Przyszłość się otwiera. Samsung Galaxy Fold – test i recenzja

Może część czytelników pamięta Nokię z serii Communicator (9100, 9200 i 9300). To była wtedy zupełnie nowa jakość. Z zewnątrz wyglądał jak telefon, ale był otwierany, a w środku na górze duży wyświetlacz, a na dole klawiatura. Ale i gabaryty miały spore. Dziś technologia poszła dużo dalej. Samsung pokazał otwieranego smartfona bez fizycznej klawiatury, a w środku z jednym ekranem. Dzięki temu jego rozmiary są znacznie mniejsze.

Ciężko będzie zaprzeczyć konkurencji Samsunga, że nie był pierwszy, choć podobne pomysły konkurencja już ma. Chodzi konkretnie o Motorolę Razr. Ona także po otwarciu urządzenia ma jeden pełny wyświetlacz, a nie 2 dzielone. Niemniej jednak właśnie Fold wyprzedził konkurencję i wprowadził jeden ze swoich flagowców już do Polski. Nie jest tani, kosztował 9 tys. zł. Piszę kosztował, bo podobno wszystkie oferowane modele się rozeszły. Być może dlatego, że nie było ich w ofercie zbyt wiele, ale to już pozostanie tajemnicą producenta.

Co znajdziemy w pudełku?

Oprócz samego urządzenia i ładowarki nie znajdziemy tradycyjnych słuchawek. W ogóle Fold nie ma wejścia mini jack. Ale w błędzie jest ten, kto uważa, że słuchawek w Foldzie w ogóle nie ma. Jak na urządzenie przyszłości przystało w pudełku są bezprzewodowe słuchawki Galaxy Buds. Do tego dochodzi etui, choć my skorzystaliśmy z folii zabezpieczającej firmy MyScreenProtector.

Z przodu Folda jest mniejszy z wyświetlaczy o przekątnej 4,6 cala i aparat do robienia selfie. Tylna pokrywa koloru srebrnego (przynajmniej była w naszym wypadku) była srebrna. Znalazł się na niej aparat z trzema obiektywami. Fold posiada też czytnik linii papilarnych i system rozpoznawania twarzy.

Pierwsze wrażenie

Tu najpierw anegdota. Kupowałem coś w sklepie, podszedłem do lady, przy której akurat nie było sprzedawczyni. Położyłem zakupy na ladzie, których zresztą nie było za wiele i słysząc, że ktoś się do mnie odzywa, rozłożyłem Folda i odpisałem. Podeszła sprzedawczyni, ja Folda złożyłem i schowałem do kieszeni kurtki. W tym momencie usłyszałem okrzyk sprzedawczyni: „co pan zrobił, co pan zrobił”. Przez chwilę zgłupiałem. Ani nic nie ukradłem, wszystko co chciałem kupić, leżało na ladzie. Nie zaczepiłem też plecakiem o któryś z regałów i nic nie upadło na ziemię. Zanim zorientowałem się o co chodzi, sprzedawczyni mnie wyprzedziła i spytała, co zrobiłem z tym, co schowałem do kieszeni. W tym momencie już wiedziałem, że chodziło o Folda i o to, że jest rozkładany. Wyjąłem go z powrotem i pokazałem jak działa. Sądząc po wyrazie twarzy sprzedawczyni, rozkładany ekran zrobił duże wrażenie. Co ciekawe, za pierwszym razem zgadła, że to Samsung, choć Fold nie ma nic napisane na tylnej pokrywie.

Tyle z „przygód” Folda w sklepie. Mi było dane zapoznać się z urządzeniem jeszcze przed oficjalną polską premierą. Może nie trwało to długo, ale mniej więcej miałem pojęcie z czym będę miał do czynienia w trakcie testów. Ponieważ miałem porównanie ze starymi Communicatorami Nokii od razu odniosłem wrażenie, że Fold jest od nich dużo mniejszy i lżejszy. Rozmiarowo po złożeniu też nie był ani duży, ani gruby (szczegóły w specyfikacji pod tekstem). Spokojnie mieścił się w kieszeni kurtki, albo przedniej kieszeni spodni. Jednym słowem jak ktoś nie wie, że to rozkładany smartfon, to patrząc się z zewnątrz na to raczej nie wpadnie.

Który ekran lepszy?

Jak już wiadomo Fold ma 2 wyświetlacze. Standardowy zewnętrzny o przekątnej 4,6 cala. Obsługuje się go jak w normalnym smartfonie, może tylko nieco węższym. Siłą rzeczy wszystkie ikonki się na nim nie zmieszczą i trzeba przewijać ekran palcem. Podobnie jak to, że będą mniejsze, niż w środku. Jest jeszcze druga sprawa. Naprawdę trzeba mieć mocny wzrok i smukłe palce, że pisać na nim SMS-y, albo korzystać np. z Messengera. Z moimi palcami świeżo oderwanego od łopaty w zasadzie korzystałem z niego głównie przy odbieraniu i wybieraniu połączeń, sprawdzania, czy ktoś do mnie czegoś nie napisał, albo sprawdzania, która jest godzina.

Znacznie częściej używałem 7,3 calowego wyświetlacza po otwarciu urządzenia. Bez problemu można było je tak używać. Ekran był bardziej czytelny, a wszystko, co wiązało się z pisaniem, albo czytaniem było większe i – siłą rzeczy – mniej męczące dla oczu. Po rozłożeniu praktycznie nie było widać obu połówek wyświetlacza. Może czasami, ale nawet jeśli, to nie przeszkadzało jakoś specjalnie, generalnie to była całość.

Można było z niego korzystać jak z jednego. ale wystarczyło palcami jednej dłoni gest jakby je chciało się je złączyć. Wtedy dostawało się możliwość korzystania z kilku mniejszych, a w nim z różnych opcji jednocześnie. Opcja nosi nazwę Multi-Active Window.

Ekran jest bardzo czytelny. Nic dziwnego zatem, że można na nim bez problemu oglądać filmy. Zarówno te własne, jak i np. Netflixa. Można np. zrobić taki trik, że nagrywamy filmik przy złożonym urządzeniu, a później je otwieramy i go oglądamy. Stąd po rozłożeniu Fold bywa nazywany tabletem, albo smartfonem i tabletem w jednym. Według deklaracji Samsunga Folda możemy rozłożyć 200 tys. razy, czyli korzystać z niego regularnie przez 5 lat. Nasze testy trwały zdecydowanie krócej, więc trzeba wierzyć, ale po otwarciu Folda wszystko wyglądało solidnie.

Można także dzwonić mając otwarty smartfon. Wtedy jednak po wybraniu numeru pojawi się komunikat, żeby urządzenie zamknąć, albo włączyć głośnik.

System operacyjny i procesor

Fold działa pod kontrolą Androida 9 Pie z nakładką Samsung One UI. Wyposażono go w procesor Qualcomm Snapdragon 855 z Adreno 640 w połączeniu z 12 GB RAM. Zazwyczaj działał bezbłędnie, ale sporadycznie zdarzało się, co takiemu urządzeniu zdarzać się nie powinno. Otóż po otwarciu testowanego egzemplarza nie działał dotykowy wyświetlacz. Wystarczyło delikatnie wcisnąć delikatnie przycisk włączania/wyłączania i wszystko wracało do normy. Generalnie działał bez zarzutu.

Wbudowanej pamięci ma 512 GB. I tyle musi wystarczyć, bo portu na kartę pamięci nie ma. Różne testy prędkości pokazują np. szybkość ciągłego odczytu danych 1440,23 MB/s, zapisu 390,31 MB/s, odczytu 153,9 MB/s.

Bateria

Wydawać by się mogło, że tego typu urządzenie powinno być mocno energochłonne. Nic bardziej błędnego. Fold nie odbiega pod względem jej trwałości od tych w innych modelach, w tym także konkurencji. Chyba, że korzysta się z niego wyjątkowo intensywnie, ale to już chyba nie zależy tylko od modelu. Mi wystarczała spokojnie na 24 godziny (czasem i dłużej), przy czym nie wyłączałem Folda na noc.


 Werdykt

Futurystyczne urządzenie i technologia, która niejednego mogła zaskoczyć. Jednak nowości kosztują. Nie jest aż tak duży i ciężki, jak by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Technologia, która może sporo zmienić na rynku smartfonów.

 Zalety

  • technologia przyszłości
  • łatwość obsługi
  • nie wygląda na urządzenie, które łatwo się złamie

 Wady

  • cena

Samsung Galaxy Fold

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Powiązane

Note 7 już oficjalnie

Opublikowane przez - 2 sierpnia 2016 0
W dniu dzisiejszym Samsung oficjalnie zaprezentował swojego flagowca, czyli model Note 7. ”Galaxy Note7 łączy produktywność z rozrywką oraz najlepszymi…