Android: aplikacje dla zielonego robota #9/2017

Jacek WolanAutor:
Twórcy aplikacji zasypali nas w ostatnim czasie ciekawymi propozycjami. Mamy nie tylko minimalistyczną, bardzo prywatną, przeglądarkę Mozilli, ale i pewien sposób na ożywienie zdjęć wymyślony przez Google. Nadrobiliśmy też zaległości w zakresie polskich tytułów i aż połowa dzisiejszych propozycji jest rodzimego pochodzenia. Zestawienie – standardowo już – zamykają dwie gry, które pomimo minimalistycznej grafiki bez trudu skradną nam kilka minut.

Firefox Focus

Po niemal roku obecności w AppStore Firefox Focus trafił pod strzechy Google Play. To propozycja dla osób, które nade wszystko cenią sobie prywatność i szybkość dostępu do treści. I właśnie ta szybkość reakcji na polecenia to podstawowy atut aplikacji, który poniekąd wtapia się w coraz popularniejszy nurt lekkich alternatyw dla swoich „ciężkich” odpowiedników.

Program automatycznie blokuje śledzące elementy podczas przeglądania sieci, a usuwanie historii przeglądania, haseł czy ciasteczek wymaga jednego kliknięcia. W ustawieniach prywatności możemy zdecydować, które elementy mają być blokowane, np. reklamy lub statystyki. Poziom prywatności jest na tyle wysoki, że nie można nawet wykonać zrzutu ekranu z przeglądarki. Może się też zdarzyć, że któraś opcja uniemożliwi prawidłowe przetworzenie witryny, ale jednym kliknięciem możemy przywrócić standardowy layout.

Interfejs jest bardzo minimalistyczny – oprawa graficzna sprowadza się w zasadzie do różowo-fioletowego tła, a do dyspozycji dostajemy jeszcze tylko podręczne menu i przycisk kasowania danych. Czy czegoś tu nie brakuje? Gdzie są zakładki? Gdzie są karty? Nie ma. Jedni sobie chwalą tę prostotę, dla innych będą to gwoździe do trumny Focusa, bo takie funkcje stanowią podwaliny niemal każdej przeglądarki. Ale po wysokich ocenach i gwałtownie rosnącej liczbie pobrań nie widać, żeby to komuś przeszkadzało – liczy się przede wszystkim szybkość. Na szczęście, jeśli zabrakłoby nam zaawansowanych funkcji, w podręcznym menu znajdziemy opcję otworzenia strony w Firefoksie, Chrome lub w dowolnej innej przeglądarce.

KoniecReklamTV

Chyba każdy kiedyś chciał mieć rozwiązanie, jakie oferuje tytułowa aplikacja. Program nie wyłączy oczywiście reklam w telewizji, ale powiadomi użytkownika, gdy te się skończą. Zawsze będziemy więc dokładnie wiedzieć, kiedy wrócić przed ekran telewizora, i nie będziemy musieli polegać na innych widzach.

Do naszej dyspozycji oddano 12 kanałów dostępnych w cyfrowej telewizji naziemnej. Pojedynczym kliknięciem w wybraną stację ustawiamy powiadomienie tylko do najbliższego bloku reklamowego, a po przytrzymaniu włączymy stałe powiadomienia o wszystkich reklamach na danej stacji do czasu ich odznaczenia (można wybrać kilka stacji naraz). I rzeczywiście, całość działa naprawdę sprawnie, bo po dosłownie dwóch–trzech sekundach dostawałem informację, że reklamy się skończyły. Przy okazji można wybierać spośród czterech rodzajów powiadomień dźwiękowych.

Aplikacja jest dostępna bezpłatnie, ale tylko przez dwa tygodnie. To czas, gdy możemy ocenić zasadność opłacania subskrypcji – tydzień kosztuje ok. 2 zł, miesiąc – ok. 6 zł, a trzy miesiące – ok. 15 zł. Szkoda, że program oferuje na razie tylko powiadomienia, bo aż się prosi o integrację z bardziej zaawansowanymi rozwiązaniami pozwalającymi np. na wyciszenie lub wyłączenie TV na czas reklam i automatyczne włączenie tuż po ich zakończeniu. Przyjemnym dodatkiem byłby też program TV, który i tak jest w pewnym sensie zaszyty w tle. Może kiedyś…

Ruchome Zdjęcia

Ruchome Zdjęcia to jedna z nielicznych usług Google, która była dostępna na iOS-ie, ale brakowało jej na Androidzie. Można to próbować wytłumaczyć chęcią Google do zaproponowania ulepszonej wersji Live Photos, ale tę trochę naciąganą teorię trudno obronić dziś, kiedy program został opublikowany w Google Play. Ruchome Zdjęcia to nic innego jak rejestrator GIF-ów, ale ta pozornie prosta aplikacja ma coś, czego nie powstydziliby się giganci rynku.

