Pokemon Quest – recenzja. Kanciaste pokemony i gotowanie w jednym!

Gry mobilne z serii Pokemon powoli stają się osobnym kategorią gier mobilnych. Pokemon Quest studia Game Freak to nowa propozycja reprezentująca ten trend, łącząca pojedynki w czasie rzeczywistym, gotowanie i elementy RPG. Czy warto po raz kolejny spróbować swoich sił jako trener pokemonów? Sprawdziliśmy to dla was.

Na wstępie warto zaznaczyć, że Pokemon Quest to prosta w założeniach gra, przez co nie uświadczymy tu praktycznie żadnych dialogów czy fabuły. Dzięki krótkiemu wprowadzeniu wiemy, że wcielamy się w kolejnego trenera znanych powszechnie pokemonów, a naszym celem jest eksploracja nowo odkrytej wyspy.

Wraz z postępem gry odkrywamy kolejne lokacje (zazwyczaj o określonym typie, np. w jaskiniach znajdziemy głównie kamienne stwory), gdzie staczamy walkę z dzikimi pokemonami, uwieńczając każdy etap pojedynkiem z bossem. W nagrodę gra obdarowuje nas kamieniami mocy, które możemy przypisać dla konkretnego pokemona, oraz składnikami potrzebnymi do gotowania, do którego wrócimy w dalszej części recenzji. Poziomy są niezwykle krótkie i dzielą się na poszczególne fazy.

Nasze stwory (może być ich tylko trzy w drużynie!) same wytaczają sobie ścieżkę, a zadanie gracza sprowadza się do uaktywniania specjalnych umiejętności bojowych. Dla przykładu: Charmander może wypuścić spiralę ognia, a Squirtle wodne kolumny itd. Chociaż rola gracza w walkach wydaje się znikoma, to pojedynki są dynamiczne i wymagają zaangażowania, główkowania, ale przede wszystkim małpiej zręczności w odpowiednim wyklikiwaniu specjalnych zdolności.

Każda lokacja (zwana w grze „ekspedycją”) dzieli się zazwyczaj na pięć poziomów, z czego ostatni etap stanowi walkę z wyjątkowo silnym przeciwnikiem. Zaliczając cały zestaw ekspedycji, odblokowujemy dostęp do specjalnych nagród, statuetek i kolejnym poziomów.

Można się zastanowić, po co graczom łapanie pokemonów, skoro w drużynie mogą mieścić się tylko trzy. W Pokemon Quest rezerwowe kreatury posłużą do treningu. W celu podniesienia poziomu doświadczenia wartościowych jednostek możemy poświęcić te słabsze, aby w zamian otrzymać określoną liczbę  punktów. Trening jest najbardziej opłacalny, gdy trenujące stwory są przedstawicielami tego samego typu.

Idąc za tą myślą, trenowanie wodnego Squirtla ma dużo większy sens, jeśli dobierzemy mu jako partnera Staryu, aniżeli kamiennego Onixa. Korzystając z niepotrzebnych kreatur, możemy również nauczyć naszych podopiecznych nowych ataków, a im lepsze stworki poświęcimy, tym zwiększamy naszą szansę na powodzenie nauki.

Poza wyprawami sporo czasu spędzimy także w naszej bazie. Możemy ją dekorować specjalnymi przedmiotami, które kupimy w sklepie w zamian za bilety (waluta premium), rozwijając tym samym niektóre aspekty rozgrywki. Niektóre flagi zwiększają punkty doświadczenia otrzymywane podczas treningu, a umieszczenie balonu „Meow” przekłada się na większą liczbę zdobywanych składników do gotowania, co stanowi kolejny ważny aspekt gry.

Można zapomnieć o klasycznym rzucaniu pokeballów, bo pokemony zdobywamy na kilka innych sposobów. Poza pierwszym potworem, którego sami wybieramy z kilku dostępnych, głównym założeniem gry jest gotowanie posiłków, które przyciągną do naszej bazy zagubione stwory. Zanim jednak przejdziemy do pichcenia, potrzebne nam są do tego składniki. Zdobywamy je, wymieniając niepotrzebne części ekwipunku, walcząc z dzikimi pokemonami, albo odbierając w formie nagrody za postępy w grze.

 

W zależności od rzadkości i rodzaju składników jesteśmy w stanie przygotowywać różne potrawy. Niektóre przyciągną do nas wyłącznie pokemony kamienne, a inne latające. W zależności od jakości posiłku nasi nowi milusińscy różnią się także poziomem doświadczenia oraz mogą przybywać w grupie.

Gotowanie to sedno gry – często zdarza się, że zwabione pokemony przekraczają mocą bojową całą naszą drużynę razem wziętą. Niestety, posiłki nie są gotowe od razu, zazwyczaj gracz musi przejść określoną liczbę etapów albo przyśpieszyć cały proces specjalnymi biletami. Dodatkowo raz na dzień Pokemon Quest raczy graczy bonusowym pokemonem.

Niczym w oryginalnych grach z serii, nasze stwory otrzymują punkty doświadczenia, zwiększając swoje statystyki, ewoluując na kolejne formy i odblokowując miejsca na ulepszenia. Zwykle uzupełniamy je kamieniami mocy, które rozwijają wytrzymałość i zdolności bojowe pokemonów. Te lepsze (np. brązowe czy złote) ulepszają także szybkość czy obrażenia krytyczne, a te najbardziej wartościowe modyfikują specjalne ataki pokemonów, zmniejszając czas potrzebny na ponowne użycie umiejętności albo dodając kolejne pociski do niektórych ataków (np. w przypadku płomieni Charmandera).

Największy problem, na jaki natknąłem się podczas rozgrywki w Pokemon Quest to gwałtownie rosnący poziom trudności. Już od czwartej lokacji zaczyna robić się bardzo ciężko, a każde kolejne etapy wymagają od naszej drużyny coraz to większej mocy bojowej. O ile na początku zabawy przechodzimy przez kolejne poziomy komfortowo, to im dalej zabrniemy, tym ciężej sprostować rosnącym statystykom rywali. Gra tym samym zmusza do żmudnego grindu – czyli powtarzania tych samych poziomów w celu zdobywania kolejnych poziomów i kamieni mocy.

Problem polega na tym, że dostępna w grze energia wystarcza tylko na pięć ekspedycji, a bez wyjątkowego szczęścia, drużyna podczas takiego treningu zdobywa najwyżej do stu punktów siły. Gdy pierwszy raz natrafimy na „ścianę” w postaci poziomu trudności, taka sytuacja będzie powtarzać się do samego końca i spędzimy długie dni na powolnym grindzie – czego nagrodą ma być możliwość przejścia kolejnego etapu. Niestety, żmudny grind niejednego odrzuci – trzeba być przygotowanym na wiecznie odbijanie się od ścian w postaci poziomu trudności nowych poziomów.

Gra wizualnie wraca do korzeni serii – przynajmniej w pewnym sensie. W Pokemon Quest wszystko jest kwadratowe, ale nadal wygląda to atrakcyjnie. Jeśli komuś nie przeszkadza taka koncepcja (podobnie jak w znanym Minecrafcie), to powinien odnaleźć się bez problemu w stylistyce gry. Jest kolorowo, jak przystało na produkcję z serii o kieszonkowych potworach, a również prosto i przejrzyście, co znacznie ułatwia rozgrywkę. Sympatycznie wygląda nasze obozowisko, gdzie widzimy wszystkie stwory, które udało nam się złapać i których nie przerobiliśmy na punkty doświadczenia. Pokemony wchodzą ze sobą w interakcje, ćwicząc, biegając czy wykonując jakieś sztuczki. Dźwięki bezpośrednio nawiązują do starych wersji gier Pokemon ukazujących się lata temu na konsolach GameBoy, aktywując strefę w mózgu odpowiedzialną za nostalgię.

Pokemon Quest to prosta gra, ale mająca w rzeczywistości dość sporą głębię. Najsilniejsze pokemony (takie jak Mew-Two) wymagają perfekcyjnego poznania tajników kuchni, zasad efektywnego treningu, dekoracji czy ostatecznie dobierania typów pokemonów i odpowiedniego ekwipowania. Ponieważ poziom trudności rośnie w zastraszającym tempie, poznanie gry od podszewki jest niemal wymagane.

Grę możemy ułatwić mikropłatnościami, ale czy warto wydawać realne pieniądze na tak skromną produkcję? W Pokemon Quest ciągle brakuje bardziej różnorodnych aktywności jak walki z innymi graczami czy jakiejkolwiek formy rywalizacji z resztą trenerów. Jako zabijacz czasu gra sprawuje się nieźle, dobrze uderza w gusta fanów pozycji retro i Pokemaniaków w ogóle, ale niedzielny gracz raczej odpuści sobie zabawę po kilku razach, gdy przekona się, jak wiele zaangażowania trzeba włożyć w rozgrywkę, aby odnotowywać jakikolwiek postęp. Do sprawdzenia – jak najbardziej, do dłuższej przygody – tylko dla fanów Pokemonów i najbardziej zatwardziałych mobilnych graczy.

WADY

  • Gra zmusza do grindu
  • Brak trybu multiplayer czy innej formy rywalizacji

ZALETY

  • Perełka dla fanów retro Pokemonów
  • Wbrew pozorom zmusza do myślenia

Pokemon Quest

  • Wydawca: Nintendo, The Pokémon Company
  • Producent: Game Freak
  • Platforma: Android, iOS
  • Ocena: 6+/10
  • Cena: 0 zł (mikropłatności)
Android
iOS

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane