Volvo S90 T8 test i recenzja – Limuzyna na miejskie potrzeby

Jest duży, wygodny, zdecydowanie z wysokiej półki. Niestety luksusy kosztują, więc także nie na każdą kieszeń

Tym razem do redakcyjnych testów trafił samochód z naprawdę wysokiej półki. Już sama nazwa marki – Volvo (przy okazji debiut na naszych łamach) sprawiała wrażenie. Do tego jeszcze sam model – S90, czyli luksusowa limuzyna i marzenie niejednego miłośnika czterech kółek. Jednak to nie była zwykła wersja modelu S90. Do tego dochodziło jeszcze T8 co oznaczało, że to model hybrydowy typu plug-in. Czyli miał dwa napędy – zarówno tradycyjny, jak i elektryczny. Działały niezależnie, więc można było S90 T8 zarówno doładowywać z zewnętrznego źródła prądu, jak i dolewać paliwo w tradycyjny sposób.

Jednak nowoczesne hybrydy to już nie są te pierwsze, gdzie wszystko było fajne dopóki nie wyjechało się nimi poza miasto. Tutaj napędy są niezależne, choć … nie do końca. Zatem zacznijmy od początku.

 

Testowany model miał automatyczną skrzynię biegów. Jednak w przeciwieństwie do tradycyjnych automatów Volvo S90 T8 miało 5 trybów, a nie 4 (ten mają i elektryki i samochody na standardowe paliwa). Różnica wzięła się stąd, że można było jechać w trybie mieszanym, czyli na prąd i benzynę, albo na samo paliwo. „Przeskoczenie” z jednego na drugi jest zauważalne jedynie po tym, że zacznie się słyszeć warkot silnika. Nie ma szarpnięć, nic się nie dzieje dodatkowo.

Zmiana może odbywać się manualnie – kierowca zmienia tryb i może jechać na tradycyjne paliwo. Może też w każdej chwili powrócić do trybu mieszanego, co również jest bezproblemowe. Dzięki temu, że S90 T8 ma napęd elektryczny, ma również system odzyskiwania energii – zarówno w trakcie jazdy na jednym, jak i drugim napędzie. Ale więcej o tym za chwilę.

Od razu na dzień dobry mała dygresja – skoro Volvo S90 T8 ma dwa napędy to ma też 2 możliwości uzupełnienia poziomu paliwa i energii. Wlew do baku na tradycyjne paliwo jest w prawym tylnym błotniku, a gniazdo do ładowania prądu w lewym przednim. Tylko, że odblokowuje się je jednym przyciskiem, zatem jednocześnie. Trzeba pamiętać (albo lepiej nie zapominać), że chcąc S90 T8 np. doładować odblokowujemy też dostęp do wlewu paliwa. Z jednej strony praktyczne, z drugiej jednak wymaga skupienia myśli.

Pierwsze wrażenie

Już sam rzut oka na zdjęcia, jeszcze zanim je wypożyczyliśmy, sprawił, że pojawiła się świadomość, że to naprawdę duże auto. Blisko 5 metrów długości robiło swoje. Nawet nie trzeba było wsiadać do środka, żeby do nas dotarło, jaką Volvo S90 T8 ma moc. A połączona z elegancją modelu sprawiła, że choć przez kilka dni tych krótkich testów mogliśmy się poczuć jak „przedstawiciele wyższych sfer”.

W środku było równie ciekawie, jak z zewnątrz. Otrzymana konfiguracja była jedną z najwyższych, jeśli nie najwyższą. Oznaczało to eleganckie, sterowane elektrycznie skórzane fotele, dużo przestrzeni, ergonomiczną kierownicę. Zaskakiwała mała liczba przycisków funkcyjnych, ale wszystko błyskawicznie się wyjaśniło. Większość opcji dostępna była na dotykowym ekranie LED.

Ze względu na swoje gabaryty na początku trzeba było się trochę przestawić. Oczywiście – w Volvo S90 T8 są zainstalowane czujniki odległości, jest kamera, która ułatwia jazdę tyłem. Jednak cały czas trzeba było pamiętać, że jedziemy limuzyną, a nie zwykłym autem miejskim. Szczególnie przy parkowaniu było to istotnie. Nie dlatego, że był to jakiś ciężki manewr, a dlatego, że S90 T8 nie w każdym miejscu się mieściło. Nawet nie ze względu na szerokość, ale na długość. Do wszystkiego jednak dało się przyzwyczaić.

Z tym wszystkim kontrastował panoramiczny szyberdach. Sam otwierał się i zamykał przyciskiem, ale od środka zasłaniało się go ręcznie. Cóż – nie można mieć wszystkiego.

Prowadzenie

S90 T8 to może nie SUV, ale i tak jest wyraźnie wyższe od standardowych osobówek. Nawet teoretycznie tych większych, nie tylko najmniejszych. Z jednej strony istniały obawy o to, że się nie zmieszczę zmieniając pas. Tymczasem zostałem mile zaskoczony i to zaskoczenie przyszło z najmniej oczekiwanej strony. Otóż inni uczestnicy ruchu jakby się obawiali rozmiarów „mojego” Volvo i często mnie wpuszczali.

Jak wyglądała sama jazda? Cóż – dostaliśmy samochód napędzany mocą nawet do 390 koni. Jedno zbyt mocne wciśnięcie pedału gazu i można się było poczuć jak w startującym samolocie. Wbijało w fotel, w dodatku jadące przed mną inne pojazdy dosłownie „rosły” mi w oczach. Wciskanie pedału przyspieszenia do podłogi groziło poważnym wypadkiem. Po testach S90 T8 można zrozumieć, dlaczego Volvo chce ograniczyć maksymalną prędkość swoich pojazdów do 180 km/h (czy to dobry czy kiepski pomysł to zupełnie inna historia).

Z innych pierwszych spostrzeżeń. W Volvo, w przeciwieństwie do innych testowanych marek, nawigacja nie była widoczna na wspomnianym ekranie LED, a bezpośrednio na desce rozdzielczej. Kolejną ciekawostką, której wcześnie nie spotkałem w pojeździe innej marki, jest dopuszczalna w danym miejscu i aktualna prędkość wyświetlana na przedniej szybie. Zazwyczaj takie parametry są widoczne na desce rozdzielczej. W ciągu dnia nie przeszkadzało to w prowadzeniu, bo nie było na wysokości oczu. Gorzej było po ciemku, ale z czasem się przyzwyczaiłem, a nawet uznałem za przydatne. Dla pasażera siedzącego obok kierowcy – bez względu na porę dnia i nocy – było to niewidoczne. Dla kierowców pojazdów przed nami też.

Volvo S90 T8 ma szereg dodatkowych udogodnień, z których nie trzeba, ale można korzystać. O czujnikach już było. Jest więc asystent pasa ruchu, można ustawić odległość do poprzedzającego nas auta. Nie zwalnia to kierowcy z czujności, ale komputer pokładowy ostrzeże, że coś się przed nami dzieje. Jest też oczywiście funkcja Auto Hold, dzięki której samochód z automatyczną skrzynią biegów zatrzyma się pod światłami.

Jazda elektrykiem i tradycyjnie

Tak się złożyło, że większość testów S90 T8 odbyło się w warunkach miejskich. Tutaj nieoceniony okazał się napęd elektryczny. Samochód był tak samo zrywny, a oszczędności na paliwie znaczne (oczywiście wiadomo, że jak kogoś stać na taki samochód to stać i na paliwo). Dzięki systemowi odzyskiwania energii zwiększa się zasięg jazdy na elektryku. A dzieje się tak najczęściej w trakcie hamowania, jak również częstego puszczania nogi z pedału przyspieszenia. Można tak jeździć naprawdę długo. Już nie trzeba liczyć w kilometrach, ale w dniach.

Wszystko oczywiście zależy od sposobu prowadzenia. Wiadomo, że na pewno dłużej się pojeździ bez doładowania i/lub dotankowania przy jeździe ekonomicznej. Skrzynia biegów, oprócz eko, ma jeszcze dostępne tryby standardowy i sportowy. W naszych testach, poza kilkoma chwilami szaleństwa starałem się jeździć ekonomicznie. Da się, choć napęd elektryczny ostatecznie się rozładował.

Przy okazji okazało się, że w zestawie jest tylko kabel do ładowania z gniazdka, takiego do ładowarki nie ma. Podobno to standard.

Zaobserwowałem też jedną rzecz. W momencie rozładowania się napędu elektrycznego widać idealnie, jak działa odzyskiwanie energii. Kilka hamowań przed światłami i bateria się doładowywała na tyle, że S90 T8 wracał do jazdy na napędzie elektrycznym.

A sam tradycyjny napęd? Nawet bez szaleństw średnie spalanie wychodziło ok 10 litrów na 100 km. Przy mocniejszym wciśnięciu pedału przewidywana liczba przejechanych kilometrów spadała błyskawicznie. Nie da się ukryć, że to samochód nie na każdą kieszeń. Nie tylko ze względu na cenę jako taką, ale i koszty eksploatacji.

Gadżety

O sporej części było już napisane, więc wymienię tylko te, o których nie było nic. Przy czym nie oznacza to, że wszystkie. Na samo przejrzenie opcji w ekranie dotykowym można poświęcić pół dnia. W zasadzie można powiedzieć, że Volvo S90 T8 ma tyle możliwości, że brakuje tylko tego, że było autem autonomicznym.

Co zostało jeszcze wypatrzone? Ogrzewane i wentylowane fotele. Zarówno kierowcy, jak i pasażera. Można sobie ustawić 3 tryby pracy. Podobnie rzecz się ma z ogrzewaną kierownicą. Fotele są tak wygodne, że można się poczuć jak w klasie business w trakcie lotu interkontynentalnego. A jeśli pasażer na tylnym siedzeniu chciał się poczuć jak w SPA mógł sobie włączyć opcję masażu pleców.

Wnioski

Volvo S90 T8 to wysokiej klasy limuzyna. Nie ma co się oszukiwać – nie dla każdego. Nie dlatego, że nie jest tania i że trzeba prowadzić ją odpowiedzialnie. Po prostu pomimo walorów, jakie niesie ze sobą posiadanie dodatkowego napędu plug-in nie zmienia faktu, że nie jest pojazdem tanim w utrzymaniu. Nie zmienia to faktu, że czas w trakcie testu – bezcenny.

Specyfikacja techniczna w skrócie:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane