Test NavRoad MOTO2 – Po sznurku do celu

MobilityAutor:

Moto 2

Jeździsz na motocyklu, ale nie zawsze trafiasz do celu? Ja przynajmniej tak miewam i dlatego, gdy w redakcji pojawiła się nawigacja motocyklowa, wyprzedziłem kolegów niczym Hayabusa poczciwego Simsona. Złapałem karton ze sprzętem i natychmiast pobiegłem do garażu. Co z tego wynikło?

Przyznam się szczerze. Geografia nigdy nie była moją mocną stroną, a kilka wypraw do lasu po grzyby skończyło się tak, że musiałem z patyków układać strzałki, bo bym się zgubił w głuszy jak Jaś i Małgosia z wiadomej bajki. Złośliwi koledzy rozwalali mi te prowizoryczne drogowskazy i potem błąkałem się z koszykiem pełnym borowików szatańskich oraz innych pseudopodgrzybków. W podzięce i rewanżu obdarowałem nimi kolegom, ale co to za pociecha.

Dziś to co innego. Technika poszła do przodu, nawigację mam nawet w telefonie. Ba! Są różne warianty na niemal każdą okoliczność i środek transportu, poczynając od samochodu, przez rower, do pieszej wędrówki, a jak ktoś się uprze, to znajdzie nawet opcję na kajak. A czego używać na motorze? NavRoad proponuje swoją nawigację MOTO2.

Moto 2 (1)

NavRoad ostatnio mocno prze do przodu, urządzenia założonej 17 lat temu w Katowicach firmy Jamicon odnoszą sukcesy w licznych rankingach. Bez kompleksów stają w szranki z Garminem i TomTomem. Osobiście nie za bardzo wierzę w polskie marki, może poza pobliską lodziarnią, dlatego byłem bardzo ciekaw jakości samego urządzenia. Parametry techniczne okazały się niezłe, ale mnie interesowało coś innego. Po pierwsze zastosowane rozwiązania dla motocyklistów, po drugie jakość wykonania, po trzecie mocowanie, po czwarte obsługa, po piąte niezawodność, po szóste skuteczność, czyli działanie w praktyce. Do tych punktów przede wszystkim się odniosę.

W pudełku z nawigacją znalazłem masę skarbów, m.in. uchwyt samochodowy i ładowarkę do auta, ale bardziej zależało mi na ładowarce motocyklowej. Umożliwia ona podpięcie przewodów bezpośrednio do akumulatora. Jakość przewodów nie budzi zastrzeżeń, moduł ładowarki jest niewielki i łatwy do ukrycia, kable są długie. To szczegół, który ma znaczenie, bo umożliwia dowolne ułożenie instalacji. Do pełni szczęścia zabrakło tylko kilku opasek zaciskowych (trytek), ale nie mogę powiedzieć, że ich nieobecność zdruzgotała moją psychikę. Uchwyt motocyklowy okazał się pajdą grubego aluminium, którym dałoby się znokautować krowę. To dobrze. Motylkowy zacisk łatwo unieruchamia ramię w optymalnej pozycji. Podczas instalacji może przydać się płaski klucz 11 potrzebny do dociągnięcia jednej z nakrętek, o czym przekonałem się dopiero na trasie, ale to raczej wyłącznie moje niedopatrzenie.

Motocyklem testowym był Harley-Davidson Iron 883, charakteryzujący się drganiami starej szkapy stojącej od pięciu godzin na mrozie. Mimo potężnych wibracji nawigacja wypadła z uchwytu tylko raz, i to dlatego, że zwyczajnie zapomniałem ją docisnąć. Dodajmy, że nic się jej nie stało. Założenie i zdjęcie NavRoad MOTO2 jest banalnie proste, można to zrobić w kilka sekund. Osobiście nie używałem dodatkowej śrubki, która zabezpiecza nawigację przed wypadnięciem. Przejechałem z NavRoad MOTO2 ok. 600 km, licząc na łut szczęścia. Ani razu nie wypadła z mocowania podczas przejazdów.

Nawigacja jest równie pancerna jak uchwyt i mocowanie. Złego słowa nie mogę o niej powiedzieć. Daszek nad ekranem to świetny pomysł. Jedna uwaga, gdybym miał na motocyklu gniazdo USB i chciał podłączyć nawigację za jego pomocą, musiałbym skorzystać z portu, obok którego znajduje niezabezpieczony port karty pamięci (microSD/SDHC). Przydałby się go oddzielić lub zabezpieczyć gumową zaślepką. Nawigacja jest wodoodporna, ale ten port nie.  

Oprogramowanie. Z zasady najpierw testuję, a potem dopiero czytam instrukcję. To trudniejsza droga, która niekiedy prowadzi do wniosku, że obsługa, dajmy na to żelazka, jest dla mnie za trudna. Wolę jednak myśleć, że to twórcy sprzętu się nie popisali. Z oprogramowaniem NavRoad MOTO2 nie miałem takiego problemu, samoocena podskoczyła i nastrój się poprawił. To na plus. Pierwsza rzecz to duży kontrast i wielkie ikonki, w które trafiłby nawet paluch Hagrida. W zestawie znajduje się cienki jak igła rysik, który natychmiast zgubiłem, ale mimo to obsługa 3,5-calowego ekranu była dość prosta. Kłopot pojawi się natomiast podczas wpisywania celu, kratki z literami mogłyby być nieco większe, ale rozumiem, że wielkość ekranu jest w tym wypadku poważnym ograniczeniem. No trudno.

