T-Mobile tylko przez Internet i infolinię?

MobilityNewsAutor:

Eurotel_Salon_T-Mobile

 

W najbliższym czasie zniknie ok 40% salonów sprzedaży sieci T-Mobile – zarówno salonów firmowych, jak i Autoryzowanych Punktów Sprzedaży (APS), czyli firm zewnętrznych działającym pod szyldem T-Mobile. Tych ostatnich ma zniknąć ok. 240-280 (dokładna liczba nie jest oficjalnie znana). Użytkownicy sieci mają się kontaktować głównie kanałem internetowym, albo przez hotline.

Według naszego rozmówcy, który chciał pozostać anonimowy, operacja wygląda w ten sposób, że APS-y dostały tzw. dezautoryzację z końcem marca i właściwie w każdej chwili mogą swój biznes zamknąć. Mogą poinformować operatora, że chcą go prowadzić dalej, ale maksymalny czas ich działania to koniec czerwca br. O wszystkim właściciele punktów dowiedzieli się telefonicznie, na razie niczego na piśmie nie dostali.

O tym, który APS będzie mógł dalej działać decydują głównie kryteria geograficzne, a nie np. rentowność. Czasem miało to logiczne uzasadnienie – w podwarszawskim Żyrardowie były 3 APS-y więc co najmniej o 2 za dużo. Ale np. na Ursynowie, czyli dużej warszawskiej dzielnicy już tylko jeden, a i jego za chwilę nie będzie.

Celowe działania

Zdaniem naszego rozmówcy jest to celowe działanie operatora, który od dłuższego czasu chyba chce wykończyć swoje APS-y. Najpierw wprowadził oferty dostępne tylko w Internecie, a niedostępne w salonach (np. LG G3 S), albo z jakąś dużą różnicą w stawkach (w tej samej taryfie w sklepie internetowym T-Mobile telefon kosztował np. 9 zł podczas, gdy w APS w tej samej taryfie 500 zł). Jednocześnie T-Mobile narzucił tak wysokie cele sprzedażowe, że przy konkurencji sklepu internetowego były one niemożliwe do zrealizowania. Kolejnym krokiem było zabranie dofinansowania za obsługę klienta. Czyli np. gdy ktoś miał pytanie, albo chciał coś wyjaśnić w sprawie faktury, to przedstawiciele APS-ów musieli to albo robić za darmo, albo wyprosić klienta za drzwi.

Kolejną kością niezgody są Autoryzowani Doradcy Biznesowi. APS-y straciły możliwość obsługi abonentów firmowych, którzy posiadają więcej, niż 4 aktywne karty SIM, a mieli się tym zająć ADB. Sęk w tym, że ADB zazwyczaj są dostępni w dużych miastach, a poza nimi, albo na głębokiej prowincji abonenci zostali pozostawieni sami sobie. Poza tym Autoryzowani Doradcy Biznesowi nie znają lokalnych warunków i potrzeb klienta daleko od swojego miasta.

Kto zyska, a kto straci?

To, co robił i robi T-Mobile może mieć pewne wytłumaczenie. Otóż operator może chcieć pozbyć się użytkowników, którzy jak już muszą, to doładowują kartę minimalną kwotą. Z punktu widzenia telekomu choć to niby taki sam abonent, jak inni, ale jednak specjalnie do przychodów się nie dokłada. T-Mobile mógł zatem zrezygnować z walki o liczbę aktywnych kart SIM, na rzecz bycia telekomem ekskluzywnym, który ma mniejszą liczbę, ale „lepszych abonentów” . Oszczędności związanie z redukcją liczby placówek to sprawa oczywista.

Sęk w tym, że – zdaniem naszego rozmówcy – efekt może być odwrotny i taka strategia może okazać się strzałem w kolano. Po pierwsze dlatego, że oferty Jump!  rzeczywiście cieszą się ogromną popularnością i wielu użytkowników, szczególnie taryf mix, migrowało do Jump! zupełnie dobrowolnie. Nie trzeba było ich przymuszać. Zatem kurs na bycie bardziej ekskluzywnym i tak zaczął mieć miejsce. Drugim ważnym powodem jest to, że abonenci, szczególnie na prowincji, lubią rozmawiać z „żywym człowiekiem”, a nie wysyłać pytania przez Internet, albo rozmawiać przez hotline. Z bardzo prostego powodu – może mają głowę do interesów i po 20 aktywnych kart SIM, ale nie znają się na technologiach i konstrukcji ofert. Dlatego nie zajrzą do Internetu, bo niewiele z tego zrozumieją, boją się też, że przy zamawianiu oferty online popełnią jakieś błędy i dostaną nie to, czego chcą. A na czekanie na swoją kolejkę na infolinii nie mają czasu, albo cierpliwości. Wolą udać się do salonu, „przegadać” sprawę, a formalności pozostawić jego pracownikowi. Teraz taka możliwość będzie im odebrana.

Na taką, a nie inną sytuację u konkurenta ostrzy sobie zęby Play. To operator, który kojarzony jest głównie z większymi miastami, w mniejszych dopiero się pojawia. Obecnie w lokalizacjach, które zostaną opuszczone przez firmowe salony i APS-y T-Mobile chciałby uruchomić własne. Przy okazji chętnie przejmie tych abonentów magentowego operatora, którzy wolą załatwiać swoje sprawie w salonie.

Dodatkowo w związku z likwidacją części sieci salonów i APS-ów zniknie ok. tysiąca miejsc pracy, a kilka małych firm zaprzestanie działalności.

I co dalej?

To dla T-Mobile może nie być koniec niedogodności w związku z tą sprawą. Część byłych, albo (jeszcze) obecnych właścicieli APS-ów rozważa skierowanie sprawy do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów przeciwko operatorowi o wykorzystywanie dominującej pozycji np. poprzez jednostronne narzucanie nierealnych limitów sprzedaży. Zdaniem naszego rozmówcy wielu z nich dotąd bało się tego posunięcia z obawy przed utratą autoryzacji dla salonu sprzedaży, a skoro teraz grupowo ją i tak straciło, to jest im wszystko jedno.

Marcin Kwaśniak

Źródło: własne

Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powiązane