Samsung Galaxy S10e – recenzja

MobilityNewsAutor:
Galaxy S10e jest bez dwóch zdań powiewem świeżości w gigantycznych smartfonów i być może odwróci trend powiększania ich do monstrualnych rozmiarów. Choć nie jest urządzeniem idealnym to zdecydowanie jest najciekawszym z trójki flagowców Samsunga.

Z pewnością znacie taką sytuację, gdy próbujecie coś zrobić ze wszystkich sił i nie wychodzi wam to za żadne skarby. W końcu odpuszczacie sobie i wtedy zupełnie od niechcenia udaje się zrobić to, czego wcześniej nie dało się zrobić. Dotyczy to każdej dziedziny naszego życia. Począwszy od walki z niepłodnością, przez szukanie błędów w kodzie programu po rzucanie do kosza za trzy punkty. I odnoszę wrażenie, że tak też jest z Samsungiem próbującym od lat kopiować Apple.

Firma z Cupretino, była i ciągle jest, choć obecnie wyłącznie siłą rozpędu, świętym Graalem producentów smartfonów, w tym także Samsunga. Przez lata ich modele naśladowały, lub tylko sugerowały się iPhonami. I w moim odczuciu modelem S10e Koreańczycy w końcu dogonili odwiecznego rywala. Sęk jednak w tym, że od pewnego czasu w zasadzie przestali już tak naprawdę gonić, bo technologicznie Apple jest do tyłu w wyścigu o najbardziej zaawansowany smartfon. Azjatyckie tygrysy od dawna proponują znacznie więcej, choć w kwestii wykończenia swoich pomysłów do Apple’a im jeszcze trochę brakuje. Wracając jednak do tematu – Samsung dogonił Apple w momencie gdy już nie dość, że przestał próbować to nawet tego nie potrzebuje.

Nie będę tutaj udowadniał, że S10e jest lepszy od Apple czy na odwrót, bo nie o to tu chodzi. Kluczowe jest pierwsze wrażenie jakie miałem gdy wyjąłem z pudełka S10e i wziąłem go do ręki. Było to dokładnie takie samo wrażenie jak przy moim pierwszym kontakcie z iPhonem (konkretnie z modelem X). Pierwsza myśl jak przyszła mi do głowy – „O, jaki fajny telefon i jak dobrze leży w ręku”. Mimo, że miałem w swoich dłoniach wiele telefonów z androidem – dopiero ten tak na dzień dobry pozytywnie mnie zaskoczył i od razu przypadł do gustu.

Zmiana trendu

Od kilku lat obserwujemy zwiększanie się rozmiarów smartfonów. Za czasów klasycznych komórek mieliśmy do czynienia z pędem do miniaturyzacji, telefony stawały się coraz mniejsze i mniejsze. Do momentu, gdy przyciski trzeba było naciskać paznokciem i użytkownicy o większych dłoniach nie dali rady obsługiwać urządzenia bez wykałaczki. Małe okazało się piękne, ale niewygodne. I zaczęto produkować telefony normalnych rozmiarów. Teraz obserwujemy podobny problem – na dużym ekranie zmieści się więcej, ale z kolei użytkownicy o mniejszych dłoniach muszą używać smartfona oburącz, co również nie jest ich szczytem marzeń.

Kilka lat temu Sony miało linię całkiem przyzwoitych smartfonów o umiarkowanych rozmiarach, niestety zrezygnowało z nich. Jeżeli więc chcesz kupić smartfon niewielkich rozmiarów to możesz wybierać wyłącznie wśród przestarzałych i słabych wydajnościowo modeli. Stosunkowo niewielki Galaxy S10e nie ma więc praktycznie żadnej konkurencji. I właśnie z powodu tego niewielkiego rozmiaru (przekątna 5,8 cala przy proporcjach ekranu 19:9) wiele osób rozważa zakup tego właśnie modelu. Jestem przekonany, że jeżeli sprzedaż pójdzie co najmniej przyzwoicie to w przyszłym roku zobaczymy podobne modele innych popularnych marek.

Czy to flagowiec?

Zwykle parę miesięcy po premierze flagowca na rynku pojawiał się model lite. Korzystając z fali popularności starszego brata oferuje za mniejsze pieniądze podobny design ale znacznie gorsze osiągi. Mimo to sprzedaje się dobrze co świadczy, że jest zapotrzebowanie na taki typ urządzenia. Tym razem Samsung postanowił zagospodarować ten rynek inaczej. Zaoferował nieoficjalny model „lite” od razu podczas premiery. Samsung S10e jest najmniejszy i najtańszy z trzech S10. Nikt nie musi wiec czekać na model lite. I – powiedzmy to sobie wprost – nie jest on wcale taki lite.

