma taki sam elektroniczny kluczyk jak jego więksi bracia. Tak samo uruchamia się i gasi silnik dedykowanym przyciskiem, a nie przekręca kluczyk w stacyjce, jednak aby odpalić samochód, musimy wcisnąć pedał sprzęgła, a nie jak w automacie hamulca.

Ktoś, kto ma do czynienia z nowymi samochodami (różnych marek), na pewno wie, że tryb eko przy skrzyni manualnej wygląda nieco inaczej, niż przy automatycznej. Otóż na desce rozdzielczej przed oczami kierowcy pojawiają się komunikaty, które są podpowiedziami, kiedy wrzucić wyższy bieg, a kiedy zrzucić na niższy. Ich wykonywanie nie jest naszym obowiązkiem, samochód będzie się słuchał kierowcy, a nie komputera pokładowego, ale zmieniając biegi w ten sposób, pojedziemy ekologicznie. Przy czym ekologiczna jazda nie jest dla miłośników dużych prędkości. „Piątkę” Micra V zalecała często przy prędkości 70 km/h i owszem, samochód dawał radę, ale bardziej się toczyć niż szybko i płynnie jechać. Wybór należy do nas.

W tracie nocnej jazdy na trasie zauważyłem też coś, co na pewno jest dostępne w innych modelach, tylko wcześniej nie było okazji tego tak dokładnie sprawdzić. Zarówno LEAF II, Qashqai, jak i Nissan Micra mają w światłach i wycieraczkach tryb auto (nas interesują w tym momencie tylko światła). Dla przypomnienia – w ciągu dnia automatycznie włączają się światła dzienne, które po zmroku same przechodzą w tryb drogowy. Na trasie można włączyć ręcznie długie, szczególnie na odcinkach, gdy jest ciemno. I co się okazało. Często w trakcie jazdy z naprzeciwka spotyka się innego nocnego podróżnika, a żeby się wzajemnie nie oślepiać, kierowcy obu pojazdów wyłączają na moment mijania długie światła. Podobnie jest, jak dojeżdżamy do wolniej jadącego pojazdu przed nami i chcemy go wyprzedzić, albo po prostu musimy jechać za nim.

Micra V (obstawiam, że wszystkie nowe Nissany) w trybie auto sama wyłączy nam długie światła, a po wykonaniu manewru wyprzedzania albo mijania ponownie je włączy. System użyteczny, ale na trasie nad polskie wybrzeże i z powrotem okazało się, że nie jest idealny.

Pierwsza sprawa – gdy w trybie auto mamy ręcznie włączone długie światła (inaczej zresztą się nie da) i w trakcie mijania się z autem z naprzeciwka komputer nam je wyłączy, ale drugi kierowca o wykonaniu tej czynności zapomni, my dla uświadomienia mu tego swoimi długimi już mu nie migniemy. Trzeba przejść na tryb manualny, co się mija z celem, bo zazwyczaj już wtedy będzie musztarda po obiedzie.

Druga sprawa to zdarzają się samochody, których właściciele oszczędzają na żarówkach, mają źle wyregulowane światła, albo słabe akumulatory. Nasza Micra ich „nie widziała”, reflektory pracowały cały czas w tym samym trybie, czyli trzeba było ręcznie wyłączać długie.

Poza tym wszystko inne znane jest z poprzednich modeli Nissanów. 7-calowy ekran TFT ma te same funkcje, co w poprzednio testowanych modelach. Micra V ma przednią i tylną kamerkę, czujniki 360 stopni, zatem parkowanie jest bardzo proste. Nad aktualnością map nie będę się kolejny raz znęcał, tym bardziej, że to nie do końca wina producenta samochodu. Dostawcą jest TomTom, który 21 sierpnia poinformował, że w ciągu jednego miesiąca wprowadził 1,5 miliarda zmian w mapach cyfrowych, co oznacza 49,3 mln zmian dziennie, 2,1 mln zmian na godzinę lub 570 zmian na sekundę. Ten, kto próbował pojeździć z mapami w nowych Nissanach, wie, jak bardzo potrzebne były te aktualizacje (trochę to złośliwe, wiem, już więcej map się czepiać nie będę).

Spalanie

Pojemność 1,5 litra i 90 KM to parametry, które sprawiają, że Nissan Micra V nie wlecze się na drodze. Może na tory Formuły 1 się nie nadaje, ale jak ktoś nie lubi spokojnej jazdy, to wolno tym samochodem jeździć nie musi. Katalogowe wskazania dla tego modelu mówią, że zużycie paliwa w cyklu miejskim, na 100 km to 5,6 – 6,7 litra, pozamiejskim 3,7 – 4,2 litra, a mieszanym 4,4 – 5,1 litra.

Mnie wyszło tyle, że … producent nie kłamie. Komputer pokładowy po każdej zakończonej jeździe pokazuje nasz średni wynik oraz najlepszy osiągnięty w tym konkretnym pojeździe. Jeśli chodzi o ten ostatni, to było to 3,3 litra, nawet się o taki nie otarłem. Swoją drogą to kolejny raz, gdy ktoś testujący przede mną chyba zapominał dodawać gazu (w Qashqaiu miałem podobną sytuację). Najlepszy wynik, jaki miałem na trasie to 4,3/100, zaś najgorszy w mieście 6,5/100. Czyli zmieściłem się w normie przewidzianej przez producenta.

Gadżety

Nissan Micra to auto ekonomiczne, rodzinne, z założenia nie za drogie, więc dodatkowych fajerwerków też nie należy od niego oczekiwać. Ale testowane auto nie było „surowe”, choć to, na co zwróciłem uwagę, w wersji podstawowej nie jest dostępne. Chodzi o system audio firmy BOSE, z dodatkowymi głośnikami zainstalowanymi w zagłówku kierowcy (pasażer, nawet siedzący z przodu, już na taki luksus sobie nie zasłużył). Bardzo miłe i ciekawe rozwiązanie, ale nie radzę włączać sobie muzyki relaksacyjnej. Potrafi usypiać, nawet gdy nam się wydaje, że jesteśmy skoncentrowani.

Podsumowanie

Jednym się spodoba, innym mniej, jeszcze dla innych ciężko je odróżnić od samochodów konkurencji z tego segmentu. Na pewno nie jest tak mały, jak wskazuje na to nazwa modelu. Kompaktowe rodzinne auto do jazdy miejskiej, choć i na trasie bez problemu sobie poradzi. Podobnie, jak da sobie radę jako główny samochód w rodzinie, ale tej standardowej, a nie bardzo licznej lub wielopokoleniowej. Co do ceny – wszystko jest warte tyle, ile kupujący jest w stanie za to zapłacić. Mnie udało się spotkać inną Micrę V we Władysławowie i sądząc po numerach rejestracyjnych auto było prywatne, nie testowe. Zainteresowanie modelem jest, nabywcy jak się okazuje też. Ale to dopiero początek drogi.

Marcin Kwaśniak

 

Specyfikacja techniczna w skrócie:

Wymiary (dł. x szer. x wys.) – 3,99 x 1,93 x 1,45 metra

Masa własna (w kg) – minimalna 1001, maksymalna 1082

Pojemność bagażnika – 300 litrów

Zużycie paliwa

Cykl miejski, l/100 km – 5,6 – 6,7

Cykl pozamiejski, l/100 km – 3,7 – 4,2

Cykl mieszany, l/100 km – 4,4 – 5,1

Emisja CO2, g/km – 99 – 115

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane