Czarna seria Innogy GO!

Chyba nie tak wyobrażali sobie pomysłodawcy wypożyczania elektrycznych aut na minuty realia działania swojej usługi. Codzienność w zderzeniu z wizją okazała się być brutalna. A wypożyczający auta tak „pomysłowi”, że pewnych sytuacji w Innogy po prostu nikt nie był w stanie przewidzieć

Zaczęło się z przytupem. Na ulicę wyjechało mnóstwo charakterystycznych BMW i3, które dodatkowo są w nocy doładowywane na stacjach innogy w całej Warszawie. Kierowcy zazwyczaj nie muszą się martwić o to czy dojadą do celu. W efekcie operator mógł zaoferować najniższą cenę w Warszawie (więcej o tym pisaliśmy tutaj). W dodatku w ramach promocji przy pierwszym wypożyczeniu 15 minut jazdy było darmowe.

Już od początku przedstawiciele firmy nieoficjalnie przyznawali, że wypożyczający podchodzą do aut na minuty jak do własności niczyjej. Pojazdy były zostawiane byle jak i byle gdzie, często holowane na policyjne parkingi, albo zakładano im blokady. Tu akurat najbardziej stratni byli ci, którzy tak je zostawiali, bo zgodnie z regulaminem operator mógł ich obciążyć kosztami za mandaty.

Gorzej bywało w środku. Użytkownicy mając świadomość, że to przecież nie ich auto zostawiali po sobie – mówiąc kolokwialnie – syf. Pojemniki po napojach i jedzeniu z fast foodów, nawet niedopałki papierosów nie były wyjątkiem. W takim stanie zostawiane były pojazdy Innogy GO!. W momencie, gdy ktoś inny takie auto chciał wypożyczyć wsiadał i od razu chciał wysiąść. Zdarzały się też akty wandalizmu (zachlapania farbą, specjalnie przebita opona).

Jednak efekt marketingowy udało się osiągnąć. Z Warszawy praktycznie wycofał się jeden z konkurentów – Traficar (więcej o tym pisaliśmy tutaj). Pojedyncze przypadki firma miała wliczone w koszty, samochody są zresztą ubezpieczone. Innogy specjalnie ich nie nagłaśniało.

Najgorsze miało jednak nadejść.

Samochodem na tory …

Pierwsze dni lipca to jednak dla Innogy i Innogy GO! była naprawdę czarna seria.

Zaczęło się od tego, że ktoś przejeżdżający wiaduktem w Alejach Jerozolimskich w Warszawie zauważył stojące przy torach kolejowych charakterystyczne BMW i3. Okazało się, że samochód zawisł na nasypie. Kierowcy nie było, nie wiadomo więc, czy wypadł z trasy, czy może pod wpływem środków odurzających chciał zrobić „dowcip” i wjechać nim na dość ruchliwy szlak (fakt, że teraz z powodu remontu ruch jest nieco mniejszy).

Tutaj w nieoficjalnej rozmowie z Mobilitynews.pl przedstawiciele Innogy przyznali, że pojazd został uszkodzony i zamierzają skorzystać z klauzuli w regulaminie i obciążyć wypożyczającego kosztami naprawy.

i w bariery

Temat auta Innogy na torach jednak szybko przycichł. Niewiele dni później inny pojazd Innogy GO! Uderzył w betonowe zapory. Zdarza się, nawet najlepszym kierowcom. Jednak tu sprawa była dużo bardziej skomplikowana.

Okazało się, że i kierowca i pasażer mieli po … 14 lat. W dodatku prowadzący pojazd był po spożyciu alkoholu. Sprawę wyjaśnia policja wraz z prawnymi opiekunami nieletnich. Jednak pierwsze pytanie jakie cisnęło się na usta to takie, jak 14 latkowie uruchomili samochód Innogy GO! Przecież przy pierwszej rejestracji trzeba wysłać zdjęcie prawa jazdy, a takiego dokumentu 14 latek mieć nie może.

Tematem zajęło się główne wydanie Faktów TVN. Zarzucono w nim Innogy słabe zabezpieczenie pojazdów. Choć wcale tak nie musiało być. Teoretycznie nastolatkowie mogli ukraść osobie dorosłej smartfon i tak uruchomić samochód. Albo – co gorsza – niefrasobliwa osoba dorosła sama uruchomiła im auto i umożliwiła przejażdżkę. To już sprawa dla policji.

Znikające BMW

To wcale nie był koniec czarnej serii Innogy GO!. Kolejny pojazd chwilowo wypadł z obiegu po kolizji z innym uczestnikiem ruchu i autobusem w centrum Warszawy. Ale to przysłowiowy „pan Pikuś”. Po prostu wypadek komunikacyjny, wypożyczający był trzeźwy.

Serwis Wysokie Napięcie ujawnił, że łącznie 3 samochody z floty Innogy GO! skradziono (wraca temat słabych zabezpieczeń). Jedno z nich właśnie przez wspomnianych 14 latków. Wysokie Napięcie podało powołując się na własne źródła sposób, w jaki 14 latkowie mogli wejść w posiadanie auta na minuty. Otóż nie wystarczy z wypożyczanego samochodu wysiąść i trzasnąć drzwiami. Trzeba jeszcze w aplikacji zaznaczyć koniec podróży – wtedy dopiero samochód będzie zablokowany. Ktoś nieświadomie tego nie zrobił, albo po prostu zapomniał. Nastolatkowie widząc odbezpieczony pojazd wsieli i pojechali (uruchamia się go przez aplikację, a nie kluczykiem). Jak to się skończyło wiadomo.

Pytanie co dalej. W Innogy zastanawiają się czy nie zmienić warunków wypożyczania pojazdów np. podnosząc minimalny wiek skorzystania z usługi do 21 lat. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie czy opłaty za usługę nie zostaną podwyższone. To także by pomogło wyeliminować część niefrasobliwych użytkowników.

Tak czy inaczej początek lipca był dla Innogy GO! Bardzo gorący. I nie chodzi tu tylko o upały na ulicy.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane

Oukitel zapowiada C5 Pro

Opublikowane przez - 12 grudnia 2016 0
Oukitel C5 Pro to najnowszy dodatek do portfolio chińskiego producenta. Smartfon może pochwalić się unikatowym designem i metalową obudową Oukitel…

Paul Clark w Plantronics

Opublikowane przez - 15 marca 2016 0
Firma Plantronics (NYSE: PLT), poinformowała, iż nowym wiceprezesem i dyrektorem zarządzającym w regionie Europy i Afryki został Paul Clark.  Poprzednio pan Clark…

Test Huawei P30 lite – recenzja

9.3/10
9.3/10
Opublikowane przez - 15 maja 2019 0
Huawei P30 lite to smartfon fotograficzny z potężną optyką, opierającą się na obiektywie o rozdzielczości aż 48MP. Choć najmłodszy w…