Pirates of the Caribbean: Tides of War. Czarna Perła wypłynęła na mobilne wody

Wieloosobowa gra osadzona w uniwersum znanym z filmów z serii Piraci z Karaibów to pomysł, który już dawno powinien zostać zrealizowany. Tego trudu podjęli się programiści ze studia Joy Ciy. Czy autorom udało się oddać klimat przygód Jacka Sparrowa?

Jeśli kinowa premiera nowej części Piratów z Karaibów, pt. Zemsta Salazara, nie nasyciła waszego pirackiego apetytu, mobilne Tides of War powinno go z łatwością zaspokoić. Jeśli tylko rajcują Was strategie, gry wieloosobowe i morskie podboje, natychmiast znikniecie dla świata niczym (nomen omen) statek w trójkącie bermudzkim.

Należy zacząć od tego, że Tides of War jest bardzo rozbudowaną i złożoną grą, zwłaszcza jak na mobilne standardy. Trzeba pamiętać o tym, że nie jest to rodzaj gry, który włączymy na 10 min podczas jazdy autobusem, a produkcja wymagająca czasu i większego zaangażowania.

 

Stwórz kapitana

Tytuł studia Joy City łączy elementy gry strategicznej i RPG. Zabawę zaczynamy od stworzenia własnego kapitana, który stanie na czele pirackiej floty i będzie zarządzał niewielką przystanią. Nie zostaniemy jednak rzuceni od razu na głęboką wodę, bo w ogarnięciu podstaw mechaniki gry pomoże nam samouczek. Porady będziemy mogli czytać przez całą długość rozgrywki, co nie jest zresztą bezzasadne, biorąc pod uwagę mnogość elementów, nad którymi musimy się pochylić, żeby prowadzić dobrze prosperującą piracką działalność. W zarządzaniu przystanią pomogą nam takie osoby jak legendarny Jack Sparrow, z którym jest także związana fabularna część gry. Odzyskujemy w niej zagubione wspomnienia kapitana Czarnej Perły, cofając się do wydarzeń znanych z filmów. Niestety, obecnie są dostępne jedynie trzy misje, chociaż na osłodę tego faktu można powiedzieć, że ich ukończenie skutkuje dodaniem do naszej floty legendarnego żaglowca Jacka Sparrowa.

 

Sedno pirackiego biznesu

Zanim przejdziemy do sedna pirackiego biznesu, czyli zatapiania cudzych statków, musimy odpowiednio rozwinąć nasz przytułek. W tym celu budujemy farmy, tartaki czy kopalnie srebra. Produkujemy broń, armaty, rekrutujemy załogę czy też w końcu budujemy potężne statki. Wraz z postępem gry nasz port staje się coraz potężniejszy, a początkowa bariera ochronna, która chroni nas przed atakami innych graczy, zostaje wyłączona i tym samym stajemy się łatwym kąskiem dla morskich weteranów. Na szczęście w Tides of War na wszystko jest metoda – wykonując różne misje, odbierając codzienne nagrody za aktywność czy polując na morskie potwory, statki kupieckie czy plądrując wysepki, szybko rośniemy w siłę. Możemy nawet włączyć ponowną ochronę przystani, jeśli tylko mamy taki przedmiot, który na to pozwala.

 

Również rola naszego kapitana nie jest bez znaczenia. Wraz ze zdobywaniem punktów doświadczenia rośnie on w siłę – rozwijamy jego specjalne zdolności, talenty czy też możemy wytworzyć dla niego specjalne wyposażenie.

To wszystko może się wydawać bardzo skomplikowane, zwłaszcza dla osób, które nie miały wiele doświadczenia w grach strategicznych. Na szczęście w pirackich podbojach nie musimy być osamotnieni. Z łatwością możemy się przyłączyć do sojuszu. Będąc w nim, pomagamy innym kapitanom (oni odwdzięczają się tym samym) w budowaniu ich budynków czy też przy odkrywaniu nowych technologii.

Najmocniejsze sojusze zajmują określone miejsca na morzu, zbierają się w większe skupiska i budują tam swoje forty. Jeśli system ulokuje nas w oddaleniu od jakiejkolwiek gildii, to specjalnym przedmiotem możemy przenieść naszą przystań w inne miejsca. Jest to o tyle satysfakcjonujące, że wyklucza sytuacje, w których wyjątkowo złośliwy gracz stara się pogrążyć nas w rozpaczy poprzez nieustanne najazdy.

To nie wszystko! Dodatkowych czynności jest cała masa, np. możemy zagrać w prostą grę hazardową czy też zająć się poganianiem leniwych wilków morskich, którzy przysypiają na statkach. Szczególnie upodobałem sobie podnoszenie kapitanów z zaprzyjaźnionego sojuszu, którzy przechadzają się po naszej przystani, i wrzucanie ich do morza. Gdy wypływają na brzeg, otrzymujemy od nich bezpłatne punkty doświadczenia. Nic wielkiego, a cieszy. Możliwości w Tides of War jest tyle, że można o tym poświecić całą recenzję. Oczywiście w końcu dochodzimy do momentu, gdy tworzenie kolejnych budynków ciągnie się przez godziny, wysłaliśmy już całą flotę na podbój Karaibów i wszyscy piraci zajęli się szorowaniem pokładu – wtedy można już tylko czekać na rozwój sytuacji.

 

Estetyczny sztorm

Na ciekawym rozbudowaniu nie kończą się zalety Tides of War. Inne elementy również nie zawodzą. Wizualnie i muzycznie gra prezentuje się wybornie. Przystań jest pełna szczegółów (jest dzień i noc, a czasami może nas zaskoczyć sztorm – wszystko wyłącznie dla celów estetycznych), wszystkie statki się od siebie różnią, (możemy zmieniać ich wygląd według uznania, tworząc np. charakterystyczną dla nas flotę o określonych barwach), mamy mnóstwo portretów postaci znanych z filmów (również własną postać wybieramy z wielu dowolnych wyglądów), oglądamy przerywniki filmowe, a także walki na statkach albo na morzu.

 

Gdzie Piraci z Karaibów?

Głównym mankamentem Tides of War jest to, że poza fabularnym dodatkiem, o którym wspomniałem wcześniej, gra ma mało wspólnego ze swoim tytułem. Mogłaby być jakąkolwiek piracką grą strategiczną, niezwiązaną z uniwersum Piratów z Karaibów w żaden sposób. Brakuje tutaj klimatu przygód znanych z filmów i chociaż cała reszta prezentuje się wybornie, to chciałoby się, żeby motyw przewodni nie był tylko chwytem marketingowym mającym przyciągnąć fanów filmów. Może to być spowodowane tym, że tytuł studia Joy City to niemal kropka w kropkę ich poprzednia gra o tytule Oceans & Empires.

Z innych problemów można wspomnieć o dużym zużyciu procesora. Tides of War może bez wstydu stawać w szranki z Pokemon Go, jeśli chodzi o szybkość wyczerpywania się baterii.

WERDYKT

Pirates of the Caribbean: Tides of War jest produkcją niezwykle udaną. Chociaż wymaga ona pewnego obycia ze strategiami, to samo rozbudowanie, przyłożenie się autorów do szczegółów czy też piękna oprawa audiowizualna zasługują na uznanie. Mimo że telefon może rozgrzać się do czerwoności, a bateria zniknąć w mgnieniu oka, jest to produkcja warta uwagi każdego fana pirackich podbojów.

 

Aleksander Jurek

WADY

  • Odniesienia do Piratów z Karaibów są niemalże tylko w tytule
  • Gra jest wymagająca dla sprzętu
  • Powtórka z Oceans & Empires

ZALETY

  • Złożoność gry i urozmaicenia
  • Strona audiowizualna i dbałość o szczegóły

Pirates of the Caribbean: Tides of War

  • Wydawca: Joy City
  • Producent: Joy City
  • Platformy: Android, iOS
  • Cena: 0 zł (mikrotransakcje)

 

iOS
Android

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Powiązane