Program po kliknięciu w charakterystyczną ikonkę rozpocznie nagrywanie trzysekundowego klipu, a później go zapętli. Alternatywnie możemy nagrać minutę materiału i przyspieszyć ją dwu-, cztero-, a nawet ośmiokrotnie. Istnieje także możliwość skomponowania dłuższego filmu poprzez połączenie wielu GIF-ów. Aby to zrobić, należy przesunąć palcem w górę, by dostać się do galerii, a później gestem w prawo dodać „ruchome zdjęcie” do filmu, którego klatki podejrzymy w dole ekranu. Cóż, mechanizmy bardzo proste w obsłudze, więc nie będziemy się nad nimi rozwodzić. Znacznie bardziej są zaawansowane te działające w tle – programowa stabilizacja obrazu, jaką oferuje aplikacja, dorównuje tej sprzętowej (i nie ma w tych słowach krzty przesady).

Możemy rejestrować nie tylko krótkie GIF-y w stosunkowo niskiej rozdzielczości, bo jakość „High” kończy się na poziomie 640 x 480 pikseli, ale gotowy materiał możemy zapisać również jako film w formacie MP4, a wtedy dostajemy już 1 080 x 1 440 pikseli, co jest już całkiem sensownym wynikiem.

Kalendarz PL

Pamiętacie jeszcze te kartkowane kalendarze, czyli tzw. zdzieraki? Na jednej stronie był nadrukowany pojedynczy dzień miesiąca, a wszystkie święta i imieniny były zawsze pod ręką. Można było też wyczytać godziny wschodu i zachodu Słońca czy fazy Księżyca, a na odwrocie mogliśmy zobaczyć przepisy kulinarne, ciekawostki, porady, horoskopy, dowcipy – inwencja producentów była bardzo szeroka. Kalendarz PL stara się przypomnieć nam tamte czasy, choć w nieco innej formie.

Oprawa graficzna odbiega nieco od dawnych kalendarzy, twórcy postawili na nieco bardziej nowoczesną stylistykę. W domyślnym widoku zobaczymy podgląd miesiąca, poniżej którego zostaną wyświetlone wszystkie święta przypadające w danym miesiącu. Po kliknięciu w wybrany dzień przejdziemy do „kartki”, a na niej znane nam już informacje, wskazane we wstępie, uzupełnione o prognozę pogody (tego trudno było wymagać od papierowych kalendarzy). Jest też ciekawostka w formie informacji o święcie, jakie przypada danego dnia, łącznie z takimi jak np. Dzień Transportu czy Dzień Ludności Tubylczej na Świecie. Całość zamyka obszerne kalendarium z wykazem najważniejszych wydarzeń w poszczególnych latach.

Choć program jest bezpłatny, po pewnym czasie zaczyna wyświetlać reklamy, które można wyłączyć na 10 dni, jeśli obejrzymy 30-sekundowy klip. Teoretycznie program pozwala też na wyświetlenie zawartości kalendarza Google, ale mi nie udało się tego osiągnąć. Jest za to praktyczna wyszukiwarka imienin i – chyba nieco mniej potrzebny – notatnik.

Meritum

Meritum to polski agregator treści pojawiających się w Internecie. Artykuły można przeglądać w kategoriach: historia, podróże, technologia, kosmos, dom i ogród oraz innych – łącznie jest kilkanaście różnych grup tematycznych. Mój wybór padł na technologię, a w niej znalazłem dwa kanały wiadomości. To i tak dobrze, bo w niektórych grupach program rekomenduje do czytania puste kategorie. Wracam na główny pulpit, mijam kilka newsów, by dostać się do listy kanałów wybranych dla mnie, ale tu też nie znajduję zbyt wielu propozycji.

Nie jest jednak całkiem źle. Meritum ma podstawy do zaistnienia w świadomości użytkowników – dysponuje profesjonalnym interfejsem, a społecznościowy charakter aplikacji może być jej mocnym filarem. Wystarczyłoby dodać funkcję udostępniania treści przez użytkowników lub zapewnić współpracę z profesjonalnymi portalami tematycznymi, bo bez treści, która stanowi podstawę istnienia tej aplikacji, trudno oczekiwać rosnących słupków popularności. Kibicuję autorom, ale czekam na więcej!

Camera Roll

Camera Roll to alternatywna galeria zdjęć, która obecnie ma status niewydanej, ale już teraz możemy ją pobierać z Google Play. Jej podstawową zaletą jest dynamiczny i bardzo prosty w obsłudze interfejs, a animacje towarzyszące nam podczas poruszania się po tej galerii naprawdę cieszą oko.

Przy pierwszych uruchomieniach aplikacji trzeba się uzbroić w cierpliwość – program będzie skanował pamięć urządzenia, a podczas przeglądania biblioteki – uzupełniał bazę miniaturek. Niestety, jest to dość czasochłonne, a w wypadku setek zdjęć dotarcie do tego konkretnego może być nie lada wyzwaniem na początku. Z czasem jednak, gdy baza miniaturek zostanie uzupełniona, poruszanie po galerii będzie znacznie przyjemniejsze. Aplikacja wykryje foldery ze zdjęciami, a ponadto umożliwi podgląd również tych ukrytych (jeśli zechcemy dokonać porządków w pamięci). Pojedyncze fotki możemy zaś udostępniać, drukować czy edytować (w bardzo ograniczonym zakresie). Podstawowe elementy mamy więc zawsze pod ręką. Warto również wspomnieć, że domyślny układ zdjęć można zmienić w ustawieniach programu, zastępując efektowny „Parallax” bardziej klasycznym układem kolumnowym, a sam motyw – jasnym lub całkiem czarnym.

Program przez cały czas jest rozwijany i dlatego producent zastrzega, że możemy napotkać na różne problemy podczas jego obsługi. Ale ta faza rozwojowa to też plusy w postaci częstych aktualizacji i nowych funkcji – ostatnio została dodana obsługa plików w formacie RAW i pojawiła się funkcja przycinania obrazów.

Loopsie

Loopsie umożliwia tworzenie kinografik (ang. cinemagraph), czyli efektownych mariaży zdjęć i filmów. Tym, którzy jeszcze o nich nie słyszeli, śpieszę z wyjaśnieniem, że efektem finalnym takiego połączenia jest stabilne tło, na którym pojawia się zapętlona animacja. W pewnym sensie przypomina to obrazy i zdjęcia z pewnej serii o młodym czarodzieju… Dzięki Loopsie sami możemy stworzyć podobny efekt.

Aplikacja wymaga od użytkownika minimum interakcji. W pierwszej kolejności należy nagrać kilkusekundowy filmik. Później trzeba chwilę poczekać, aż program ustabilizuje wideo, wybierając najlepsze ujęcie, jako tło materiału. Teraz czas na „magię”, czyli wskazanie ruchomej części obrazu – rysujemy palcem po ekranie, odkrywając animowane elementy. W każdej chwili możemy przełączyć się między trybem odkrywania animacji i zakrywania obrazu, a sama animacja może być zapętlona w jednym kierunku lub nieustannie odwracać swój bieg. Gotowym materiałem możemy od razu się podzielić na Instagramie, Facebooku, WhatsAppie lub przy użyciu dowolnej opcji udostępniania treści.

Pewną niedogodnością, której można się pozbyć, płacąc ok. 8 zł, jest znak wodny made with loopsie, który będzie integralną częścią naszej kinografiki. Kolejną może być stosunkowo niska rozdzielczość, bo tylko 646 x 808. Przydałby się też nieco dłuższy limit nagrania, bo obecny znacznie ogranicza kreatywność użytkowników.

mPromocje

Kolejna polska aplikacja to propozycja dla „łowców promocji”. Program na bieżąco pobiera aktualne gazetki promocyjne z kilkudziesięciu różnych sieci i powiadamia o nowych promocjach. Samo rozwiązanie nie jest nowe i dlatego powstaje pytanie, czy program sprosta konkurencji w postaci Bliksa lub Mojej Gazetki. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że twórca tej drugiej aplikacji jest również autorem mPromocji, więc skupimy się na porównaniu z Bliksem.

Program podzielony został na cztery zakładki. W pierwszej możemy obejrzeć najnowsze gazetki, w drugiej – tylko te ulubione, kolejna zawiera listę wszystkich obsługiwanych sklepów, a w ostatniej znajdziemy kategorie tematyczne. Tych ostatnich próżno szukać w Bliksie, a ułatwiają one odnalezienie konkretnych sklepów, pod warunkiem, że nie są one supermarketami. Mamy więc sklepy budowlane i meblowe, drogerie, restauracje, z elektroniką, RTV i najliczniejsze, bo zawierające ponad połowę wszystkich gazetek, supermarkety. Po „wejściu do sklepu” zobaczymy wszystkie aktualne lub przyszłe gazetki w formie siatki, a kliknięcie w wybraną spowoduje otwarcie podglądu, w którym – już standardowo – możemy powiększać widok i przewijać poziomo kolejne strony. Poza możliwością wybrania ulubionych sklepów możemy też całkowicie ukryć te nieodwiedzane, co warto wykonać już we wstępie, by pominąć te „poza zasięgiem”. Na plus, względem Bliksa, zaliczam również możliwość zapisania konkretnych stron do odczytu offline. A która w końcu aplikacja jest lepsza? Obie są bardzo podobne, ale różnią się „gazetkowym asortymentem”, który pewnie uwarunkuje Wasz wybór.

Laps

Twórcy Laps – nie pierwsi zresztą – bazują na popularnym pomyśle gry 2048. Tym razem jednak, zamiast poruszać się po kwadratowej planszy, trafimy na okrągłe pole, gdzie kolorowe kule przyjdzie nam łączyć w trójki, by uzyskiwać coraz wyższy wynik.

Jeśli nie pamiętacie zasady gry 2048, to tylko przypomnę, że polegała ona na łączeniu w pary cyfr o tym samym oznaczeniu, by je potem podwoić. I tak dwie dwójki tworzyły czwórki, a dwie czwórki – ósemki, aż do uzyskania maksymalnej liczby 2048. Nie inaczej jest i tutaj, ale z uwagi na okrągłą planszę, zasady trochę się zmieniły. Nie poruszamy już w jednym kierunku wszystkimi polami naraz, a „strzelamy” kolorową kulą wędrującą po krawędzi planszy w sam jej środek. I nie wystarczy już tylko para takich samych liczb – tym razem potrzebujemy trzech części, by zsumować je do wyższej wartości. Wymaga to jednak pewnego uściślenia, bo potrzebujemy minimum trzech kul, ale możemy połączyć więcej, by usunąć zbędny nadmiar z planszy, a i sumowanie nie jest tutaj dobrym określeniem, bo trzy dwójki nie dadzą szóstki, a czwórkę, a osiem czwórek da w efekcie ósemkę. Innymi słowy, następuje skok jednopoziomowy, niezależnie od liczby połączonych kulek.

Gra skutecznie potrafi pochłonąć kilka minut wolnego czasu. Efekt psują jednak wszędobylskie reklamy, które stanowią też poniekąd walutę przetargową, by kontynuować rozgrywkę po porażce. Nie traktowałbym tego jednak jako wady, a raczej jako typową cechę gier free2play.

Mind Box

Mind Box to zręcznościowa gra z elementami logicznymi, w której zadaniem gracza jest takie manewrowanie skaczącym kwadratem i jego lustrzanym odbiciem, aby uniknąć wszelkich przeszkód pojawiających się na trasie.

Grafika jest bardzo uproszczona, ale to już można wywnioskować ze wstępu – w końcu manewrujemy kwadratami… Wbrew jednak pozorom, w tej stylistyce jest metoda, a już niejednokrotnie przekonywaliśmy się, że te najprostsze rozwiązania są najlepsze. Podczas rozgrywki plansza przesuwa się w dół (czy też – my poruszamy się ku górze), a nasza metoda sterowania ogranicza się do pojedynczych kliknięć. Synchronicznie odbijające się od siebie kwadraty możemy więc, jednym kliknięciem, lekko podnieść, a im więcej szybkich kliknięć, tym większy przeskok wykonamy. W końcu jednak zderzą się z sobą lub ze ścianą, by wywołać kolejne odbicie, które możemy ponownie rozciągnąć. Na początku jest łatwo – ze ścian wystają tylko niewielkie wypustki, które z łatwością pokonamy. Dalej robi się coraz trudniej, a obok coraz liczniejszych wypustek pojawiają się elementy, które musimy wyminąć pośrodku planszy, a najciekawiej się robi, gdy dojdą do tego obrotowe i przesuwające się obiekty.

Tak prosta graficznie gra w miarę pokonywania kolejnych poziomów robi się bardzo trudna, a że poziomów jest aż 250, nieraz będzie wystawiać naszą cierpliwość na próbę. Mind Box to znakomity pożeracz czasu, w którym z ciekawością odkrywamy kolejne wyzwania.

Jacek Wolan

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane