Z Tesli do Apple, czyli nie tylko finansowe problemy producenta e-samochodów

Czasami można odnieść wrażenie, że Tesla to studnia bez dna. Uznana, renomowana marka, dobra sprzedaż, co przekłada się na duże przychody. Tylko zysków brak i na razie nie ma realnej perspektywy czasowej, kiedy się pojawią.

Transfery kojarzą się zazwyczaj z klubami sportowymi i zawodnikami zmieniającymi barwy. Czasami są kupowani za niewyobrażalne sumy (ostatnio np. Cristiano Ronaldo, wcześniej Neymar). Nikt jednak nie powiedział, że wybitni, albo bardzo zdolni specjaliści też nie mogą podkupywani są przez firmy.

W miniony weekend pojawiła się z pozoru nic nieznacząca informacja. Interia Tech, powołując się na zagranicznie źródła podała, że  Doug Field, czołowy inżynier odpowiedzialny w Tesli za rozwój wybranych elementów samochodów elektrycznych i nieobecny od sześciu tygodni znów pojawił się w pracy. Tyle, że nie w Tesli, a w Apple.

Tylko tyle, dla niezainteresowanych niewiele mówiący komunikat. Jednak nic bardziej błędnego. Natychmiast pojawiły się plotki (Apple milczy jak grób), że koncern z Cupertino wraca do „Project Titan”. To projekt owiany mgiełką tajemnicy, w zasadzie wiadomo o nim tyle, że mającej na celu stworzenie autonomicznego samochodu elektrycznego. Oczywiście Apple prac nad autem z napędem elektrycznym nie potwierdza, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że prace nad elektrycznym samochodem z logo z nadgryzionym jabłkiem mają miejsce. Nie wiadomo tylko na jakim są etapie – czy dopiero prac koncepcyjnych, czy są znacznie bardziej zaawansowane.

Samochód elektryczny Apple (nieoficjalna wizualizacja), źródło: itpro.co.uk

Mówi się, że Doug Field przymierzany jest do prac właśnie przy Project Titan. Dla Apple to dobra wiadomość, dla Tesli strata. Nie wiadomo, czy uda się znaleźć następcę, a jeśli nawet, to czy będzie chciał zmienić pracę.

Finansowa sinusoida

Utrata czołowego inżyniera to nie jedyna rzecz, jaka zaprząta głowę szefowi Tesli Elonowi Muskowi. Producent najpopularniejszych w USA samochodów z napędem elektrycznym podał niedawno wyniki za II kwartał 2018 roku. Przychody wyniosły 4 mld USD i były wyższe od tych z I kwartału, kiedy osiągnęły poziom 3,4 mld USD. Jednak w II kwartale Tesla poniosła stratę netto w wysokości 718 mln USD, która jest najwyższą w historii.

Mówi się, na razie nieoficjalnie, że inwestorzy mają dość wykładania środków na projekt, który co prawda jest perspektywiczny, ale realnie przynosi ogromne straty i ich cierpliwość zaczyna się wyczerpywać. Może stąd Tesla podkreśliła, że w II kwartale wydała „tylko” 740 mln USD, choć prognozowano, że będzie to poziom 900 mln USD. Trochę więc zaciśnięto pasa. Jednocześnie zarząd Tesli podkreśla, że firma cały czas dysponuje wolnymi środkami na poziomie 2,24 mld USD.

Tesla Roadster

Lokomotywą, która dała tak wysokie przychody Tesli w II kwartale, był model 3, czyli ten z segmentu Premium. Na koniec II kwartału Tesla 3 osiągnęła większy udział rynkowy, niż Audi A4, BMW serii 3, Mercedes klasy C i Lexus IS razem wzięte.

Firma znana z produkcji e-samochodów wcześniej ogłosiła zamiar uruchomienia stworzenia elektrycznego ciągnika siodłowego Semi i nowego sportowego elektrycznego auta Roadster. Pytanie, czy starczy jej na to środków i czy inwestorzy zniosą kolejny wydatek.

Zdjęcie otwarcia: Tesla 3

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane

Internet to potwór

Opublikowane przez - 10 lutego 2015 0
Obchodzony dziś Dzień Bezpieczniejszego Internetu, przyniósł refleksję, czy w dobie coraz częstszych i bardziej złożonych ataków ciągle istotne pozostaje pytanie,…