Test słuchawek Skullcandy Crusher – Muzyczne tsunami

Crusher_White_Mic-1_Snake_Rev-4

Założona w 2003 roku firma Skullcandy jest producentem znanym głównie wśród sportowców i didżejów. Można ich spotkać noszących na uszach nie tylko prostsze słuchawki, takie jak INK’D lub Lowrider, ale również modele z muzycznych wyżyn: aviatory, navigatory lub ostatnią nowość w ofercie – słuchawki Crusher.

 

 

Skullcandy Crusher to słuchawki na swój wyjątkowy sposób luksusowe, chociaż nie zapakowano ich w szmaragdowe pudełko i nie wykonano ze szlachetnego aluminium. Proste, kartonowe opakowanie kryje w sobie słuchawki, przewód audio, miękki woreczek-etui i krótką instrukcję.

            Pałąk wykonano z grubego, matowego plastiku. Czasze muszli również, tyle że plastik tym razem jest gładki, błyszczący. Wszystkie elementy zostały idealnie odlane i chociaż w całej konstrukcji można odczuć delikatne luzy, to są one potrzebne i niegroźne. Zwłaszcza że crushery to konstrukcja, jak wiele obecnie produkowanych, składana. Zdecydowanie pozytywnie wpływa to na gabaryt słuchawek podczas transportu i zabezpiecza głośniki przed uszkodzeniem. Pałąk jest idealnie wygięty i prawidłowo dociska czasze do głowy. Na spodzie lewej muszli umieszczono wtyk jack. Praktyczne, że przewód można odłączyć, ponieważ jest to jeden z najczęściej psujących się elementów w słuchawkach. Dla równowagi prawa muszla też coś kryje – kapsuła słuchawki jest otwierana, by móc do środka włożyć… baterię. Po co bateria w słuchawkach przewodowych? Podobnie jak ma to miejsce w wielu topowych modelach wiodących producentów, tak i w przypadku Crushera bateria zasila dodatkowe systemy wspomagające i usprawniające dźwięk. Tym razem tą poprawą nie jest tłumienie odgłosów z zewnątrz, tylko dodanie basu z prawdziwego zdarzenia.

 SKULLCANDY-CRUSHER-RED.-1jpg

Rex Sensation

Specyficzna jest budowa czaszy nausznych testowanego modelu Skullcandy. Sercem każdej z nich jest 40 mm przetwornik REX40 wraz z systemem Sensation55. Wrażenia muzyczne najlepiej określa podpis jednego ze znajomych pod zdjęciem słuchawek na moim Instagramie: „bass terror <3”. Sensation55 to przetwornik, który odpowiada jedynie za niskie tony, a poprzez suwak na lewej muszli możemy regulować ich intensywność. Najczęstszym sposobem na podbicie basów jest cyfrowa ingerencja korektora. W przypadku modelu Crusher jest inaczej. Główny głośnik REX40 zapewnia czysty i wierny dźwięk, a w tym samym czasie „poboczny” otaczający go wzmacniacz Sensation55 przejmuje kontrolę nad niskimi tonami. Najbardziej zachwyca to, że jednocześnie słychać naturalne brzmienie instrumentów oraz mocne, głębokie dudnienie.

            Nad prawidłowym działaniem czuwa jedna bateria typu AA, która wystarcza na 40 godzin pracy. Wzmacniacz wyłącza się automatycznie, gdy wypniemy przewód audio lub wtedy, gdy przez 10 s nie jest włączona muzyka.

 

Tomasz Stokłosa

 

Skullcandy Crusher do testu udostępnił sklep Hermes Plus.

www.hermesplus.pl

 

WERDYKT

Dostępne w wielu kolorach Skullcandy Crusher to słuchawki, które są odpowiedzią na topowe modele pożądanych producentów. Są tańsze i mniej rozpoznawalne, lecz grają bezbłędnie. To słuchawki, które wizualnie nie każdemu muszą się podobać, jednak nikt, kto je założył i poczuł jak grają, nie powiedział, że nie zrobiły na nim wrażenia. Takie są crushery – robią wrażenie i dostarczają emocji. Genialne, czysto podbite niskie tony sprawdzą się wszędzie tam, gdzie kluczową rolę odgrywa rytm. Cena – w zależności od koloru – zaczyna się od 250 zł.

 

 

WADY

Brak

 

ZALETY

  • Potężne i czyste niskie tony
  • Wygodne, wokółuszne czasze
  • Lekka i składana obudowa

 

 Crusher_White_Mic-1_Stash_Rev-2

 

W SKRÓCIE

Skullcandy Crusher:

  • Głośnik niskotonowy Sensation55 oraz średnio- i wysokotonowy REX40
  • Pasmo 20 Hz–20 kHz
  • Wzmacniacz wbudowany w muszlę
  • Składana obudowa
  • Odczepiany przewód z pilotem
  • Zasilanie z jednej baterii AA
  • Cena od 250 zł

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Tomasz Stokłosa

Tomasz Stokłosa

Piechur, entuzjasta górskich wędrówek. Gadżeciarz-zbieracz i pedant-minimalista jednocześnie. Amator mobilnej fotografii wychodzący z założenia, że "nie jest ważne jaki masz sprzęt, tylko co potrafisz z nim zrobić, a najlepszy aparat fotograficzny to ten, który masz przy sobie".

Powiązane