Recenzja Destiny 2: Warmind – Bungie wraca na dobre tory

519 0
Warmind albo jak kto woli – StrategOS – to drugie rozszerzenie do Destiny 2 autorstwa legendarnego studia Bungie, ojców sukcesu serii Halo. Czy po fatalnej „Klątwie Ozyrysa” i licznych problemach Destiny 2 ma jeszcze szansę na przeżycie? Zaskakująco, „Warmind” pokazuje, że tak.

Poprzednio w Destiny 2

Destiny 2 jest obecnie na zakręcie, pochwały zbierane w dniu premiery i ogólny sukces produkcji chyba lekko uderzyły twórcom do głów, przez co mocno zaniedbali swoje dzieło. Pierwsze poważne braki zaczęły wychodzić po kilku tygodniach od premiery i okazało się, że najzwyczajniej w świecie w grze nie ma co robić. Sytuację miał poprawić dodatek „Klątwa Ozyrysa”, ale Bungie wraz z wydawcą Activison zdecydowali się pokazać swoim wiernym fanom środkowy palec i zaserwowali im tragiczną zawartość w absurdalnej cenie. Po zasłużonej krytyce Bungie od początku roku wzięło się ostro do roboty i z każdą kolejną aktualizacją poprawia i ulepsza produkcje. Do Destiny 2 trafiło sporo nowej zawartości i poprawek znacznie umilających zabawę. Pewnym kamieniem milowym miał być debiut drugiego dodatku wchodzącego w skład przepustki sezonowej – „Warmind”. Jeśli podobnie jak ja odpoczywaliście dłuższy czas od Destiny 2, to teraz jest idealny moment na powrót. Dlaczego? Bo „Warmind” naprawdę daje radę i pozwala mieć nadzieję, że Bungie nie zapomniało, jak się robi dobre gry.

Powrót starych znajomych

Historia dodatku skupia się wokół potężnego SI – Rasputina, który w dawnych czasach strzegł ziemską cywilizację przed licznym zagrożeniami. Rasputin pojawiał się już w pierwszej odsłonie serii, jednak dopiero teraz otrzymaliśmy poświęconą mu historię. Fabuła zabierze nas na planetę Mars, gdzie mieści się główny rdzeń SI. Tutaj też spotkamy Anę Brey, łowczynię, która jest znacznie ciekawszą i bardziej „zapamiętywalną” postacią niż „legendarny” Ozyrys. W trakcie kolejnych misji dowiemy się, co łączy Anę z Rasputinem i dlaczego dobrze nam znany Zavala nie jest orędownikiem wykorzystania potęgi SI. Przejście głównej kampanii nie zajmie wam więcej niż 3-4 godziny, to niewiele, ale cała historia jest naprawdę przyjemnie napisana. Akcja ani na moment nie zwalnia, a w jej trakcie czeka nas co najmniej kilka naprawdę epickich starć (szczególnie pojedynek z finałowym bossem). Głównymi antagonistami drugiego rozszerzenia do Destiny 2 są przedstawiciele rasy Roju (Hive) i to oni najczęściej stać będą na naszej drodze. Na uwagę zasługuje fakt, że Bungie postanowiło nieco odświeżyć ich wygląd (niektórzy przedstawiciele są jakby pokryci lodem), jak również ich zdolności. Do gry dołączyło bowiem kilka nowych rodzajów przeciwników.

Więcej, lepiej, ciekawiej

„Warmind” nie może uniknąć porównań do „Klątwy Ozrysa”. Na całe szczęście, w niemal każdym aspekcie drugi dodatek prezentuje się znacznie lepiej. Po przejściu głównej kampanii otrzymamy dostęp do swobodnego poruszania się po Marsie i nowych zadań. Mars to całkiem spory obszar, może nie największy z dostępnych w grze, ale dostatecznie duży, aby się nie znudzić nawet po wielu godzinach eksploracji. Jest to o tyle istotne, że niektóre z nowych aktywności przypisane są wyłącznie do tego regionu. Oprócz dobrze nam znanych wydarzeń publicznych patroli, ukrytych skrzyń czy zagubionych sektorów, Mars oferuje nam zupełnie nowy, wyjątkowy tryb – „Protokół Eskalacji”, w którym to odpieramy kolejne fale wrogów. Fal jest siedem, a każda z nich kończy się starciem z bossem. Podczas ostatniej fali pojawia się unikatowy boss, który dostępny jest przez tydzień, a następnie zostaje zastąpiony przez kolejnego. Wyjątkowych bossów będzie w sumie pięciu. Warto podkreślić, że każda z fal ma swój limit czasowy, w którym to musimy eksterminować wszystkich przeciwników. Żeby nie było za łatwo, w takcie kolejnych fal pojawiają się dodatkowe zadania, które wraz z innymi graczami musimy wykonać, aby pomyślnie ukończyć dany etap. „Protokół Eskalacji” to obecnie jedna z najtrudniejszych aktywności w grze, która wymaga mocnych, wysoko poziomowych postaci i dobrej drużyny, aby mogła zakończyć się sukcesem. Warto jednak do „Protokołu Eskalacji” wracać, bowiem z każdego finałowego bossa „wypadają” unikatowe nagrody, których nie zdobędziemy nigdzie indziej.

Egzotyczny znaczy lepszy

Jednym z największych dotychczasowych zarzutów pod adresem Bungie było to, że wykastrowali Destiny 2 ze swojej magii, epickości, która w pierwszej odsłonie serii towarzyszyła niemal każdemu starciu. Pierwszy krok w celu poprawy tej sytuacji wykonano kilka tygodni przed premierą „Warmind”, znacznie skracając czasy odnowienia wszystkich zdolności Strażników, dodatkowo zwiększając ich mobilność. Dzięki temu starcia zyskały na dynamice i efektowności. Kolejnym krokiem miało być uczynienie z broni egzotycznych prawdziwych narzędzi zagłady, które są nie tylko potężne, ale też wyjątkowe i atrakcyjne w działaniu. Jak powiedzieli, tak zrobili, a w „Warmind” nie tylko wprowadzono nowe bronie (w tym pierwszy egzotyczny miecz), ale co ważniejsze, znacznie przebudowano działanie już istniejących pukawek. Śmiało mogę stwierdzić, że wreszcie czuć, że w rękach trzymamy egzotyczną broń. Mam nawet wrażenie, że w niektórych wypadkach poszczególne egzemplarze mogły być troszkę słabsze, ale co tam, ważniejsza jest frajda z rozgrywki, a ta obecnie w Destiny 2 jest najlepsza w krótkiej historii gry. Warto też dodać, że ze zmian w „egzotykach” mogą cieszyć się wszyscy gracze Destiny 2, a nie tylko nabywcy dodatku „Warmind”.

To jeszcze nie koniec

To oczywiście nie wszystko, „Warmind” standardowo zaoferuje nam nowy najazd, nowe szturmy (niestety gracze na konsolach Xbox One i PC-tach otrzymają tylko jeden nowy szturm) oraz więcej egzotycznych pancerzy. Wraz z debiutem dodatku wystartował również trzeci sezon Destiny 2, który wprowadził dla wszystkich graczy liczne nowości i usprawnienia, jak np. rankingowa rozgrywka w PvP z unikatowymi nagrodami, możliwość tworzenia prywatnych meczów, nowe, lepsze sposoby na zdobywanie ozdób i elementów do personalizacji naszych postaci oraz powiększony schowek. Zmiany dotknęły również Szturmy – te są teraz bardziej wymagające i w niedalekiej przyszłości mają oferować ciekawsze nagrody. Co więcej, aby nie znudziły się one graczom, otrzymują one trzy losowe cechy, które znacznie wpływają na rozgrywkę, jedna z cech zmienia się co tydzień, a pozostałe dwie odświeżane są codziennie. Bungie również wciąż rozwija system wyjątkowych nagród i punktacji w nocnych szturmach. Jak podkreślają twórcy, wszystkie wprowadzone przez nich zmiany są intensywnie konsultowane ze społecznością i mają na celu zwiększenia atrakcyjności codziennych przygód w Destiny 2.

„Nie doczekasz świtu, nie odbywszy drogi przez noc.”

„Warmind” to promyczek nadziei, ciężko się w nim do czegoś doczepić. Jasne, nowych „egzotyków” mogłoby być więcej, lodowy Rój to jednak wciąż ten sam, dobrze nam znany Rój itd. itp. Sęk w tym, że Bungie tym razem naprawdę zasługuje na słowa pochwały. „Warmind” nie tylko oferuje nam sporo nowej zawartości, ale w znacznym stopniu polepsza tą już istniejącą. Po fatalnej „Klątwie Ozyrysa” naprawdę miło było wrócić do Destiny 2, cieszy też fakt, że Bungie wreszcie zmierza w dobrym kierunku i jest nadzieja dla wszystkich, którzy pokochali uniwersum Destiny.

PLUSY:

  • Kampania, choć krótka, to sprawia sporo frajdy

  • Protokół Eskalacji

  • Ulepszenia w broniach egzotycznych

  • Tryby rankingowe w PvP

  • Poprawki w szturmach i nocnych szturmach

  • Mars zachęca do zwiedzania

MINUSY:

  • Cena – 84 złote to jednak wciąż za dużo

Destiny 2: Warmind (StrategOS)

  • Wydawca: Activision

  • Wydawca PL: CDP

  • Producent: Bungie

  • Platformy: PS4, Xbox One, PC

  • Cena: 84 złote

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Maciej Persona

Maciej Persona

Dziennikarz, kulturoznawca, z zamiłowania gracz i znawca zombie. Fan polskiej fantastyki oraz cięższych brzmień. Od pracy za biurkiem odpoczywa na siłowni lub biegając.

Powiązane