Permanentna inwigilacja, zupełnie jak w Seksmisji

Kiedy Maks grany przez Jerzego Stuhra w filmie Seksmisja wykrzykiwał słowa „permanentna inwigilacja, nie wytrzymam” nikt się nie spodziewał jakie te słowa będą prorocze. W końcu to był film z 1983 roku (premierę miał w 1984), a gatunek, jaki reprezentował to science fiction w dodatku w stylu komediowym, więc wszystko było przedstawiane w krzywym zwierciadle.

Ale czyżby? W dzisiejszych czasach sami jesteśmy bez przerwy monitorowani, albo jak kto woli permanentnie inwigilowani. I to na własne życzenie. W dobie serwisów społecznościowych i posiadania co najmniej jednego telefonu komórkowego przy sobie zachowanie prywatności niemalże graniczy z cudem.

Zacznijmy od prostego przykładu. O tym, że nasze komórki logują się do stacji bazowych i jest to proste do sprawdzenia przez operatora wie chyba każdy użytkownik. A ci, którzy tego nie wiedzieli, za to mieli niecne zamiary, oglądają teraz świat zza krat. Bo dla sądu logowanie się telefonu komórkowego w miejscu i czasie popełnienia przestępstwa jest wystarczającym dowodem do wydania wyroku skazującego, a przynajmniej do zatrzymania przez policję do czasu wyjaśnienia.

Weźmy bardziej wysublimowany przykład. Szukamy na Facebooku jakiegoś przepisu na kolację dla dwojga. Znajdujemy jakąś stronę, bierzemy przepis, spędzamy romantyczny wieczór z drugą połową i zapominamy o przepisie? Być może, ale Facebook nie zapomni o nas. Nagle jakimś cudem zaczynamy dostawać sugestie stron, które „mogą nas zainteresować” (albo jakoś tak to jest sformułowane). Oczywiście dotyczą one tematyki kulinarnej,  a do kompletu dochodzą serwisy randkowe. Przypadek, pomyłka? Tu znowu Jerzy Stuhr, znowu z filmu Juliusza Machulskiego, tylko tym razem chodzi o Kilera. A cytat to: „moja żona miała na drugie pomyłka”.

Nie ma mowy o pomyłce, każda nasza aktywność jest monitorowana, a dane gromadzone i przetwarzane. Począwszy od tego, kogo mamy za znajomych na popularnym Fejsie. Nawet tutaj serwis proponuje kogo możemy znać. Nie chcemy, a możemy. Niejednego z nas do szału doprowadza prośba o dodanie do znajomych osoby, której w życiu na oczy się nie widziało, ale mamy trzech wspólnych znajomych. I to jest wystarczający pretekst do wysłania zaproszenia dla tzw. kolekcjonerów znajomych. Później dochodzą logowania się w miejscu, w którym aktualnie przebywamy. W kinie, w knajpie, na stadionie, na urlopie w nad morzem, gdziekolwiek. Można tym chcieć wkurzyć swoją/swojego eks, jeśli oznaczy się drugą osobę, z którą się akurat przebywa.

Telefony będą o nas wiedzieć wszystko, jedyne co nas uratuje, to ich wyłączenie.

Ale to jest broń obosieczna. Zakład Ubezpieczeń Społecznych nawet nie ukrywa, że jeśli weryfikuje zasadność zwolnienia lekarskiego chorego, to jedną z czynności jest zajrzenie na profil na Facebooku i sprawdzenie, czy taka osoba leczy się w domu, czy wygrzewa na plaży w Egipcie, a zwolnienie jest trefne. Nieco dyskretniej przyznają się do tego przedstawiciele urzędów skarbowych. Ale i dla nich częste publikowanie na Facebooku zdjęć z zagranicznych wyjazdów jest informacją, że skoro kogoś na to stać, a deklaracje podatkowe na to nie wskazują, to taka osoba może mieć dochody z nielegalnego źródła.

Wszystko jest na sprzedaż, prywatność skończyła się, gdy zaczęły się smartfony i serwisy społecznościowe. Przy pierwszym logowaniu do smartfona z systemem Android pada pytanie, czy chcemy udostępnić informacje o swojej lokalizacji. Możemy odmówić, ale i tak niewiele to pomoże, a zazwyczaj użytkownicy się zgadzają w efekcie o prywatności możemy zapomnieć. Telefony będą o nas wiedzieć wszystko, jedyne co nas uratuje, to ich wyłączenie.

Wszystko jest na sprzedaż, prywatność skończyła się, gdy zaczęły się smartfony i serwisy społecznościowe.

Skoro smartfony stały się naszym życiem, to już tylko krok do tego, żeby zastąpiły bliskie nam osoby. Nierealne? Seksmisja też wyglądała nierealnie. W ubiegłym roku ukazała się książka Aziza Ansariego „Modern Romanse. Miłość w czasach internetu”, w której autor analizuje zmiany i ich przyczyny, jakie zaszły w sposobach nawiązywania znajomości przez dwoje ludzi. Wnioski są brutalne – większość przebadanych osób to ludzie z klasy średniej, którzy dziś są w intensywnych i intymnych związkach ze swoimi drogimi… smartfonami. Śmieszne? Ani trochę.

Skoro to dzień na rzucanie cytatami, to na koniec będzie parafraza znanego wiersza. Spieszmy się kochać naszą prywatność, tak szybko odchodzi.

Marcin Kwaśniak

Wykorzystano zdjęcia Studia Filmowego „Zebra” i Uber Eats

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane

Gotowanie na smartfonie

Opublikowane przez - 27 października 2017 0
    Smart Home, albo jak kto woli inteligentny dom nie jest już dla nikogo zaskoczeniem. Zarządzanie dźwiękiem, oświetleniem, ogrzewaniem,…