The Sims: Mobile – recenzja. Kolejne Simsy na telefony i tablety!

Chociaż seria The Sims to swojego rodzaju światowy fenomen, to mobilne wersje wirtualnego domku dla lalek nigdy nie były na tyle dobre, żeby nawet w małym stopniu dorównać komputerowym gigantom. Próby podbicia rynku mobilnego przez Electronic Arts zaczęły się już w mrocznych czasach gier java, ale dzisiaj porozmawiamy o najnowszej produkcji studia Maxis i EA Mobile, grze The Sims: Mobile.

Największym problemem gier mobilnych opartych na tej ekstremalnie znanej serii gier komputerowych zawsze było skuteczne oddanie tego magicznego czegoś, co sprawiało, że oryginalne odsłony zaprojektowane przez Willa Wrighta odniosły tak gigantyczny sukces na całym świecie. The Sims: Mobile to produkt, który ma na siebie własny pomysł i chociaż w niektórych aspektach wymaga dopracowania i nie jest przeznaczony dla każdego, to jest wart zainteresowania, bo stara się przybliżyć do tego, co dawno temu polubiliśmy w produkcjach studia Maxis.

Tworzenie sima, budowanie domu

Na samym początku gra prosi nas o stworzenie sima, wirtualnego odpowiednika człowieka. Opcji kreacji jest zaskakująco dużo, wliczając w to modyfikacje szerokości nosa, wysokości czoła, stopnia umięśnienia, czy wagi tworzonej postaci. Widać, z jaką pieczołowitością studio Maxis podeszło do kwestii kreatora – nic dziwnego. Od zawsze była to jedna z tych funkcji, przy której ludzie spędzali czasem długie godziny. Zresztą, podobnie sprawa ma się w przypadku dobierania tak zwanej „stylówy”, chociaż w tym przypadku naturalnie jesteśmy ograniczani poprzez konieczność odblokowania pokaźniejszej garderoby w ramach nagród za postęp w grze. Kreator działa zaskakująco dobrze, a bardziej oddani gracze są w stanie stworzyć oryginalne i wyróżniające się z tłumu postacie.

Gdy już stworzymy naszego pupila, gra łagodnie poprowadzi nas przez budowanie, ozdabianie i wyposażanie domu. W celu odblokowanie fajniejszej lodówki albo bardziej fikuśnych blatów musimy poświęcić trochę czasu na wykonywanie zadań, zdobywanie doświadczenia i zająć się karierami simów. Niemal wszystkie elementy są drogie jak diabli, ale gra dość często nagradza starania graczy, co niejako rekompensuje tę krzywdę. Dodatkowo niektóre kupowane czy zdobywane elementy wyposażenia posłużą nam również do dekorowania miejsca pracy. Na przykład, kucharz może postawić na sklepowej ladzie zestaw garnków, co nieco usprawni jego pracę.

Dużym mankamentem, który najczęściej pojawia się w zarzutach graczy, jest dość kiepska możliwość projektowania pomieszczeń domowych. Rzeczywiście, można zapomnieć o wymyślnych pokojach czy nieregularnych kształtach. Pomieszczenia (w kształcie prostokąta) zwężamy, poszerzamy albo przestawiamy. Nie ma pięter, basenów, nie wspominając już o wielkich willach. Dużo starsza gra mobilna z tej serii (The Sims: Freeplay) ma znacznie bardziej rozbudowany system kreacji pomieszczeń, ale miejmy nadzieje, że z czasem i The Sims: Mobile doczeka się odpowiednich aktualizacji.

Dobrze, ale co się robi w tych Simsach?

Gdy już jakoś przygotujemy nasze gniazdko, przechodzimy do trybu życia – a tam czekają nas misje, zadania i wydarzenia. Mogą być związane z hobby (np. ćwiczenie gry na gitarze), karierą (np. wybranie się do pracy) i relacjami z innymi simami (np. wspólne spędzanie czasu w domu). Elementy wyposażenia oferują wtedy specjalne interakcje, które dodają nam różną liczbę punktów. Zbierając je, sukcesywnie skracamy czas potrzebny do wypełnienia zadania. Wysyłając swojego sima do pracy w kawiarni, możesz po prostu wyłączyć telefon i powrócić do zabawy kilka godzin później, gdy wykonał już swoje zadanie, albo klikać jak oszalały we wszystkie ekspresy do kawy, jakie znajdziesz. To rozwiązanie nie jest co prawda najgorsze, ale wiążę się z dość przykrymi konsekwencjami, o których wspomnę później.

Simowych interakcji między samymi postaciami i przedmiotami jest naprawdę mnóstwo, chociaż tracą na swoim uroku poprzez okrutne założenia gry. Nie ma sensu oglądać tych wszystkich animacji, kiedy w rzeczywistości staramy się wyłącznie „wyklikać” jak najwięcej czynności, żeby ograniczyć wymagany czas potrzebny na wypełnienie zadania.

Dodatkowo wiele czynności ma dokładnie taką samą animację (najczęściej nie ma różnicy w „plotkowaniu”, a „podziwianiu zębów”), więc w naturalny sposób gracze szybko tracą chęć, żeby dokładniej obserwować życie swoich podopiecznych. Bywają jednak zabawne wyjątki, czy to w postaci fotografowania jedzenia rodem z życia „instagramerki”, czy moim osobistym ulubieńcu – „denerwowaniu innego sima głośnym jedzeniem jabłka”. Problemem jest także, że gra oddaje nam pod kontrolę jedynie czterech simów, z czego tylko dwójkę z nich odblokujemy za darmo.

Simów są tysiące, ale to wciąż gra dla pojedynczego gracza

Bardzo ciekawy jest za to system opowiadania historii. Gdy zaczynamy rozmawiać z nowo poznanym simem, możemy określić, jaką funkcję spełni w życiu naszego bohatera. Może to być opowieść o dawnych rywalach, nienawistnych kochankach, sportowych entuzjastach itd. Co jakiś czas będziemy wchodzić w nowe rozdziały konkretnych opowieści (stanowczo zbyt rzadko), odczytując krótkie dialogi między postaciami. Problemem jest jednak to, że na ten moment rozmowy to jedyny profit, jaki w kreatywny sposób rozwija formułę gry, a dialogi są napisane dość żenująco. Krótko mówiąc – żaden człowiek nie rozmawia w tak sztuczny sposób. Całość wymaga więc dopracowania i bardziej ludzkiej ręki, ale jest to dobry kierunek rozwoju gry.

Ważnym elementem The Sims: Mobile jest interakcja z innymi, żyjącymi graczami. Ponieważ nie istnieją już gry mobilne, które nie mają sieciowych trybów, także w tym przypadku regularnie wpadamy na milusińskich innych graczy. Sprawa wygląda jednak ciekawie, ponieważ każdy z graczy istnieje w czymś, co określilibyśmy „alternatywną rzeczywistością”. Jeśli twoja koleżanka wysłała swoją simkę na szybką kawę w mieście, to tobie niestety nie uda się jej tam zastać. Każdy z graczy tworzy własną historię, dokłada cegiełkę do wielkiej bazy simów i chociaż spotyka postacie innych ludzi, to każda z nich jest sterowana przez komputer. Z jednej strony jest to oczywiste, lokacje w grze są ograniczone (swoją drogą, są również dość małe), więc widok tysięcy ściśniętych simów w jednej kawiarni mógłby, delikatnie ujmując, nie sprawdzić się zbyt dobrze w ostatecznym rozrachunku.

Z drugiej strony gracze mogą odczuwać płytkość relacji między postaciami, co jest zwłaszcza irytujące, gdy mówimy o „grze społecznej”. Możemy za to podziwiać domy innych graczy (z powodu kiepskich narzędzi budowania większość wygląda dokładnie tak samo), obdarowywać się naklejkami i wysyłać simów na imprezy. Najbardziej przerażająca wydaje się myśl, że po tygodniu grania twój sim może być już mężem/żoną w wielu alternatywnych grach innych użytkowników. Podsumowując, należy pamiętać, że The Sims: Mobile to głównie zabawa dla pojedynczego gracza, a aktualne opcje interakcji sieciowych to dodatki, które zapewne będą ciągle usprawniane.

Muzyka jak zwykle przy produkcjach z serii The Sims stoi na przyzwoitym poziomie. Może nie jest to poziom kultowych kompozycji z oryginalnej odsłony z 2000 roku, ale nadal są to sympatyczne i relaksujące melodie. Grafika jest również przyzwoita, postacie i elementy wyposażenia cieszą oko, a animacje niekiedy zaskakują złożonością.

Jest wiele elementów gry, o których można długo opowiadać – między innymi są to cechy simów (np. dają różne bonusy), prosty system starzenia się postaci, opcje dodawania współlokatorów, możliwość brania udziału w specjalnych wydarzeń, czy „eventach” (np. niedawne poszukiwanie jajek wielkanocnych), czy ostatecznie nawet zakładanie rodziny, ale nie ma potrzeby wielkiego rozpisywania się na ich temat.

 

Czy The Sims: Mobile to dobry wybór?

The Sims: Mobile nie jest tytułem dla wszystkich. Gry ewoluują, zmieniają się urządzenia, na których gramy, zmienia się również specyfika gier. W tej konkretnej wersji wirtualnego domku dla lalek nie odnalazłem tego, co przykuwało moją uwagę w klasycznych odsłonach Simsów dedykowanych na komputery osobiste. Przecież nie można wpisać kultowego kodu na wszystkie pieniądze świata i zbudować wili marzeń (tak naprawdę, to istnieje taki kod – są nim oczywiście mikropłatności). Nie można stworzyć na starcie wielkiej, pokręconej rodziny i z uśmiechem obserwować, jak nasi podopieczni nie radzą sobie z obsługą toalety, albo ugotowaniem posiłku. Ostatecznie – nie można zbudować basenu, żeby utopić naszych simów poprzez przypadkowe usunięcie drabinki. Nowe Simsy to sympatyczne klikadło, z całym niezgorszym systemem tworzenia postaci. Fani oryginalnych edycji mogą kręcić nosem, ale mobilni weterani mogą zadowolić się odblokowywaniem sprzętu, różnymi aktywnościami czy prześciganiem się w realizacji specjalnych wydarzeń.

Na sam koniec warto wspomnieć, że obecnie mamy możliwość jednoczesnego bawienia się w dwóch grach mobilnych z serii The Sims jednocześnie. The Sims: Freeplay to już siedmioletnia produkcja skupiona wokół budowania domów i zarządzania miastem, natomiast The Sims: Mobile stawia na tradycyjne zajmowanie się jedną rodziną, związkami i pracą. Wybór jest więc prosty – należy wybrać grę, której specyfika najbardziej nam odpowiada.

Aleksander Jurek

WADY

  • Kiepskie narzędzia budowania domu
  • Przez większość czasu gra sprowadza się do wybierania przypadkowych aktywności
  • Relacje z innymi graczami są dość ubogie…

ZALETY

  •  … ale chociaż jakieś są
  •  Świetny kreator Simów
  • Strona audiowizualna trzyma przyzwoity poziom
  • Bywa humorystyczna

The Sims: Mobile

  • Wydawca Electronic Arts
  • Producent Maxis, EA Mobile
  • Platforma Android, iOS
  • Cena 0 zł (mikropłatności)
iOS
Android

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane