Renesans po chińsku, czyli nowe życie starych marek

Czy znana marka może powrócić po balansowaniu nad krawędzią bankructwa i groźbą zniknięcia z rynku? Ależ oczywiście. Dodatkowo nowi właściciele, choć są z daleka, nie narzucają na siłę własnych rozwiązań, a starają się wykorzystać już te sprawdzone. Teraz pytanie, jak to przyjmą użytkownicy.

 

W ofercie Orange na wyłączność pojawiło się BlackBerry KEYone. Niby informacja jak każda inna, ale ona jak każda inna nie jest. Chodzi o samą „jeżynkę” – markę, którą wielokrotnie  „uśmiercano”, a ona jak feniks z popiołów powstawała ponownie. I tak trwa do dziś, choć jej koniec, tak jak zapowiadany na minioną sobotę koniec świata, ogłaszano nie raz.

Wprowadzenie BlackBerry KEYone Orange uznało za na tyle istotne wydarzenie, że rzecznik operatora Wojciech Jabczyński poświęcił temu kilka minut na wideoblogu. Podkreślił przy tym, że pomimo iż urządzenie posiada dotykowy ekran i czytnik linii papilarnych, to ma także – kojarzoną szczególnie z tym producentem – klawiaturę QWERTY. I teraz wóz – przewóz. Czy jest aż tak wielu użytkowników, którzy z sentymentem podchodzą do możliwości, jakie BlackBerry oferuje, czy wchodzenie dwa razy do tej samej wody to jednak nie o jeden raz za dużo.

Bo przypomnijmy – tak jak dziś iPhone, tak za swoich najlepszych czasów BlackBerry też miał grupę zadeklarowanych użytkowników. Choć była to grupa bardzo wąska, bowiem jeżynkę oferowano tylko w taryfach biznesowych. Firma była pionierem we wprowadzaniu w swoich urządzeniach poczty e-mail typu push, czyli w czasie rzeczywistym, a w odpisywaniu na maile bardzo pomagała klawiatura QWERTY. W czasach największej popularności BlackBerry transmisja danych nie była tak tania, jak obecnie, więc urządzenia dostępne były tylko w taryfach dla klientów instytucjonalnych.

Tak jak dziś iPhone, tak za swoich najlepszych czasów BlackBerry też miał grupę zadeklarowanych użytkowników

To, co było wyróżnikiem BlackBerry, czyli klawiatura QWERTY i własny system operacyjny BlackBerry OS, o mało firmy nie zabiło. Gdy zapanowała moda na smartfony z dotykowymi wyświetlaczami, w których bez problemu można było konfigurować dostęp do kont mailowych popularność w i tak wąskiej i hermetycznej grupie użytkowników gwałtownie spadła.

Ówczesny właściciel marki – firma Research in  Motion (później zmieniła nazwę na BlackBerry) robił, co mógł, pojawiły się jeżynki z dotykowym ekranem, z systemem Android, ale i to dawnego blasku firmie nie przywróciło. RiM stanął na krawędzi bankructwa. A przyczyna była jasna – zamiast iść z trendami rynkowymi, firma trwała przy swoim, tylko użytkownicy byli innego zdania. Wypisz wymaluj Nokia, która uparcie trwała przy systemie Symbian.

Ostatecznie BlackBerry sprzedało markę o tej samej nazwie chińskiej firmie TCL. To wtedy ponownie zaczęto wieszczyć koniec BlackBerry w tradycyjnym rozumieniu. Miała ją zastąpić „chińska tandeta”. Jednak autorzy tych czarnych prognoz zapomnieli, że chińska elektronika wcale nie musi być tandetna, a takie firmy, jak Huawei, ZTE czy Xiaomi produkują  smartfony co najmniej przyzwoitej, a w zasadzie bardzo dobrej jakości.

Czy pod skrzydłami Chińczyków BlackBerry grozi śmierć? Wygląda na to, że nie. Właściciele z Państwa Środka nie chcą niszczyć marki, a przeciwnie – chcą ją dalej rozwijać. I nie odcinają się od przeszłości, a nawiązują do tego, co w jeżynce najlepsze.

Właściciele z Państwa Środka nie chcą niszczyć marki, a przeciwnie – chcą ją dalej rozwijać

Wpisuje się to w pewien trend powrotów znanych niegdyś marek do łask – na razie producentów. To samo TLC ma przecież urządzenia marki Alcatel. Nie ma co ukrywać, to od zawsze był B-brand i tak też telefony spod znaku Alcatela obecnie wyglądają. Ale to kolejna marka, która mniej więcej 10 lat temu wpadła w turbulencje, aby powrócić.

Jednak najbardziej huczne come backi dotyczą innych marek. Lenovo wchłonęło mobilny dział Motoroli i zastąpiło po pewnym czasie własną marką. I choć urządzenia nie były złe, to w pierwszym półroczu br. Lenovo ogłosiło powrót kultowej marki Motorola w nowych liniach smartfonów, a także to, że rozpoznawalne na całym świecie hasło „Hello Moto” ponownie jest aktualne.

Jeśli komuś mało wielkich powrotów wielkich marek, to może powitać w tym gronie Nokię. Choć fińska marka przeszła nieco inną drogę. Najpierw mobilny dział Nokii trafił do Microsoftu, gdzie przez 2 lata miała zachować stara marka (ostatecznie zniknęła wcześniej). Głównym celem była popularyzacja systemu operacyjnego Windows Mobile, a później Windows Phone. System nie dorównał w popularności Androidowi i iOS i obecnie dogorywa, podobnie jak produkty sygnowane przez Microsoft. Tymczasem Nokia, której właścicielem została firma HMD Global (jedyny w towarzystwie właściciel znanej marki niepochodzący z Chin) święci obecnie triumfy i wprowadza kolejne telefony i smartfony, w tym zliftingowany kultowy 3310 i flagowca Nokię 8.

Czy BlackBerry KEYone odniesie sukces jako stare dobre BB, ale w nowoczesnej formie trudno teraz wyrokować. Jedno jest natomiast pewne – nie taki Chińczyk straszny, jak go malują. A już na pewno chińskie firmy nie zastępują za wszelką cenę sprawdzonych rozwiązań własnymi. To samo dotyczy marek smartfonów.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane

Nowy HTC nadchodzi

Opublikowane przez - 23 marca 2016 0
HTC ujawniło dzisiaj rąbka tajemnicy odnośnie daty premiery swojego nowego modelu – 10. Na razie informacja jest lakoniczna. Z niecierpliwością…

Stylowy Bluetooth z HD Voice

Opublikowane przez - 1 lipca 2015 0
Plantronics wprowadza do oferty słuchawkę Bluetooth Explorer 500, charakteryzującą się certyfikowaną jakością rozmów w technologii HD Voice, redukcją szumów, a…