Testowaną przeze mnie wersję urządzenia wyposażono w bezpłatną mapę Europy – NavRoad Navigator Free. Jak coś jest bezpłatne, to jest do niczego, ale szybko zweryfikowałem ten niepochlebny pogląd. Zarówno we Wrocławiu, gdzie jeździłem, jak również w dłuższych trasach: od stolicy Dolnego Śląska po centrum Poznania, nawigacja prowadziła mnie jak po sznurku. Przetestowałem również tryb nocny, który był tak łagodny dla oczu i zmysłów, że niemal mnie uśpił. Każdemu na pewno się spodoba. W opcjach NavRoad Navigator Free można włączyć ostrzeganie o fotoradarach, skorzystać z licznych nastaw w rodzaju kolorystki czy sposobu wyświetlania mapy lub interfejsu. W praktyce wszystko fajnie działało. Warto w tym miejscu nadmienić, że testowany wariant z bezpłatną mapą kosztuje mniej więcej 900 zł, natomiast istnieje jeszcze droższa wersja, wyposażona w Automapę EU, w cenie ok. 1 200 zł. Jeśli ktoś posiada interkom, powinien zakupić wersję V1, która umożliwia komunikację w promieniu 100 m oraz odsłuch głosu pilota, rozmowy telefoniczne (oczywiście konieczny jest telefon), słuchanie wbudowanego radia FM. Za te ostatnie funkcje odpowiada transmiter FM i moduł Bluetooth. W menu znalazłem także czytnik e-booków i odtwarzacz filmów, ale stwierdziłem, że oglądanie podczas jazdy Szybkich i wściekłych to już przesada.

MOTO2_05

Kilka dni testów uzmysłowiło mi jedną smutną rzecz. Przyzwyczaiłem się do MOTO2 i nie wiem, czy nie zgubię się teraz na ulicy, przy której mieszkam. Tak zupełnie na serio to nawigacja NavRoad zaskoczyła mnie dobrą jakością wykonania, niezłym oprogramowaniem, niezawodnością i skutecznością działania, a także niewielkimi opóźnieniami w sytuacjach, gdy skręcałem zupełnie gdzie indziej, niż prowadziła zakładana ścieżka. Czy wydałbym na ten sprzęt 800 zł? Renomowana konkurencja, np. rodzina Zumo z Garmina, to wydatek minimum dwa razy większy. W cenie u konkurencji jest choćby dziennik historii usług zawierający informację o serwisowaniu motocykla i system monitorowania ciśnienia w oponach. W zakresie, w jakim używałem NavRoad MOTO2, czyli funkcji czysto nawigacyjnych, sprzęt się sprawdził. I tego bym się trzymał. Mówiąc krótko, nawigacja od Jamicon jest warta tych pieniędzy.

 

Andrzej Sitek

 

 

WERDYKT
Porządnie wykonany sprzęt w dobrej cenie. Sprawdził się na trasie i poza nią, jako interaktywna mapa podczas pieszych wędrówek. Duży plus za niezłą baterię. Wariant z bezpłatną mapą NavRoad Navigator FREE w zupełności wystarczy w podstawowym zakresie. Opcja wzbogacona urządzenia powinna zadowolić klientów oczekujących większej palety możliwości i wyższej funkcjonalności.

 

 

WADY

Brak złącza słuchawkowego

Rysik bez opcji podwieszenia (zamocowania) go do urządzenia

Trudność z wpisaniem celu w niewielkie kratki

 

ZALETY

Solidna, wodoodporna konstrukcja „z daszkiem” przeciwsłonecznym

Duży kontrast i niezła czytelność ekranu

Zadowalająca mapa w bezpłatnej wersji

Bardzo porządny uchwyt i mocowanie

Ładowarka motocyklowa z instalacją do podłączenia do akumulatora

Przydatny pakiet dodatkowy, m.in. uchwyt i ładowarka samochodowe

 

NavRoad MOTO2
Procesor Mstar 2531, 800 MHz
Chipset GPS 66-kanałowy moduł MSR 2112
Pamięć ROM 4 GB
Pamięć RAM 128 MB
Ekran 3,5 cala, 320×240
Karta pamięci microSD/SDHC do 32 GB
Port USB miniUSB
System Windows CE 6.0
Mapy mapa Europy NavRoad Navigator FREE
Odtwarzacz muzyki AAC, AIFF, FLAC, MP2, MP3, OGG, WAV, WMA 
Przeglądarka zdjęć BMP, GIF,  .JPG, PNG
Przeglądarka wideo 3GP, AVI, FLV, M4V, MKV, MOV, MP4, MPG, RM, RMVB
Inne transmiter FM, Bluetooth
Wymiary 114 x 93 x 53 mm
Cena 770 zł

 

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Mobility

Mobility

Jako marka istniejemy na rynku od 2001 roku. Swoją obecność podkreślamy przede wszystkim wydawaniem magazynu „Mobility”, który zaledwie po kilku latach został uznany na rynku jako największy i najbardziej popularny miesięcznik o smartfonach i najnowszych technologiach mobilnych.

Powiązane