Co prawda odchudzono go z kilku funkcji, ale wydajność pozostaje praktycznie taka sama, podobnie jak topowe podzespoły (Snapdragon 855, a w Europie Exynos 9820). Niestety, co za tym idzie, cena urządzenia też nie jest „lite”. Za najmniejszego Galaxy S10 Samsung domaga się 3299 zł. To cena regularnego flagowca, bo S10e mimo, że korzysta z sentymentu do modeli „lite” jest regularnym flagowcem. Co do tego nie ma wątpliwości.

Podobieństwa i różnice

Czym w praktyce różni się model S10e od S10 i s10+? Przede wszystkim, co widać od razu jest mniejszy i lżejszy. Ekran ma rozdzielczość „tylko” 1080×2280 pikseli i proporcje 19:9, oraz przekątną 5,8 cala. Jak na dzisiejsze standardy to istny maluch. Ekran (Dynamic AMOLED) jest chroniony szkłem Corning Gorilla Glass 5 klasy a nie 6 jak w większych wersjach. Ciekawostką jest płaski ekran, bez zaokrąglonych brzegów jak w S10i S10+.

Smartfon ma dwie wersje wyposażone w 256 GB i 8 GB RAM, oraz 128 GB miejsca i 6 GB RAM – obie powinny wystarczyć zdecydowanej większości użytkowników i trudno je nazwać ubogimi.

Tylna kamera to podwójny aparat. Główny jest taki sam jak w innych modelach (12 Mpix f:1,5-2,4 26 mm OIS), drugi podobnie (16 MPix f:2.2 12mm), brakuje jednak trzeciego obiektywu. W wypadku modelu S10+ dostępny jest tez drugi obiektyw do selfie, którego tez w S10e nie znajdziemy.

Starsi bracia modelu e mają czytnik linii papilarnych ukryty pod ekranem blisko dolnej krawędzi. Tutaj takiego rozwiązanie nie znajdziemy. Czytnik zintegrowano z bocznym przyciskiem. Nie znajdziemy też czujnika tętna i saturacji, jak również Samsung DeX (Desktop eXperience), czyli możliwości podpięcia telefonu do monitora i korzystania z niego jak z komputera. Ostatnią różnicą jest mniejsza bateria – tutaj znajdziemy ogniwo o pojemności 3100 mAh.

Biorąc pod uwagę cała specyfikację smarftona – liczba różnic pomiędzy modelami naprawdę jest stosunkowo niewielka.

Co znajdziesz w pudełku?

Galaxy S10e jest stosunkowo niewielki i bardzo wygodnie znika w dłoni średnich rozmiarów. Może nie przypadnie do gustu właścicielom dużych rąk, ale wszystkim innym na pewno się spodoba. Ma płaski ekran, więc bez problemu da się kupić szkło zabezpieczające. Smartfon jest pyło- i wodoszczelny, spełnia normę IP68.

Ramka dookoła ekranu jest cienka, na dole tylko minimalnie grubsza niż na górze. Rogi wyświetlacza są zaokrąglone. Użytkownik traci w ten sposób kilka pikseli, ale nie oszukujmy się w narożnikach nie wyświetla się nic ważnego, a dzięki takiemu zabiegowi urządzenie wygląda znacznie lepiej.

Na szczęście moda na notch już minęła, tutaj zastąpiono go dziurą w ekranie, która próbują maskować rozmaite zabawne makiety. Dziura podobnie jak notch jest specyficznym rozwiązaniem i jedni będą ją kochać inni nienawidzić.

Obiektywy aparatów umieszczono na centralnej wyspie z tyłu urządzenia. Samsungowy asystent Bixby ma swój własny fizyczny przycisk. W obudowie zmieszczone port minijack, dwa głośniki oferujące stosunkowo głośny dźwięk (dolny głośnik jest ciut żwawszy i nawet próbuje reprodukować coś na kształt basów) i złącze ładowania USB typu C.

W pudełku dostajemy 15 watową ładowarkę, która umożliwia stosunkowo szybkie naładowanie smartfona. Niestety apetyt rośnie w miarę jedzenia i skoro telefon jest zgodny z protokołem Adaptive Fast Charging to mile widziana byłaby szybsza ładowarka. Ta w pół godziny jest w stanie naładować kompletnie rozładowany akumulator do około jednej trzeciej jego pojemności. To nieźle, ale można lepiej.

Ciekawostką jest fakt, że smartfon jest w stanie bezprzewodowo ładować inne urządzenia. W praktyce nadaje się to wyłącznie do awaryjnego podładowania słuchawek, które mają małe akumulatorki. Raz, że wydajność takiego sposobu ładowania jest niska, dwa, że drenuje i tak niezbyt pojemny akumulator.

Wracając do zawartości pudełka – oprócz słuchawek AKG znajdziemy tu też dwie przejściówki pozwalające ładować smartfon z klasycznego kabla USB lub złącza micro USB.

Jak działa?

Telefon działa szybko i sprawnie, ale czego innego można oczekiwać po topowym chipsecie. Oprogramowanie Samsunga, a raczej nakładka na Androida, ma swoich zwolenników i przeciwników, ale wymaga tylko lekkiego przyzwyczajenia. Nie jest przesadnie skomplikowana, a producent z wersji na wersję stara się ją uprościć i zoptymalizować. Można np. zmienić kolejność przycisków systemowych, wykorzystać przycisk Bixby do wywoływania innej aplikacji i za pomocą skanera linii papilarnych ściągać górne menu. To takie małe drobiazgi które ułatwiają obsługę telefonu.

Na pochwałę zasługuje ekran, który jest jednym z aktualnie najlepszych w smartfonach. Oczywiście wspiera standard HDR10+, ale przede wszystkim jest bardzo jasny. W trybie Auto potrafi przekroczyć 800 nitów. Oznacza to wygodną pracę nawet przy jaskrawym oświetleniu. Błąd odzwierciedlenia kolorów jest niewielki, porównywalny z dobrej klasy monitorami IPS, choć w trybie Vivid zwiększa się prawie trzykrotnie. W tym trybie jednak kolory mają być ładne a nie wierne więc nie ma na co narzekać.

Ze względu na zastosowanie tej samej matrycy i oprogramowania co w większych modelach – S10e wykonuje równie fantastyczne zdjęcia co one. Przy dobrym oświetleniu trudno się do czegoś przyczepić. Przy słabym, no cóż, nie mamy tutaj trybu nocnego i cudów nie należy oczekiwać.

Z powyższego opisu wyłania się obraz telefonu bez wad. Niestety S10e ma jedną. Jest nią za mała jak na zapotrzebowanie telefonu bateria. Jeżeli cały czas masz włączone wifi, blutooth, LTE i aktywnie korzystasz z telefonu to najprawdopodobniej będziesz musiał go doładować w ciągu dnia, bo nie dożyje do wieczora. Dla wielu użytkowników to wada dyskwalifikująca. Choć jeżeli nie jesteś hardcorowym użytkownikiem, to prawdopodobnie ładowanie co noc w zupełności wystarczy. Zwłaszcza, że bateria sama w sobie nie jest taka znowu strasznie mała – 3100 mAh, a smartfon potrafi przez 15 godzin odtwarzać zapętlony plik wideo.

Jak to się sprzeda?

Galaxy S10e to najtańsza S10. Kosztuje 3299 zł. Standardowa S10 kosztuje 3949 zł, a S10 Plus 4199 zł. Nie sposób powiedzieć, że model z literką e jest tani, bo nie jest, po prostu inne są jeszcze droższe. Cena S10e wcale nie jest lite i z pewnością dlatego nie nazwano tak tego modelu. Nabywcą z pewnością nie będą osoby, które chcą mieć topowy model. One dołożą 1000 zł do wersji z plusem. Z drugiej strony – na rynku jest już dostępny Xiaomi Mi 9 za 1999 zł. Różnica w jakości między tymi modelami może nie być warta 1300 zł.

Z drugiej strony jest iPhone XR, a z Pocophone F1. Samsung Galaxy S10e, może być najciekawszym i najbardziej opłacalnym w zakupie modelem S10, ale konkurencja nie śpi i jest naprawdę mocna.

Wymiary142,2 x 69,9 x 7,9 mm, waga 150 gramów, metalowa ramka, szkło Gorilla Glass 5 pokrywa przedni i tylny panel
Ekran5,8″ Dynamic AMOLED, 1080 x 2280 px; proporcje 19:9; ~438 ppi
ChipsetExynos 9820 Octa (8nm) octa-core CPU ((2×2.73 GHz Mongoose M4 & 2×2.31 GHz Cortex-A75 & 4×1.95 GHz Cortex-A55); Mali-G76 MP12 GPU
Pamięć6GB RAM, 128GB, slot microSD
SystemOne UI oparty na Android 9.0 Pie
Tylny aparat12MP f/1,5-2,4, 1,4µm, 1/2.55″, PDAF support, OIS + 16MP f/2,2, ultra-wide 104µm, LED flash; 1080p@30/60/240fps, 4K@30/60fps, 720p@960fps, HDR10+ support
Przedni aparat 10MP f/1.9, nagrywanie filmów do 2160p@30fps
Bateria3100mAh, adaptive fast charging 15W (9V/1.67A)
ZłączaSingle-SIM lub Dual-SIM (slot hybrydowy); LTE-A, Cat.20/13 (2Gbps/150Mbps); USB Type-C (v3.1); Wi-Fi a/b/g/n/ac/ax MU-MIMO; GPS, GLONASS, Beidou, Galileo; NFC; Bluetooth 5.0
Pozostałegłośniki stereo, bezprzewodowe ładowanie, odwrotne ładowanie, norma IP68 wodo- i pyłoodporności

Marek Konderski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane